Na urodziny dostałam Mercedesa - wózek zakupowy, który sam wchodzi po schodach. No... prawie. Z obydwu stron ma po trzy kółka, które wchodzenie po schodach czynią znacznie łatwiejszym. Ma też miejsce na mrożonki i w ogóle jest śliczny, pojemny i wygodny. Niestety, unieruchomiona w domu zdrowotnie od kilku tygodni nie mogłam z niego skorzystać. W końcu, w piątkowy wieczór poczułam się na tyle dobrze, że postanowiłam wybrać się po zakupy. Zrobiłam listę - żeby nie za dużo, ale wystarczająco, do nowych mokasynów Minnetonki nieużywanych od tygodni zamontowałam nowe sznurowadła, sprawdziłam dojazd i w sobotni poranek wyruszyłam po zakupy. Dumna byłam z siebie po kokardki! Bo i lista jest, i poruszać się mogę w miarę komfortowo, i butki nowe. Idealnie wyliczyłam czas schodzenia po schodach, wyrzucania śmieci i przyjazdu autobusu. Cieszyło mi się wszystko w człowieku, że taka dzielna i przewidująca jestem. Wysiadłam na przystanku bazarowym i ruszyłam przed siebie nonszalancko ciągnąc Mercedesa. Skoncentrowałam się na dotarciu do bankomatu, więc nie patrzyłam zbyt uważnie. Niemniej już przy bankomacie lekko zastanowił mnie brak ruchu wokół stoisk. No żesz... pozamykane. Po głowie przemknęła mi myśl, że nie zarejestrowałam przecież pandemicznego zamknięcia targowisk. Uprzejmy ulicznik przechodzący obok bez zdziwienia odpowiedział mi na moje pytanie, że no tak, zamknięte. Zaklęłam szpetnie pod nosem. I już chciałam dopytać, czy wie dlaczego, kiedy mnie olśniło... Przecież święto dziś pierwszomajowe! Poczułam się zawiedziona po kokardki. Wreszcie, po kilku tygodniach mogę chodzić, przygotowałam się perfekcyjnie, a tu ... Złośliwość rzeczy pozamykanych.
Farfałki czyli rzeczy błahe, drobne, niekonieczne. Teksty tu zamieszczone bez informacji o autorze, są mojego autorstwa i roszczę sobie do nich wyłączne prawo.
niedziela, 2 maja 2021
Złośliwość rzeczy pozamykanych
wtorek, 6 kwietnia 2021
czwartek, 11 marca 2021
piątek, 26 lutego 2021
niedziela, 3 stycznia 2021
Moja oubliette
Powoli tracę ochotę na jakiekolwiek przejawy życia społecznego. Zapadam się w oubliette z własnego wyboru. Praca zdalna dodatkowo usunęła konieczność codziennych interakcji pracowych, co mnie cieszy bardzo. Pozwala mi całkiem odpaść, obsunąć się wypoczynkowo, jak radził Kofta. Obsuwam się z dużą ulgą. Nie muszę już zmuszać mięśni twarzy do grzecznego uśmiechu. A zmuszałam, bo w końcu nie ludzie winni, że mi się tak porobiło bezuśmiechowo. Gdzieś czytałam, że śmiech rozświetla mrok, że śmiech to zdrowie i takie tam. W moim wewnętrznym mieście pogasły już wszystkie latarnie, jedna po drugiej. W tej ciemności jest mi wreszcie spokojnie. Nic się nigdzie nie tli, nie rozżarza. Opatulam się jeszcze w swojej codzienności w zapachy świec, w nową pościel, ciepłe skarpetki. Ale coraz częściej zadaję sobie pytanie: po co?
Na półce nad stołem stoją trzej Buddowie, jak Mizaru, Kikazaru i Iwazaru z przesłaniem
NIE WIDZIEĆ ZŁA
NIE SŁYSZEĆ ZŁA
NIE MÓWIĆ ZŁA
Toteż nie widzę, nie słyszę i nie mówię. To niewątpliwe korzyści oubliette. Nie mogąc widzieć, słyszeć i mówić dobra, lepiej zaniewidzieć, zaniesłyszeć i zaniemówić. Bezpieczniej.
Doctor Plague 2020


