Pokazywanie postów oznaczonych etykietą babiniec. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą babiniec. Pokaż wszystkie posty

piątek, 18 lipca 2014

Ad mortem defecatam

I przywlokła baba była dylemat przed oblicze Pańskie, uprzednio z najciemniejszego kąta ogrodu Pańskiego go wyciągnąwszy. I tak stanął dylemat przed obliczem Pańskim, a Pan przed dylematem stanął był, skonsternowany nieco. Albowiem pojęcia Pan nie miał był zielonego, w jakim celu baba dylemat przywlokła była Panu swemu pławiącemu się w omnipotencji i dobrobycie. A baba dłonią swą stwardniałą od prac domowych uniosła spódnic swych obfitość łono bachororodne ukazując i zagrzmiała: wybieraj, Panie!  Ja albo bachor! I dylemat urósł był przed obliczem i rozumem Pańskim, jak baba wielkanocna przed pieczeniem. Bo i baba kusi, i posiadanie bachora nęci. Zadumał się Pan głęboko, jak tylko Pan potrafi  i z dylematem w krzaki ogrodu Pańskiego się udał był na naradę. Wyszedłszy z krzaków obliczem Pańskim zajaśniał i zagrzmiał władczo, acz z pobłażliwością pewną, w samogłoskach jeno widoczną: dylemat won! A ty babo, będziesz dalej Pana swego czcić i wielbić, łonem swoim prokreacyjnie mu służyć, a bachorki w owym łonie się gnieżdżące z woli Pana, produktem ubocznym miłości Pańskiej uznasz i rodzić będziesz, aż się będzie kurzyło! A żeby do głowy babskiej ci nie przyszło wolę Pańską zmieniać i brak omnipotencji Panu swemu zarzucać, oddziały interwencyjne w klauzulę sumienia uzbrojone na świat wyślę, by woli mej broniły ad mortem defecatam! Babskiego ad mortem defecatam! I wypuściwszy zacietrzewiony oddech z płuc boskich, oddalił się Pan był do zajęć swoich pańskich.

środa, 26 marca 2014

Hydrozagadka

I wezwał Pan babę przed oblicze swoje boskie, a baba chyżo przybiegła, jak to baby we zwyczaju mają. I pokazał był Pan babie, jak hartował się chart. A tak się hartował, że hydrzych zwyczajów nabrał. Chwiejące się głowy wyrastały mu jedna po drugiej, charczał przy tym straszliwie i tchawicą ruszał, jak suwnicowy suwnicą.

piątek, 14 marca 2014

Baba z Nienacka

I weszła była baba z Nienacka do ogrodu Pańskiego wypukłość nadmierną biustu babskiego tłumacząc ochronie nowym biustonoszem push-up. Że niby jak Natalia Siwiec być chce. Uśmiała się ochrona po kokardy, bo gdzie tam babie z Nienacka do Natalii Siwiec, no gdzie? I puścili byli babę głupią ochroniarze na teren ogrodu Pańskiego, nie wiedząc, co czynią. Albowiem baba w miejscu, gdzie biust mieć powinna, dżendera straszliwego schowała. Tego, co to Pan stanowczo zakazał był wpuszczać w obawie przed zgorszeniem straszliwym, spedalaniem ptasząt niewinnych, tudzież nieletnich. Odeszła baba kilka kroków od bramy Pańskiej na wszelki wypadek i jak nie pizgnie dżenderem po okolicy! Zafurczało, zawyło i zakurzyło. I rozpełzł się był dżender podstępny po zakamarkach ogrodu Pańskiego, rozpełznięty okopał się i oflagował. Zjadliwie sączył do uszek samiczek niebieskich, by nie pozwalały traktować się przedmiotowo przez samców, by córek na różowo nie ubierały. Kłamał bez mrugnięcia dżenderową powieką, że wszak Pan wszystkich równymi stworzył. Że samiczka może być dobrym szefem, a samiec niezłą pielęgniarką. Że nic złego nie ma w ubieraniu się przez samiczki w spodnie, a przez samców w sukienki: obrazował zdjęciami Szkotów, co to im zimno w przyrodzenie, bo w spódniczkach chodzą. Radził samiczkom, żeby gwardię Pańską wzywały, gdy spracowany samiec napiwszy się emocje na nich wyładowywał. Słowem: Sodoma i Gomora! Do złego namawiał. Do pogwałcenia ustalonego porządku, do przewrotu, do rewolucji! Drań podstępny. Toteż ruszyły na niego hufce tradycji odwiecznej wierne: panowie w czarnych sukienkach i babochłopy sejmowe. Na czele stanęły dwie Herodiady sejmowe i dalejże prać po pyskach heretyków i kacerzy jednych! Dalejże pluć na cyklistów, żydów i masonów! A baba biust uwolniwszy od dżendera i watą go napchawszy, by ponętniejszy się wydał był, do swego Nienacka wyruszyła, bo chłop lada chwila z popijawy wróci i jeść wołać będzie. A jak zupa będzie za słona, to i biust ponętny jej nie pomoże.

Wisi w okolicy.

środa, 9 października 2013

Normy unijne

I ujrzał był Pan babę zbierającą grzyby w pobliskim lesie. I podszedł Pan do baby i spytał:
- Jak dużo czasu zajmuje ci babo zebranie tylu grzybów?
- Niewiele - odrzekła baba beztrosko.
- To dlaczego babo durna nie chodzisz po lesie dłużej i nie zbierzesz tych grzybów więcej? - skarcił Pan babę.
- Tyle mi wystarcza Panie dla rodziny, a i znajomych obdaruję nieco.
- A co robisz poza zbieraniem grzybów, babo beztroska? - zmarszczył boskie czoło Pan.
- Oj Panie mój, toż śpię sobie do woli, gospodarstwo ogarnę, z kumoszkami pogwarzę, a wieczorem odpoczywam, popijam miód sycony, a czasem i hołubce jakieś ze starym powywijam.
Pan z wyższością boską na babę spojrzał i protekcjonalnie babie rzekł był te słowa:
- O ty babo durna. Wszak możesz w tym lesie całymi dniami siedzieć i grzyby zbierać. Potem je sprzedasz, a z nadwyżki możesz jeszcze durniejsze od siebie baby do zbierania grzybów zatrudnić. Z czasem własną suszarnię założysz i normy unijne spełniać będziesz.
- A jak długo to będzie trwało Panie, to dojście do norm unijnych? - spytała baba.
- Jak sie postarasz, to 15 - 20 lat. Wtedy będziesz mogła z zyskiem swoją suszarnię odsprzedać. Dostaniesz za nią tyle pieniędzy, że do końca życia będziesz mogła spać sobie do woli, z kumoszkami gwarzyć, pić miód sycony i bawić się ze starym swoim do upadłego.

wtorek, 17 września 2013

Temu dała

I weszła baba do ogrodu Pańskiego cyc poprawiwszy wprzódy i włosami rozwichrzonymi jak u niemieckiego piłkarza trzecioligowego zarzuciwszy. Rozejrzała się spod rzęs babskich utrefionych i ptaszęta niebieskie jęła była uwodzić myślą, mową i uczynkiem. Temu dała na miseczkę, temu dała w garsteczkę, a temu jednemu łebek urwała, bo się opierał uwodzeniu zanadto. Pozostałe ptaszęta dopieszczała śląc spojrzenia głębokie i wymowne. Słowa wiele znaczące Niagarą z ust korali jej płynęły nieprzerwanie. I uwodziła, uwodziła, uwodziła. Uwiódłszy wszystkie ptaszęta niebieskie prychnęła wzgardliwie w stronę tego z oderwanym łebkiem, co to jej urokowi się opierał, srebrnego lisa poprawiła na ramionkach alabastrowych i poszła była spiesznie, by sił i wiedzy nabrać w celu uwiedzenia oderwanego łebka. Albowiem nie będzie jej tu żadne ptaszę, choćby niebieskie, urokowi się opierać.

czwartek, 12 września 2013

IQ talii

I stanął Pan przed bab kordonem i z uwagą przypatrywać się im raczył był. Casting boski zarządził bowiem w celu wyłonienia tej jednej, idealnej, by wzorem dla innych się stała. Skierował swe oczy boskie na te, które wzrok Pana przyciągały w pierwszej kolejności: smukłe, z talią wiotką, a biustem obfitym. I uradowało się oko Pańskie na widok takich śliczności. Kilka pytań natury ogólnej zadał owym wiotkim, właściwie tylko formalnie, by przekonać licznie zgromadzoną żywinę boską, że to ideały poszukiwane. Wiotkie jak rozdziawy stanęły i ani jedno sensowne słowo nie wyszło było z ich ust ponętnych. Bezsensownych nawet sporo. Wyjścia Pan nie miał, kazał im pójść precz, albowiem baba idealna pojęcie jakieś mieć powinna o zabawianiu Pana inteligentną rozmową. Te z talią mniej wiotką wziął więc był pod łaskawą uwagę Pańską. I ucieszył Pan intelekt swój nad wyraz rozmową ciekawą, jednakże pewien niedosyt estetyczny pozostał był. Z niedosytem estetycznym Pan pogrążył się był w dyskusji ciekawej, aż w umyśle jego boskim pojawiła się myśl naukowa: otóż IQ baby jest zwykle równe jej obwodowi w talii. Myślą tą ucieszony, bo już rozpozna każdy niechybnie babę idealną po talii, udał się był na spoczynek boski. Nie dosłyszał pytania przedstawiciela żywiny boskiej, który cichutko spytał Pana był: czemu równa się IQ chłopa? I całe szczęście, że nie dosłyszał.

wtorek, 6 sierpnia 2013

Baba plażowa

I wezwał był Pan babę przed oblicze swoje boskie. Bezskutecznie wezwał był. Baby albowiem ni widu, ni słychu w ogrodzie Pańskim. Rozesłał zatem Pan po ogrodach okolicznych ptaszęta niebieskie, żeby wieść Panu o babie przyniosły były. I rozpierzchły się ptaszęta po pobliskich jaskiniach uciechy ptasiej, by sposób szukania baby opracować zgodnie z procedurą unijną. Po siedmiu dniach obfitujących w niecierpliwość Pańską i rozpustę ptasią, przyniosły ptaszęta Panu wieść oczekiwaną. Skorzystawszy z Google Street View  znalazły cielsko babskie na plaży w Alicante rozłożyście umiejscowione. Przy cielsku stał drink z pomarańczową parasolką i ciemnobrewy tambylec z zachwytem w obfitość babskich kształtów wpatrzony. Przekazawszy Panu wieść oczekiwaną oddaliły się kurcgalopkiem ptaszęta na obliczu Pańskim zauważywszy narastające napięcie, które dobrego nie wróżyło. Napięcie bowiem mogło w każdej chwili zaowocować gromami i pieronami Pańskimi. I zaowocowało. Szlag Pana oto trafił nieziemski, albowiem babę wzywając oczekiwał posłuszeństwa i natychmiastowości. Trafiony szlagiem Pan z ócz swych boskich jął był błyskawice gniewu i gromy wściekłości w stronę Alicante posyłać. Jako że wściekłość Pańska przysłaniała mu kierunek właściwy, jął ciskać na chybił-trafił. Jedna z błyskawic zorientowawszy się, że w kierunku Grenlandii leci, ze świstem samowolnie zmieniła kierunek i na plażę wpadła spustoszenie siejąc wśród tambylców. Głupia nie była, nie zawracała sobie zatem głowy błyskawicznej tambylcami przypadkowymi, jeno w tego konkretnego się pchała, co babie właśnie ćwierkał, że ona, jak pralinka Lindta - okrąglutka i niepozorna, a niebo w gębie, jak się spróbuje. Nie zdążył dodać, że chętnie by wziął ową pralinkę do gęby tambylczej, bo błyskawicą po goleniach owłosionych dostał. Dostał i błyskawicznie w popiół się zamienił był. A baba cyc z kostiumu wystający poprawiła była i rozpłynęła się z uciechy wielkiej, że tambylec rażony pięknością jej duszy został był.

czwartek, 18 lipca 2013

Babskie truchło

I wezwał Pan babę przed oblicze swoje boskie bez rezultatu żadnego - baba nie przyszła, nie przypełzła, nie przybiegła. Zasępił się Pan był, bo niezbędna Panu baba, bo użalić się na los Pański nie było komu, a i rykiem Pana nikt poza babą się przejmować nie raczył. I rozpoczął Pan był przeszukiwanie ogrodu swego w celu odnalezienia owego Pańskiego narzędzia do wysłuchania. Zajrzał Pan za wszystkie krzaki, każde źdźbło trawy poruszył, aż znalazł. Leżała baba bez czci i ducha pod krzakiem gorejącym, tym obwieszonym owocami nadziei na lepsze jutro. Leżała i ani rączką, ani nóżką babską nie ruszała, o babskich ust koralach nie wspominając. Podszedł Pan był ostrożnie i stopą pańską trącił z lekka nieruchomość babską. Reakcji brakło. Trącił raz jeszcze, większą moc stopie pańskiej nadając. Coś w babie zajęczało i zawyło, trzeszczenie jakieś się słyszeć dało i baba podniosła swe oczy pytające na Pana. Już miał Pan nad babą się użalić i przygarnąć babskie truchło do boskiej piersi, ale nie, nie będzie Pan babie okazywał przecież. Ryknął zatem, jak miał w zwyczaju pańskim: czego tu babo tak bezproduktywnie leżysz, jak nieużytek jakiś? Wstawaj i do roboty! Zabulgotała babskość w babie i jęła się podnosić. Podpierając się ręcyma na kolana babskie zdołała paść. I znów litość Pańska poczęła była w Panu rosnąć, jak dług publiczny, ale strzymał Pan i znów ryknął zachęcająco: no, dalej! Wstawaj!  Zebrała się baba w sobie, napięła, nadęła i wstała na trzęsących się kolanach. I gwizdnęła Pana była w ucho, aż wizg po ogrodzie pańskim rozległ się okrutny. Po czym padła dech żałosny ustami babskimi oddawszy i zaległa pod krzewem nadziei bez ducha i przyszłości.

sobota, 8 czerwca 2013

Dzień święty

I stanął Pan w bramie ogrodu swego boskiego i spojrzał na lud do świątyń Pańskich ochoczo podążający, jako że dzień święty nastał. Ledwie spojrzał, a brwi Pańskie ze zdumienia uniósł był. Ujrzał bowiem lud niewolny uginający się pod ciężarem dóbr wszelakich kapłanom niesionych w znoju i pocie. I kapłanów ujrzał jako te naczynia puste, co najwięcej hałasu czynią; spasionych, nadętych ważnością i mających palce wskazujące nadmiernie wyrośnięte od pokazywania ludowi, gdzie jego miejsce. W kieszenie przepastne im zajrzał i cielce bogactwa i arogancji ujrzał był. I wysiliwszy słuch swój boski posłuchał, co ludowi prawią. I włos boski się na głowie Pańskiej zjeżył z odrazy. Miast bowiem duszyczkami ludzkimi się opiekować, kapłani uwagę swą poświęcali li tylko i jedynie narządom płciowym ludu owego. Grzmiąc z wywyższeń ambonami zwanych, piętnowali i stygmatyzowali, kogo popadło. Straszyli anatemą jakąś za niepopełnione. Krzyże stawiali po całej galaktyce, by lud patrząc na nie strach czuł wielki. I mówili, że Pan gniewać się będzie, jeśli mamony nie przyniosą kapłanom jego i parzyć się będą nieobyczajnie. I ujrzał Pan dziatwę Pańską, i już miał rzec: pójdźcie, dzieci, ku mnie, gdy ujrzał kapłanów z żelazem w tłustych łapskach piętno na czole niektórych  dziatek wypalających. Bruzdę oto im wypalali, by wiadomo było, że niezgodnie z wolą Pańską poczęte zostały. I zagrzmiał Pan był z wysokości boskiej swojej: stop! nie tak miało być! Dłoń karzącą boską już wznosił, by pokarać winnych. Lud siódmym zmysłem czując nadchodzący gniew Pański, kapłanów swych w obronę wziął był, ciałami własnymi zasłaniając. Bo któż by im mówił, co jest właściwe? Któż pobierałby ofiary za przyjście na świat i odejście z niego? I zadumał się Pan był nad głupotą swoją boską, która nazwała lud Pański owieczkami onegdaj. I wrócił Pan był do ogrodu swojego boskiego i wrota zawarłszy z hukiem rzekł był: a w dupie boskiej was mam! Radźcie sobie sami, barany jedne!

piątek, 3 maja 2013

Fasolowa wojna

I stał Pan był w ogrodzie swoim i przyglądał się sprawiedliwemu pośród sprawiedliwych z niepokojem boskim. A sprawiedliwy pośród sprawiedliwych, pozostawiwszy powierzone sobie przez Pana grządki fasolowe, szachownicę rozstawił na trawie i w berka zaczął się na niej bawić z ptaszętami Pańskimi, zerkając na Pana spojrzeniem świątobliwym. Hołubce wywijał, obcasami trzaskał, a kiedy Pan wzrok swój tchnący naganą na niego zwracał był, sprawiedliwy główkę swą opuszczał i bijąc się w piersi sprawiedliwe kajał się zarzekając, że źle zrozumiany został. A w główce opuszczonej myśl jedna się kołatała: wyrzuć mnie, Panie, z ogrodu swego boskiego, bo czas na mnie swój własny ogród uprawiać; lud sprawiedliwy w kolejce do pomocy w mym ogrodzie stoi, a ja nie mogę sam odejść przecież; wyrzuć mnie, Panie, a męczennikiem za sprawiedliwość zostanę i wreszcie sprawiedliwe skrzydła rozwinąć będę mógł z wizgiem! A Pan tylko patrzył był i cholera Pańska go brała, że takiego glizda do zarządzania grządkami z fasolą Pańską trafił. A sprawiedliwy od fasoli kombinował, aż mu usteczka wykrzywiało uśmiechem świątobliwym z radości. W kącie ogrodu Pańskiego dorwał był największego gadułę pośród ptasząt Pańskich i zwierzył mu się był, co mianowicie on, sprawiedliwy, myśli o pomysłach Pańskich w sprawie podniesienia wydajności ogrodu Pańskiego, w którym coraz mniej nowych roślinek wyrastało. Ptaszę gadatliwe rozniosło wieść po całym ogrodzie Pańskim, a nawet za jego płotem zaćwierkało tu i ówdzie. I Stracił Pan cierpliwość boską i palcem omnipotentnym kazał sprawiedliwemu pośród sprawiedliwych pójść precz od grządek fasoli, ale z ogrodu Pańskiego nie wyrzucił w mądrości swojej boskiej.  Męczennika bowiem Pan wyprodukować sobie nie życzył, zębatym kołem historii zatem sprawiedliwego nawet nie drasnął, choć coraz cięższa cholera Pańska go brała. I poszedł sprawiedliwy wśród sprawiedliwych w kąt ogrodu Pańskiego się schować, by w spokoju skrzydła swe sprawiedliwe przejrzeć celem uzupełnienia braków i knuć przeciw Panu swemu z zapałem świątobliwym.

wtorek, 16 kwietnia 2013

Quo vadis, domine

I ujrzała baba Pana ogród pański boskim kurcgalopkiem opuszczającego. I już, już na babskich ust korale cisnęło się pytanie: quo vadis, domine?... ale zdzierżyła, wytrzymała, odpuściła. Babską ciekawość zaspokoić postanowiła naocznie i nausznie, tak więc za Panem babskim truchcikiem podążyła. A Pan ogród własny, własną ręką założony i plewiony, opuszczał z głupawym uśmiechem na twarzy. Im bardziej od ogrodu się oddalał, tym uśmiech głupawszy się stawał. Cicho truchtała baba za Panem chcąc poznać ścieżki Pana koniecznie. I guzik zobaczyła albowiem Pan rozwiał się był we mgle, helem uprzednio dmuchnąwszy w babę i brzozą nagle wyrosłą zasłaniając jej widok Pański.

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Konkurs

I ogłosił Pan był konkurs na babę. Wymagania podał, ogłoszenie zamieścił wywieszając na płotach w ogrodzie pańskim, gdzie trzeba i czekał na chętne. Z Pańskiego punktu dowodzenia widział tłumy bab wszelakich przed płotami, zawzięcie studiujące wymagania pańskie. A były to wymagania, że ho ho! Panu bowiem potrzebna baba nad baby, ober baba, parade baba, baba di tutti babi. Włos i lico ma mieć niczym nie zmierzwione, ni wiatrem, ni myślą swobodną. Liczko gładkie, ale nie gładsze, niż Pańskie, by w Panu kompleksów nie budzić, póki śpią. Nóżki ma mieć zgrabniutkie, by spódniczkę kusą założyć mogła oko pańskie cieszącą.  Włosy długie, rozum krótki, by nie peszyć Pana omnipotencji we wszystkich dziedzinach nauki. Włosy długie, ale przylizane schludnie. Żadnych cyklistek, masonek, żydówek, cyganek. Aryjka ma być, katoliczka chrześcijańska, heteroorientacyjna. Żadnych cudaków, odmieńców, odszczepieńców. 
I patrzył Pan był na tłum przed płotami rzednący i sarknął był pod nosem pańskim: a niech to, żadna nie ma wymaganych kwalifikacji! Z kim mnie przyszło się zadawać, mnie, omnipotentnemu cudowi boskiemu? No z kim?

wtorek, 12 lutego 2013

Babska potrzeba

I zasiadł Pan był w ogrodzie swym pańskim z melancholią na obliczu boskim i spojrzeniem głodnego spaniela, i rzekł był do siebie:  gdzież podziała się baba moja? Bez ciebie życie nie ma smaku, choćby i boskie, a ptaszkowie niebiescy nie śpiewają tak cudnie. Babo, gdzie ty polazłaś, ach gdzie? Załkał Pan był beznadziejnie, łzy boskie produkując hurtowo. A łzy prawem grawitacji ku ziemi spadać poczęły były, użyźniając ziemię ogrodu pańskiego na potęgę i powodując niepohamowany wzrost wiary, nadziei i miłości. I wylazła baba z krzaków, gdzie potrzebę fizjologiczną babską załatwiała była. I biegnąc do Pana kurcgalopkiem brudnemi stopami babskiemi poczęła deptać, co jej pod owe stopy wpadło było.

poniedziałek, 4 lutego 2013

W cholerę

I przyszła baba nieproszona przed oblicze Pańskie i zaskomlała była: zabierz Panie ode mnie ten świat z jego manipulacjami, chęcią zysku nade wszystko, nieuczciwością, głupotą, małostkowością i hipokryzją. Oblicze Pana na takie słowa babskie pokryło się tęsknotą za rozumem boskim i Pan oddalił się był kurcgalopkiem od baby i świata. Wziął był i poszedł w cholerę, by rozumu nabrać albowiem we świecie próżno go szukać, jak rzekła była baba.

sobota, 2 lutego 2013

Być kobietą

I wezwał Pan był baby dwie przed oblicze swoje boskie. Tę madonnę prawicy i tę flagową liberalizmu, co to ludzie gadają, że nie zawsze babą była. I przyjrzał się im uważnie, jak tylko Pan potrafi. Popatrzył na twarze babskie w skupieniu boskim, albowiem ptaszkowie niebiescy donieśli mu, że jedna z nich twarz boksera posiada. I znalazł był Pan tę Tysonównę prawicy, albowiem Pan zawsze znajdzie, czego szuka. I przyjrzał się bliżej i  w duszę jej zajrzał i ze wstrętem spojrzenie boskie wycofał, żeby ócz swych boskości nie zapaprać. Tak było tam duszno od ksenofobii, tak ciasno od bogoojczyźnianej zapiekłości, że miejsca na zdrowy rozsądek Pan nie ujrzał. I odwrócił Pan się plecami boskimi do baby owej albowiem głupoty Pan nie trawi.

sobota, 26 stycznia 2013

Puknięta baba

I wezwał Pan był babę przed oblicze swoje boskie czymś zatroskane i rzekł jej był: a chodźże, babo, ku mnie, ja Cię puknąć pragnę. Stanęła baba, jak rozdziawa jakaś kombinując w babskim łebku, czego to Pan od niej chcieć może. I w co on pukał będzie? W drzewo puka dzięcioł, zresztą baba wszak nie z drewna. Gorąco i błękitnokrwista baba jest. Podeszła bliżej z ciekawością babską na obliczu i innych organach babskich. Błekitna krew zagrała w niej, jak Wojski na rogu Chmielnej i Nowego Światu. A Pan zawołał: puk! puk! I puknął był babę w czółko z pytaniem: a ty co myślałaś babo durna?

środa, 23 stycznia 2013

Komu duszę, komu?

I przybyła baba na doroczny jarmark w ogrodzie Pańskim, wór wielki na plecach dźwigając z trudem babskim. A mienił się wór ów i iskrzył, i kształt zmieniał, jakby coś żywego w nim siedziało. I zasiadła baba na straganie wolnym, opłatę należną Panu wniósłszy, i targować zaczęła, jak najęta. Brać! Wybierać! Nie przebierać! Świeże, dzisiejsze, dostawa od producenta, bezpośrednio! Kupisz dwie, trzecią dorzucę gratis! A głos miała baba donośny, a dźwięczny, toteż ptaszkowie niebiescy i inne stworzenia Pańskie, co to ni orzą, ni sieją, bliżej podbiegły były z zaciekawieniem oczami, czy co tam kto miał, łypawszy. Patrzą i widzą, że baba nic z wora nie wyjmuje, ale zachwalać towaru nie przestaje. Wreszcie jeden odważny podszedł był bliżej i pyta: a co wy tam, babo, sprzedajecie, że takie niewidoczne? Zaśmiała się baba wdzięcznie postacią całą swoją babską i rzekła była: A duszyczki sprzedaję, kreaturko  Pańska, duszyczki. Do wyboru, do koloru, do smaku, co kto lubi. A jak nie ma, co lubi, to polubi, co dostanie. A gdzież one duszyczki masz, babo, bo uczciwszy oczy, goły stragan jeno widać? - spytała kreaturka Pańska. A we worze, kreaturko, we worze, com go od świtu na plecach babskich dźwigała, by na jarmark Pański zdążyć - odrzekła baba pot babski z czoła palcyma zgarniając - Strudzonam wielce, to i szybko sprzedać chcę, za pół ceny, za pół grosza. A po co nam, ptaszkom niebieskim i innym takim, owe duszyczki? Cóż my z nimi robić będziemy? - gwar się podniósł niesłychany i pytania jedno za drugim leciały w stronę baby. A baba nic sobie z pytań nie robiąc perorowała dalej: patrzajcie ptaszkowie, oto duszyczka niewinna, bieluśka niczym obłoczek, nie używana wiele. Smakuje, jak lody śmietankowe w dzieciństwie. Taniuśko oddam, taniuśko. A tu duszyczka czerwoniutka, jak płomień, kształt serca ona ma i pachnie dymem z ogniska. A iskrzy się, diablica, jak kowadło w kuźni iskrami sypie, Ta droższa, bo namiętności pełna. Ale jak kto chętny dopłacić drugie pół grosza, dorzucę tę zgniłozieloną, z czarnymi igiełkami w środku. Te igiełki to zawiść, ale kto widział namiętność bez zazdrości? Kupujcie, ptaszkowie mili, kupujcie! Gdy baba tak zachwalała towar swój, duszyczki zaczęły były z wora nieśmiało wyłazić. O, tam, na prawo, taka liryczna i eteryczna wypełzła. We fioletach cała, w pastelach. A zapach fiołków roztaczała była, jak szalona. I już tłum chętnych się rzucił ku niej, by nabyć i szczęściem pastelowym się cieszyć. A tu, z lewej jakaś nadęta burość się wypycha na wolność. Brzydactwo straszne, nijakie takie, bezkształtne i bez zapachu, ale puszy się, jakby pawi ogon miała. I ta nabywcę znalazła szybko, bo ważnością jakąś nadęta była, a ważność się zawsze przyda. Wylazła też pomarańczowa taka, krzykliwie piszcząca, duszne ADHD prezentując. Tu się zakręciła, jak fryga, tu tupnęła, tu się nadąsała... i już ją kupili, bo taka odważna, taka zadziorna, taka medialna. Nie minęło pół godziny, a wór pusty baba miała. I wziąwszy wór w rękę babską, młynka nim wywijając, jak torebką od Gucciego, poszła baba w siną dal dusze zbierać do wora. A jak już nazbiera, nasprzedaje, naciuła, to sobie kupi nową, nieużywaną, świeżą duszę. I emeryturę babską spędzać będzie czystą duszą się radując.

Niniejszym dziękuję mojej inspiracji, no.

Skarbiec Pański

I stanął Pan był przed skarbcem swoim boskim i zadumał się głęboko. Bo też i dumać miał nad czym. Skarbiec Pański wypełniony był po brzegi duszami bez przydziału: niechcianymi, odrzuconymi, niepotrzebnymi, zużytymi do cna. A dusze piękne były w owym skarbcu, oj piękne. Różne, różniste. Od tych malutkich, ledwo poświatą boską muśniętych, po duże, napełnione pięknymi przeżyciami, emocjami, uczuciami. A każda z nich miała swoją barwę i kształt, smak i zapach, a nawet głos. Były tam dusze czerwone, jak ogień, parzące palce przy dotknięciu - te pachniały dymem z ogniska i tatarakiem o zmroku. Inne aż raziły w oczy swoją bielą, tak były czyste. Przez ich przezroczystość widać było letni poranek po burzliwej nocy, widać było spokojny brzeg morza i przelewający się pod stopami piasek. Te smakowały, jak śmietankowe lody z dzieciństwa. Na samym dnie leżały dusze aż ciężkie od gniewu, złości i nienawiści. W ich brudnoszarej poświacie wciąż migotały gniewnie  zielone iskry zawiści, pobłyskiwały fiolety gniewu. Te rozpychały się wśród innych najmocniej. Kłębiły się wydając dźwięki podobne do bzyczenia roju pszczół. I stał Pan zadumany wśród tych dusz i duszyczek, zastanawiając się komu by je tu wcisnąć.  Żadnej baby w okolicy widać nie było, a wzywać boskim basso profondo przy otwartym skarbcu nie śmiał z obawy przed niekontrolowaną ucieczką dusz wszelakich. Bo i cóż by wtedy świat począł, gdyby tak dusze się po nim rozbiegły były szukając właścicieli? 

Nie ja wymyśliłam różnorodność dusz, wykorzystałam wymyślone. I nie mogę przestać dusznie myśleć, no.

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Mięszane

I wezwał Pan babę przed oblicze swoje boskie i nic do powiedzenia nie miał jej był. Zdziwiona milczeniem baba spytała Pana: czemu milczysz, Panie? A Pan zaprezentował był na swym obliczu boskim uczucia mięszane: radość, że baba małomównością Pana zainteresować się raczyła była i wstręt, że babsztyl śmie zakłócać milczenie boskie. Baba odmięszała się Panu na obliczu babskim radością, że Pan raczył był ją wezwać i wstrętem, że wezwał, a gadać nie chce. I usiadła baba u stóp Pańskich, równie zmięszanych, jak ich właściciel i milczała była zawzięcie, jako i Pan.

czwartek, 10 stycznia 2013

Legalizacja wolnej woli

I stawiła się baba przed boskim obliczem Pańskim i rzekła: Panie, ty, który jesteś wieczny i długoterminowo prawami świata tego zarządzasz. Panie ustalający kolejność zdarzeń i ich czas właściwy. Ja, baba schyłkowa, wnoszę u twej boskiej instancji o zalegalizowanie wolnej woli. Pozwól nam, krótkoterminowym, wybierać, co dla nas właściwe. Pozwól nam ponosić konsekwencje naszych wyborów bez odwoływania się do twej łaski przebaczania ustami swych sług. Wszak ty nas osądzasz najsprawiedliwiej, kiedy przed twym boskim obliczem stajemy. Ty znasz najlepiej nasze intencje, zamiary i postępki. Nie pozwól, aby jacyś, podobni nam krótkoterminowi, ustalali prawa niezgodne z twymi naukami, by wywyższyć się ponad innych. Zalegalizuj Panie wolną wolę z wszystkimi tego konsekwencjami.