Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bajdy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bajdy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 listopada 2012

Tkliwość

Dążę do tkliwego nihilizmu aż wióry lecą. Aczkolwiek nie do końca tumiwisizm to oznacza. Zresztą, cokolwiek to oznacza, tkliwie nihiluję. Do samego końca. Mojego lub świata.

wtorek, 17 stycznia 2012

Bajeczka

Piękna księżniczka została uwięziona w zamku strzeżonym przez smoka. A oto różne wersje zakończenia opowieści w zależności preferencji muzycznych rycerza-wybawcy.

PUNK:
Bohater przybywa bez hełmu, bo mu na irokeza nie wchodzi, patrzy zdegustowany na zamek, kontestuje smoka, olewa księżniczkę, stwierdza, że bajki są no future, po czym oddala się w siną dal i posuwa pierwszą napotkaną żabę.

AMBIENT:
Rycerz przyjeżdża, zsiada z konia i stoi bez ruchu, gapiąc się na smoka. Zaintrygowany smok też stoi bez ruchu. Wkurzona brakiem rozwoju wydarzeń księżniczka naparza ich po głowach wałkiem do pieczenia ciasta, po czym oddala się szukając rycerza słuchającego punka.

REGGAE:
Bohater jest tak uwalony zielem, że zamiast do zamku trafia do browaru. Tam pojedynkuje się z beczkami z piwem, myśląc, że to smoki, aż w końcu przybywa G. W. Bush i wsadza go do Guantanamo za kontakty z zaświatami.

POEZJA ŚPIEWANA:
Przybywa bohater, spoziera na ogrom smoka i dochodzi do wniosku, że nigdy nie zdoła go pokonać. Wpada w depresję i popełnia samobójstwo. Smok zjada go oraz księżniczkę na deser. Tak kończy się ta smutna historia.

PROGRESSIVE:
Przybywa bohater z gitarą i gra 26 minutowe solo. Smok sam się zabija ze znudzenia, bohater dociera do sypialni księżniczki, gra kolejne solo używając wszystkich technicznych zagrywek i pasaży dźwięków, które opanował ostatnimi czasy w konserwatorium. Księżniczka ucieka, rozglądając się za rycerzem preferującym...

GLAM ROCK:
Zjawia się bohater, smok pada ze śmiechu na jego widok i pozwala mu wejść do zamku. Bohater kradnie księżniczce kosmetyki i maluje cały zamek na piękny, różowy kolor.

NAJBARDZIEJ ALTERNATYWNA ALTERNATYWA:
Bohater przybywa wierzchem na wiewiórce, zsiada z niej, skacze na lewej nodze, gada coś bez sensu i macha jajkiem przyczepionym do pomarańczowej sznurówki.

NEW METAL:
Bohater przyjeżdża zajechaną Hondą Civic, pojedynkuje się ze smokiem, ale ulega spaleniu po tym, jak zbyt niski krok w jego spodniach zapala się od smoczych płomieni.

INDUSTRIAL:
Przybywa bohater w połyskującym płaszczu, wykonuje obsceniczne gesty przed smokiem za co opuszcza krainę baśni w towarzystwie ochroniarzy.

GRIND METAL:
Zjawia się bohater, wykrzykuje coś zupełnie niezrozumiałego przez dwie minuty i odchodzi.

HIP-HOP
Bohater przyjeżdża najlepiej odpicowaną bryką w całym NY, zalewa smoka stekiem bluzgów i baterią automatycznych miotaczy graffiti klasy dres-blok. Smok, ogłupiały idiotycznym, jednostajnym beatem serwowanym przez rycerza zamienia się w toster. Bohater kradnie księżniczkę i włącza ją do swojego 120-osobowego haremu.

IN ABSENTIA PORCUPINE TREE:
Rycerz zabija smoka i uwalnia księżniczkę, po czym okazuje się ze rycerz jest impotentem, księżniczka mężczyzną, a smok tylko tamtędy przechodził w drodze na piwo.

ROCK PSYCHODELICZNY:
Rycerz przybywa w kolorowej zbroi na głowie zamiast hełmu ma wieniec z kwiecia u boku dynda mu wielka faja wodna. Ani myśli wałczyć ze smokiem. Wspólnie gapią się parę godzin przed siebie
kontemplując przyrodę. Księżniczka w tym czasie nago pląsa po łące.

ZESPOLY POKROJU CREED
Rycerz jest mały i wątły. Jedzie na osiołku. Zbroje zrobił sobie sam jednak po drodze zaczęła się rozpadać ma wiec na sobie tylko gdzieniegdzie kawałki blachy. Wyciąga osobiście wykuty wielki miecz dwuręczny po czym upuszcza go. Parę razy próbuje podnieść wytężając się ze wszystkich sil. Nic z tego. Podbiega do smoka i z całej siły kopie go w kostkę. Smok patrzy na niego zdziwiony po czym odgryza mu nogę. Rycerz dostaje furii i skacząc na jednej nodze bije go rekami. Smok odgryza mu drugą nogę i obie ręce. Bohater wykrwawia się na smoka starając się ugryźć go w palec. Smok zabiera zniesmaczona cala sytuacja księżniczkę i wspólnie żyją długo i szczęśliwie.

TECHNO
Rycerz przybywa pojazdem kosmicznym i pokonuje smoka przy użyciu joysticka. Niestety, sam okazuje się robotem. Księżniczka ucieka w poszukiwaniu fana czegokolwiek innego.

MUZYKA ELEKTRONICZNA
Rycerz przylatuje pojazdem przypominającym "Enterprise", z głośnym szumo-świstem zabija smoka przepiękną smugą lasera i odlatuje z księżniczką w jasne, błękitne niebo, pomiędzy śnieżnobiałe obłoki. Niestety, dręczą go wątpliwości, czy zabijając smoka nie naruszył równowagi ekologicznej.

JAZZ TRADYCYJNY
Rycerz w czarnym garniturze, czarnym kapeluszu i białych butach przyjeżdża czarną limuzyną i zabija smoka z pistoletu automatycznego "Tompson". Następnie palnikiem acetylenowym pruje sejf należący do smoka, by zabrać z niego kosztowności, po czym kupuje księżniczce białe futro i zabiera ją do najelegantszego lokalu w całym Chicago.

MUZYKA ORIENTALNA
Rycerz siada w pozycji lotosu i medytuje, aż doznaje olśnienia, że smok jest przecież złudzeniem! Następnie uprawia z księżniczką seks tantryczny.

MUZYKA KLASYCZNA
Poważny rycerz z powagą wyciąga poważny miecz i poważnie zabija smoka. Następnie z poczuciem oczywistej dla siebie wyższości nad fanami czegokolwiek innego bierze z księżniczką ślub przy możliwie najmniej znanego kompozytora

GRUNGE
Rycerz w kraciastej flanelowej koszuli serwuje smokowi śmiertelną dawkę heroiny, po czym wspólnie z księżniczką z wolna pogrąża się w narkotycznym nałogu.

KLASYCZNY ROCK-AND-ROLL
Rycerz z fryzurą na Presley'a rozjeżdża smoka różowym cadillakiem i zabiera księżniczkę do baru dla zmotoryzowanych na hot-dogi i coca-colę.

DISCO
Rycerz wysiada ze swojego BMW w lśniącym dresiku adidasa dzwoni ze swojej nowiutkiej kom. po kumpli z osiedla przy dźwiękach totalnie odjechanego Wiśniaka po czym poprawia fryzurę i atakuje smoka swymi nowiutkimi adidaskami Smok pada martwy od napadu śmiechu połaczonego z pęknięciem bębenków w uszach od ICH3 Księzniczka wiesza się na swoich włosach woląc śmierć od życia w dresie!

Znalezione gdzieś w sieci.

Moja wersja bajki
Księżniczka tkwi samotnie w wieży od wieków. Sploty zapuszczanych od lat włosów dla ułatwienia wywiesiła przez okno. Raz na jakiś czas pod wieżą przejeżdża rycerz. Księżniczka wydaje wtedy zachęcające dźwięki, ale rycerze, zajęci własnymi myślami, nawet nie podnoszą głowy, by spojrzeć, kto tak pięknie dźwięki wydaje. Wreszcie pojawia się rycerz na zajeżdżonej chabecie i woląc dźwięczne śpiewy księżniczki od rachitycznego rżenia rumaka, patrzy w górę. Zaintrygowana chabeta podąża wzrokiem za wzrokiem swego jeźdźca. I ... ucieka z rycerzem w siodle, gdzie oczy poniosą.

piątek, 30 grudnia 2011

Naiwna chciwość


Chciwość jest nieodłączna ludzkiej naturze. Wszyscy, no dobra, większość chce mieć więcej i lepiej, niż inni. Przypomina mi to chomika biegającego w kółko po chomiczej karuzeli. Byle więcej, byle szybciej. I tak samo bez sensu. Jeśli jest to dodatkowo naiwna chciwość, kończy się kredytami niemożliwymi do spłacenia, łapaniem okazji, które okazują się pułapką. Nie żal mi naiwnej chciwości, sama chciała w końcu. Naiwna, infantylna chciwość nigdy się dobrze nie kończy. Nawet z końcem roku.

czwartek, 15 grudnia 2011

Dłubaki

Pani miała nieskazitelny makijaż i fryzurę, białą kurteczkę i botki. Długaśne tipsy dopełniały obrazu "dobrze utrzymanej" okołopięćdziesięciolatki. Tymi tipsami w kolorze krwistej czerwieni pani dłubała. Najpierw w uchu, wypstrykując to wydłubane coś zza tipsa, potem we włosach. A potem ziewnęła rozdzierająco nie przysłaniając ust. Pan siedzący obok pani, chwilowo siedział spokojnie. Równie zadbany, równie dystyngowany. Niestety, zaczął dłubać również, w uszach, we włosach. Chyba był bardziej wyspany lub mniej znudzony czynnością wydobywczą, bo przynajmniej nie ziewał. Patrzyłam na nich z zafascynowanym niesmakiem, tak wielki był kontrast między ich wyglądem, a zachowaniem. Jednakże pasowali do siebie znakomicie. Dłubaki dwa.
Przy okazji tego pasowania do siebie przypomniała mi się pewna historyjka. Otóż wróciłam z pracy wyjątkowo zmęczona, bo cały dzień łaziłam po Zamku Królewskim (służbowo), robiąc jakąś koszmarną ilość kilometrów. Powiedziałam wtedy bliskiemu mi mężczyźnie, z uśmiechem zresztą, że nałaziłam się, jak Korzeniowski i bolą mnie nogi. I wtedy usłyszałam nieżyczliwie: a co ja mam powiedzieć? kilkanaście godzin na nogach... itp. To było powiedzenie "guzik mnie obchodzi twoje zmęczenie, JA jestem ważny". Takiej nieżyczliwości prezentujemy bliskim całkiem sporo. Ile razy słysząc (lub odpowiadamy) komunikat, że kogoś np. boli głowa, mówimy: "ja to się dopiero źle czuję, ty się z sobą pieścisz". Podkreślanie własnych stanów samopoczucia jest najczęściej ważniejsze. Egoizm i egocentryzm, próżność i nieżyczliwość - to tylko my się liczymy. Nieżyczliwie zatem komentujemy innych. A wystarczy powiedzieć cokolwiek pocieszającego, skoncentrować się przez chwilę na kimś, nie na sobie. Pocieszyć, przytulić ... zapomnieć przez chwilę o sobie. Nawet wspólnie podłubać, no.

niedziela, 11 grudnia 2011

Ogórkowy sezon

Kilka złotych myśli katolickich o kobietach:

U kobiety sama świadomość jej istnienia powinna wywoływać wstyd.

Św. Klemens Aleksandryjski (ok. 150-ok. 215), filozof i teolog chrześcijański; ojciec Kościoła
Kobieta jest istotą poślednią, która nie została stworzona na obraz i podobieństwo Boga. To naturalny porządek rzeczy, że kobieta ma służyć mężczyźnie.
Św. Augustyn, 354-430
Kto obcuje z kobietami narażony jest na ,,skalanie swego ducha, tak samo jak ten, kto idzie przez ogień, naraża się na poparzenie stóp.
Św. Franciszek z Asyżu (1182-1226)
Kobieta jest jedynie pomocą w płodzeniu (adiutorium generationis) i pełni pożyteczną rolę w gospodarstwie domowym.
Kobiety są błędem natury… z tym ich nadmiarem wilgoci i ich temperaturą ciała świadczącą o cielesnym i duchowym upośledzeniu... są rodzajem kalekiego, chybionego, nieudanego mężczyzny… Pełnym urzeczywistnieniem rodzaju ludzkiego jest mężczyzna.

Zarodek płci męskiej staje się człowiekiem po 40 dniach, zarodek żeński po 80. Dziewczynki powstają z uszkodzonego nasienia lub też w następstwie wilgotnych wiatrów.
Wartość kobiety polega na jej zdolnościach rozrodczych i możliwości wykorzystania do prac domowych.
Św. Tomasz z Akwinu, zm. 1274
Kobiety trzeba trzymać z dala od tego niebezpiecznego tekstu (Biblii), i od wszelkiej nauki w ogóle. Kobieta uczona to coś gorszego niż brodata. Poważnego uszczerbku doznałaby cnota dzieweczki, gdyby wolno jej było czytać Pieśń Salomona albo historię Zuzanny.
François Garasse SJ, 1623
Przyczyną wszelkiego zła jest niewiasta.
Biskup Maksimus z Turynu

I tak dalej, i tak dalej... Jednakże nie tylko religia katolicka płodzi podobne kwiatki intelektu. Oto pewien islamski duchowny stwierdził, że kobiety nie powinny patrzeć na ogórki i banany, aby nie budzić w sobie grzesznych myśli. Ich kształt bowiem przypomina penisa i może spowodować myśl o seksie. Inne "niebezpieczne" warzywa to marchewka i cukinia. Gdyby kobieta tak lubiła te warzywa, że chciałaby je zjeść, mężczyzna z jej rodziny powinien je podawać kobiecie już pokrojone.
Mizoginistyczne zapędy duchownych wszystkich religii zawsze mnie zdumiewały. Co tym pełnym urzeczywistnieniom rodzaju ludzkiego z myślami skierowanymi w stronę chuci, przeszkadza w kobiecie? Pewnie to samo, co gwałcicielowi, który w sądzie broni się stwierdzeniem, że jego ofiara miała prowokujący strój. Oskarżanie kobiet o prowokowanie do nieczystości jest wstrętne, ot co. Rozum męski (bo wszak tylko mężczyzna go posiada) nie jest w stanie zapanować nad chucią? No to zamknąć kobiety w haremach, klasztorach, burdelach i używać jedynie zgodnie z przeznaczeniem. No.


sobota, 3 grudnia 2011

Pozycja horyzontalna

Horyzont jaki jest, każdy widzi. Jego wielkość, a właściwie szerokość zależy od pola widzenia. Na temat owej szerokości horyzontu zdarzało mi się w życiu wielokrotnie z różnymi ludźmi dyskutować. Całkiem sporo osób uważa, że szeroki horyzont szkodzi. Najlepiej jest skoncentrować się na swoim wąskim podwórku, wszak najważniejsze jest dbać o swoje. Zgadzam się - dbanie o swoje najbliższe otoczenie jest wręcz obowiązkiem. Nie wyklucza jednak szerszego spojrzenia. Jeśli myślę o niesprawiedliwości świata, nie oznacza to przecież zaprzestania dbania o najbliższych. Jeśli przejmuję się czyjąś krzywdą, nie oznacza to, że w związku z tym moje dzieci nie zjedzą dziś obiadu, itd. Staram się nie wartościować, nie potępiam tych, dla których horyzont kończy się na ich własnym podwórku, czy na ulubionym serialu. To jest ich wybór, tak chcą żyć. Zdarza mi się nie móc zasnąć, bo przeczytałam o szczególnie brutalnym morderstwie - ale rano wstaję i idę do pracy, żyję dalej... może tylko trochę mniej wyspana. Nie zmienia to jakości mojego życia, ani jakości życia moich najbliższych. Nie przestaję o nich myśleć, dbać, starać się, by im żyło się lepiej. Nie umiem jednakże widzieć własnym podwórkiem tylko ograniczonego horyzontu. Taka jestem i nic na to nie poradzę, tak, jak inni nie widzą szerszego horyzontu -oni też nic na to nie poradzą. Co nie wyklucza przecież życia obok siebie bez potępiania wzajemnych wyborów.


poniedziałek, 17 października 2011

Koniec świata

Pan Harold Camping na ten piątek zapowiada koniec świata. Nie po raz pierwszy - przewidywał krach bowiem już w 1994 i w maju 2011. Tym razem ma to być 21 października 2011 roku, czyli za kilka dni. Pal diabli przepowiednie i ich wiarygodność, zaczęłam się jednak zastanawiać, co bym zrobiła, a właściwie bym co chciała zrobić, gdybym była pewna, że zostały światu tylko 4 dni. I zgłupiałam. Nic sensownego nie przychodziło mi do głowy. No, może poza założeniem kostiumu Supermana i uratowaniem świata. A gdyby tak naprawdę? Gdyby świat miał się za chwilę skończyć? Chciałabym zwyczajnie umrzeć szczęśliwa. Minimalistyczne podejście.

wtorek, 11 października 2011

Deja vu

Uczucie deja vu jest przerażające. Świadczy o tym, że "wszystko już było - rzekł Ben Akiba...". Wczoraj, rozmawiając z córką, miałam takie właśnie odczucia. Tylko główna postać była inna - to byłam ja przed wielu laty. Wiedziałam, że córka jest do mnie podobna osobowościowo, ale żeby aż tak? Te same przemyślenia, te same wątpliwości i te same marzenia. Fizycznie jesteśmy całkiem różne - ona jest blondynką o niebieskich oczkach, ja protiwpołożnie. Ale wnętrze prawie to samo. Nie prześlizgujemy się po powierzchni, zawsze próbujemy zajrzeć w głąb. Żadne "pomyślę o tym jutro" czy "nie muszę rozumieć". Szuka w sobie odpowiedzi na ludzi, chce zrozumieć motywy. A ja nie potrafię jej powiedzieć: daj sobie spokój, nie musisz rozumieć. Wiem, że to przyjdzie z czasem, z wiekiem. Zachęcam ją tylko do "Trzech panów w łódce" i Schopenhauera.

poniedziałek, 26 września 2011

Nadwrażliwość

Przesłanie do Nadwrażliwych /Kazimierz Dąbrowski/
Bądźcie pozdrowieni Nadwrażliwi
Za Waszą czułość w nieczułości świata
Za niepewność wśród jego pewności
Bądźcie pozdrowieni za to,
Że odczuwacie innych tak, jak siebie samych
Bądźcie pozdrowieni za to,
Że odczuwacie niepokój świata
Jego bezdenną ograniczoność i pewność siebie
Bądźcie pozdrowieni
Za potrzebę oczyszczenia rąk z niewidzialnego brudu świata
Za Wasz lęk przed bezsensem istnienia
Za delikatność niemówienia innym tego, co w nich widzicie
Bądźcie pozdrowieni
Za Waszą niezaradność praktyczną w zwykłym i praktyczność w nieznanym
Za Wasz realizm transcendentalny i brak realizmu życiowego
Bądźcie pozdrowieni
Za Waszą wyłączność i trwogę przed utratą bliskich
Za Wasze zachłanne przyjaźnie i lęk,
Że miłość mogłaby umrzeć jeszcze przed Wami
Bądźcie pozdrowieni
Za Waszą twórczość i ekstazę
Za nieprzystosowanie do tego co jest,
A przystosowanie do tego, co być powinno
Bądźcie pozdrowieni
Za Wasze wielkie uzdolnienia nigdy niewykorzystane
Za to, że niepoznanie się na Waszej wielkości
Nie pozwoli docenić tych, co przyjdą po Was
Bądźcie pozdrowieni
Za to, że jesteście leczeni zamiast leczyć innych
Bądźcie pozdrowieni
Za to, że Wasza niebiańska siła
Jest spychana i deptana przez siłę brutalną i zwierzęcą
Za to, co w Was przeczutego, niewypowiedzianego, nieograniczonego
Za samotność i niezwykłość Waszych dróg
Bądźcie pozdrowieni Nadwrażliwi
Przesłanie o wyjątkowej wymowie w dzisiejszych czasach. W czasach pragmatyzmu i konformizmu powszechnego. Zgadzania się na bycie sytym niewolnikiem. Człowiek bowiem jest coraz mniej człowiekiem, coraz bardziej narzędziem. Postępujące rozwarstwienie społeczne (współczynnik Giniego w Polsce jest jednym z najwyższych w Europie) wzmaga dążenia większości ludzi do bezrefleksyjnego posiadania. Coraz więcej tych "przystosowanych", coraz więcej bezideowości, nieczułości na innych, braku empatii. Tym trudniej żyć tym nieprzystosowanym, innym od preferowanego wzoru. Człowiek postrzegany jest przez pryzmat przydatności, coraz częściej także przez drugiego człowieka, nie tylko przez władze. Paradoksalnie, to właśnie tym nieprzystosowanym świat zawdzięcza dzisiejszy kształt, to oni dążyli do zmian powodowani wrażliwością, empatią, mądrością, tą wynikającą nie z wykształcenia. Gdybyż umieli przewidzieć... Z jednej strony narzucany konformistyczny styl życia (w dużej mierze przez media), z drugiej wszechobecna, wymuszana "chrześcijańska moralność". Z jednej strony wolne, demokratyczne państwo, z drugiej narastająca kontrola i inwigilacja. Demokracja totalitarna. Ile jeszcze człowieka zostało w człowieku?

czwartek, 22 września 2011

Przedłużam

Przedłużam sobie paznokcie, przedłużam i zagęszczam włosy oraz rzęsy. Przedłużam swoją młodość.
Przedłużam swój termin przydatności do spożycia jedząc zdrową żywność.
Przedłużam swoje nadzieje, wiarę i miłość.

poniedziałek, 12 września 2011

O świcie

Schopenhauer jest bezlitosny.
"Ponieważ wszystko, co dla człowieka istnieje i co mu się przydarza, zachodzi i istnieje bezpośrednio zawsze tylko w jego świadomości, zatem najistotniejsze jest, rzecz jasna, jaka jest ta świadomość, i od niej zwykle więcej zależy niż od kształtów, które znajdują wyraz w świadomości."
"Podobnie indywidualność człowieka wyznacza z góry miarę dostępnego mu szczęścia. W szczególności granice jego sił duchowych wyznaczają mu raz na zawsze zdolność doznawania wyższych rozkoszy. Jeśli są ciasno zakreślone, żadne wysiłki zewnętrzne, nic z tego, co ludzie dla niego zrobią lub los mu ześle, nie pomoże, by przekroczył zwykłą ludzką miarę na wpół zwierzęcego szczęścia i zadowolenia: poprzestanie na rozkoszach zmysłowych, na swojskim i pogodnym życiu rodzinnym, na prostackim towarzystwie i wulgarnych rozrywkach; nawet wykształcenie, choć nieco pomaga, w sumie niewiele poszerza ten krąg przyjemności. Najwyższe bowiem, najbardziej zróżnicowane i trwałe są rozkosze duchowe, jeśli nawet w młodości sądzimy błędnie zupełnie inaczej, te zaś zależą przede wszystkim od sił duchowych. Widać stąd jasno, do jakiego stopnia szczęście nasze zależy od tego, czym jesteśmy, od naszej indywidualności, a tymczasem najczęściej bierze się pod uwagę tylko nasz los, tylko to, co posiadamy lub co sobą przedstawiamy. Lecz los może się zmienić na lepsze, przy tym, kto posiada bogactwo wewnętrzne, niewiele od losu wymaga; natomiast dureń pozostanie na zawsze durniem, bałwan bałwanem, choćby go w raju otaczały hurysy".
"Człowiekowi z polotem własne myśli i własna fantazja dostarczają w warunkach zupełnej samotności doskonałej rozrywki, gdy tymczasem człowieka tępego nie broni przed dręczącą go nudą stała zmiana towarzystwa, widowisk, podróży i przyjemności".

Wieczne poszukiwanie odpowiedzi na pytanie "jak żyć". Za oknem pięknie świta, a ja się zastanawiam: być czy mieć? Czytać Hegla (choć w notce o Schopenhauerze to nietakt wspominać Hegla), czy zarabiać na Diora? Podobno Sokrates widząc wystawione na sprzedaż artykuły zbytku powiedział: ileż jest rzeczy, których mi nie trzeba. A mnie trzeba dokończyć remont pokoju, w którym (kiedy już skończę) z ogromną przyjemnością oddam się myślom, fantazji i lekturze. Zatem najpierw muszę mieć, potem być. Ależ brak mi polotu...
Polecam lekturę "Aforyzmy o mądrości życia" Schopenhauera, niekoniecznie do czytania o świcie.

wtorek, 6 września 2011

Cukiereczki dla córeczki

Trzydzieste urodziny to nie byle jakie urodziny, należało je jakoś specjalnie uczcić. Kupiłam szampana i czekoladowe cukierki - dokładnie 30 sztuk. Cukierki wyglądały jakoś bezpłciowo, postanowiłam zrobić z nich naszyjnik. Kupiłam w kwiaciarni wstążkę i usiadłam na skwerku pod sklepem. Pracowicie dobierając kolory zaczęłam wiązać. Efekt kolorystyczny był niezły: czerwona wstążka, cukierki w jadowicie żółtych, czerwonych i zielonych papierkach. Może dlatego przechodzący ludzie się mi przyglądali? Jakiś starszy pan z czerwonawym nosem (pewnie katar), zapytał, co robię. Odpowiedziałam równie idiotycznie, jak zapytał: wiążę cukierki. Nie pytając o powód chciał pomóc. Pani w niebieskiej koszuli spytała, czy ja te cukierki sprzedaję. Jakichś dwóch młodzieńców zaproponowało pomoc w konsumpcji. Inni zwyczajnie uśmiechali się przechodząc, ktoś prychnął, z pogardą zapewne. Nie sądziłam, że wiązanie cukierków może wzbudzić takie zainteresowanie. Zresztą było mi to całkowicie obojętne, miałam coś do zrobienia, to zrobiłam. A czy ktoś na to patrzył i komentował? A co mnie to... No.
Skończyłam, poszłam do jubilatki. Odpracowałam "sto lat" z przytupem i zajęłam się wnukami, co sprawia mi niezmierną radość za każdym razem. Młodsza córka spytała, znając moje wcześniejsze plany, dlaczego nie 30 balonów. Przyznałam się, że kiedy pomyślałam o nadmuchaniu takiej ilości opadły mi ręce, z lenistwa wolałam wiązać cukierki. Dodałam, że wpadłam na to w ostatniej chwili. Dopytały, gdzie to robiłam. Młodsza spytała starszą, czy ona też będzie miała na starość takie pomysły. "Będziesz!" - odrzekła stanowczo starsza, ta trzydziestoletnia już. Starszy zięć patrzył z pewnym zaniepokojeniem - w listopadzie on kończy 30 lat. A ja jestem ciekawa, czy za 10 lat zwiążą mi 60 cukierków.
Jak zawsze, spędziłam z wszystkimi moimi dziećmi miłe popołudnie.

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Liberte! Egalite! Fraternite!

Do biedronki przyszedł żuk,

W okieneczko puk-puk-puk.



Panieneczka widzi żuka:

"Czego pan tu u mnie szuka?"



Skoczył żuk jak polny konik,

Z galanterią zdjął melonik



I powiada: "Wstań, biedronko,

Wyjdź, biedronko, przyjdź na słonko.



Wezmę ciebie aż na łączkę

I poproszę o twą rączkę"



Oburzyła się biedronka:

"Niech pan tutaj się nie błąka,

Niech pan zmiata i nie lata,

I zostawi lepiej mnie,

Bo ja jestem piegowata,

A pan - nie!"



Powiedziała, co wiedziała,

I czym prędzej odleciała,



Poleciała, a wieczorem

Ślub już brała - z muchomorem,



Bo od środka aż po brzegi

Miał wspaniałe, wielkie piegi.



Stąd nauka

Jest dla żuka:

Żuk na żonę żuka szuka.

/J.Brzechwa/



"Mezaliansowy" wierszyk dla dzieci. Dziś trudno o mezalians w dosłownym znaczeniu (choć bywają! księżna Alba np), tym klasowym. W większości społeczeństw zatarło się pojęcie klasy. Mezalians nie jest już zatem klasowy, choć bywa kasowy: pan krezus, pani z nizin finansowych na przykład (lub odwrotnie). Da się wytrzymać. Nie da się natomiast wytrzymać na dłuższą metę innego mezaliansu: mentalnościowego - tak bym nazwała. Jakaś wspólnota zasad, wartości musi być, inaczej o kant prześcieradła potłuc taki związek (i znowu mi się publisią czknie). Małostkowość, kołtuneria, snobizm, zakłamanie w połączeniu z normalnością (w moim przekonaniu normalnością) to mieszanka skazana na krótki termin przydatności do spożycia. Niestety rzadko normalność zwycięża, zwykle to ciasnota umysłowa, emocjonalna jest górą. Dlaczego? Bo chyba łatwiejsza. Łatwiej przecież skoncentrować się na zarabianiu pieniąchów, życiu dla publisi - są wzorce (seriale dla gospodyń domowych, pisemka typu "Chwila dla debila", wszechobecność w mediach miałkiej rozrywki itp), wysilać się nie trzeba. Żeby żyć inaczej, trzeba troszkę pomyśleć. Nauczyć się dokonywać wyborów i mieć odwagę żyć dla siebie, nie dla tłumu. Nie identyfikowałam się nigdy z żadną filozofią, z żadnym poglądem na życie. Ostatnio mam wrażenie, że przynajmniej częściowo czuję się libertarianką. Częściowo, bo w zakresie wolności - moją wolność ogranicza wolność drugiego człowieka, i w zakresie paktu o nieagresji - nie toleruję agresji ani u siebie, ani u innych, przy czym za agresję uważam również szantaż emocjonalny. Co do poglądów libertarianizmu na państwo i jego instytucje - chyba jeszcze nie dojrzałam do takich ostrych sformułowań (państwo to źródło przymusu), aczkolwiek blisko mi, oj blisko.

Odkryłam perfumy Liberte Cacharel. Sprawdzę zapach, zapowiada się interesująco: podstawa - wetiweria pachnąca, paczuli, wanilia, przyprawy korzenne; serce -cukier, plumeria, gardenia, heliotrop, marmolada, miód; głowa - bergamotka, cytryna, gorzka pomarańcza, mandarynka, frezja. Jak mi już z głowy wywietrzeje bergamotka i frezja, może być ciekawie.





sobota, 13 sierpnia 2011

Lato



Zamykałam dziś resztki lata w słoikach. Usmażyłam powidła śliwkowe i zakisiłam dodatkowo kilka słoików ogórków. Jeden oddałam sąsiadowi, który pomógł mi wtargać ciężką siatkę na górę (przy okazji zaprosił mnie na parapetówkę - mieszkają od niedawna).

Na zdjęciu mój gruszkowo-wiśniowy kaprys. Ciekawam, czy będzie smaczny.











Smażenie konfitur zajmuje ręce, ale nie myśli. Rozmyśliłam się więc na całego. Przypomniała mi się książka "Jajko i ja" - i już widziałam siebie oczyma wyobraźni, jak zapełniam spiżarnię przetworami z własnego ogrodu. Zobaczyłam winorośl pchającą się do środka domu przez kuchenne okno, poczułam zapach lipy wieczornej. Usiadłam przy drewnianym stole w ogrodzie, pod krzewami bzu. Na stole postawiłam świeżo upieczony chleb i powidła. W mojej ulubionej filiżance czekała kawa. A ja mogłam czytać książkę, słuchając ostatnich dźwięków lata.

Moje małe tęsknoty.





piątek, 22 lipca 2011

Homo historicus

Czytam "Homo historicus" M.Bradbury'ego. Z trudnością czytam - zbyt wiele asocjacji z różnymi okresami mojego życia, a były to momenty dość bolesne. Niemniej jednak czytam. Książka została wydana w 1975 r. (to ważne kiedy, bo nie byłoby jej, gdyby nie wiosna ludów 68) i jak autor stwierdza:..."głównym celem jest zawsze przedstawianie, w bardziej czy mniej komicznej formie, problemów współczesnego liberalizmu i odpowiedzialności moralnej". Nieczęsto zdarza mi się czytać zdania, czy opinie książkowe, pod którymi mogłabym się z czystym sumieniem podpisać. Pod zdaniami Bradbury'ego mogę nader często. Znaczące cytaty, z różnych względów znaczące, poniżej. Polecam lekturę, choć nie jest ani lekka, ani łatwa. Wiele obnaża. Gry, w które ludzie grają od kiedy istnieje ludzkość. Manipulowanie ludźmi, wydarzeniami. Homo jest zwyczajnie historicus i w genach po przodkach dziedziczy umiejętność tychże gier. A że czasem zdarzy się homo histericus? Koszta uboczne i ani trochę nie wpływające na całość. Szkoda tylko, że geny z mojego punktu widzenia atrakcyjne, są genami recesywnymi.
..."Pochodzili oboje z ustabilizowanych i dość purytańskich rodzin, usytuowanych społecznie w owym niejasnym rejonie granicznym, pomiędzy anarchizmem klasy pracującej, a konformizmem klasy średniej. (...) Horyzonty myślowe (...) uległy poszerzeniu w wyniku wykształcenia średniego i wyższego, lecz ich pogląd na samo wykształcenie przypominał ten, jaki wyznawali ich rodzice. Miało być ono godziwym środkiem poprawy bytu, awansu, zdobycia jeszcze większego szacunku otoczenia. Krótko mówiąc, zmienili swoją pozycję społeczną, nie zmieniając systemu wartości; zachowali ze wszystkimi szczegółami kodeks moralny oparty na restrykcjach, przyzwoitości i potrzebie szacunku".
..."Myra stała wyżej od niego pod względem społecznym, miała typowo burżuazyjne ambicje, (...). zanim się połapał, tkwił po uszy w gratach. Przestał myśleć; ugrzązł w tym nieprawdopodobnym pseudoburżuazyjnym światku, stracił świadomość społeczną (...). Jak powiada Marks, im więcej masz, tym mniej jesteś"...
Straszne, jak bardzo posiadanie rzeczy wpływa na świadomość, a właściwie jej brak. Byt określa świadomość. A skoro byt stricte materialny, to i świadomość skupiona na materii. Nie wartościuję, zastanawiam się tylko, na ile ja jestem przywiązana do materii (całkiem niedawno zazdrościłam księdzu Bonieckiemu posiadania 8 tysięcy książek). I na ile moje korzenie rodzinne wpływają na mój system wartości. Nie tkwię, mam nadzieję, w bogoojczyźnianej i publisiowatej hipokryzji. Ale, czy nie posuwam się w tym za daleko?

No proszę, a mówiłam, że kiedyś wrócę do Baldwina... "Świat zamyka nas w pułapce roli, którą gramy, i bardzo trudno jest zachować czujność, zbudować dystans pomiędzy obrazem nas widzianych z zewnątrz i tym, kim jesteśmy w istocie"... Kim jestem zatem w owej istocie?

czwartek, 7 lipca 2011

Jakoś takoś...



Prosty i prawdziwy przekaz. Czasem otwarcie oczu jest piekielnie bolesne. Tak boli bańkę mydlaną, kiedy się jej dotknie. Ale ból jest chwilowy. Bardzo chwilowy. A poza tym... to tylko bańka.

wtorek, 5 lipca 2011

Mój jest ten kawałek podłogi...

Dzielenie z kimś swojej przestrzeni jest trudne. Często ktoś tak bardzo się w niej mości, że na własny kawałek podłogi nie ma już miejsca. Pomijam wchodzenie komuś w prywatność w kapciach, czy z butami - np. kontrolowanie telefonu, korespondencji - bo to prymitywne i obrzydliwie prostackie. Nie świadczy o uczuciu osoby kontrolującej, jak to zwykły takie osoby określać. Przeciwnie - świadczy o braku szacunku, o traktowaniu przedmiotowym. A ja nie mam ochoty być traktowana, jak czyjaś własność. Jeśli natomiast godzę się na takie traktowanie, to świadczy o tym, że sama siebie nie szanuję. Paskudne uczucie i nie umiałabym z nim żyć.
Pewnie, że wielokrotnie miałam ochotę komuś w coś zajrzeć, na szczęście na ochocie się kończyło. Ale czułam się wrednie z taką świadomością, że miałam ochotę. Kiedy czuję, że ktoś ma nieczyste wobec mnie intencje, kiedy przestaję komuś ufać - sama odchodzę, wycofuję się z układu. Jeśli się pomyliłam, zwykle po wyjaśnieniach jest w porządku.
Wchodzić z kapciami, czy butami można też subtelniej (sic!). Gdzie byłaś? Z kim? Po co? A dlaczego beze mnie? Beze mnie nie wolno. Należy mi się cały twój czas, całe twoje myśli, całe twoje życie. Brrrr...
Każdej bliskiej mi osobie daję wolność. I każdy z niej korzysta wedle uznania.

Bo ja lubię i chcę budzić się rano z czystą twarzą.
Wieniawa, mój ulubiony ułan rzekł był kiedyś: W dyplomacji można robić świństwa, ale nigdy głupstw. W kawalerii jest odwrotnie. No to ja jestem... kawalerzystką? ułanką? No, kawalerzystą płci przeciwnej, ułanem malowanym. I tylko panienki za mną nie latają.

środa, 8 czerwca 2011

Dieta cud


Przekręć głowę w prawo, następnie w lewo.
Powtarzaj za każdym razem kiedy ktoś zaproponuje ci coś do jedzenia.
Jednakże...
Prędzej wielbłąd przez ucho igielne...

niedziela, 5 czerwca 2011

Cudzy teatr

Każdy szczęściu dopomoże, każdy dzisiaj wygrać może! Czarna przegrywa, czerwona wygrywa!
Trzy kubeczki, dwie czarne kulki i jedna czerwona. Albo trzy karty w takim samym zestawieniu kolorystycznym. Nie jestem matematykiem, nie znam prawdopodobieństwa wygranej, ale jak nie spojrzeć, czarnego więcej. Wygranym jest ten, kto nakręca grę - Franek Dolas wiedział, co robi. W ludzkiej naturze tkwi hazard, organizm potrzebuje adrenaliny. Toteż pchają się ludzie drzwiami i oknami do hazardu, każdego możliwego. Co sprytniejsi mają własne kubeczki i własne kulki.
A mnie się już nie chce grać cudzych gier w cudzym teatrze, mówić cudzym tekstem czytanym z cudzego scenariusza, w cudzych dekoracjach. Moje własne teksty nadają się tylko do teatru pantomimy. Tak więc nie zagram więcej w czarne-czerwone. Zagram w swoje. W zielone. Bez publiczności. Bez scenariusza. Bez dekoracji. Odpłynę sobie w didaskalia.

poniedziałek, 30 maja 2011

Niedźwiedź zjadł żyrafę

Czytałam dwa artykuły w GW, których autorem jest Peadar de Burca. Oba dotyczące stosunków męsko-damskich. Pan autor twierdzi, że szybciej kobietę w wieku po 40-ce zaatakuje niedźwiedź, niż znajdzie partnera. W drugim artykule pada natomiast stwierdzenie, że kobieta po 30-ce szybciej zostanie zaatakowana przez jednonogą żyrafę, niż... itd. Problem dotyczy Polski i znajomości wirtualnych. Swoje zdanie też mam, a co. Pal sześć żyrafę i niedźwiedzie, niech się rozmnażają ku chwale. Otóż moim zdaniem kobieta szybciej zostanie pożarta przez mityczne harpie, niż spotka ciekawego mężczyznę. Żyrafę i niedźwiedzia to się da czasem w zoo zobaczyć. A harpie ktoś widział? To, że panowie sieciowi nastawieni są głównie na szybki seks - widać gołym okiem. Ale panie lepsze wcale nie są. Prezentują swe wdzięki cielesne w awatarach, na zdjęciach i gdzie się da. Po co? Ano pokazują, co mają najlepszego... chyba. A właściwie, co wynika też z wyżej wspomnianych artykułów, jaki popyt, taka podaż. Panowie są zainteresowani seksem (prawie zawsze tylko seksem!), panie więc wyciągają na wierzch swe atrybuty. Właściwie to nie wiem, co myśleć. Zaczynam podejrzewać, że mają rację. Ja atrybutów w rozmiarach pożądanych nie posiadam, więc wyciągać nie mam po co. Pan mężczyzna, który mnie mógłby zauroczyć powinien być świadom swoich potrzeb intelektualnych, emocjonalnych, seksualnych i kulinarnych. I głośno je wykrzykiwać. Ano, wyszła mi pointa... Toteż panowie krzyczą o swoich potrzebach właśnie, znaczy świadomi są. Tych seksualnych. Inne pomijają z wdziękiem niedźwiedzia. A żyrafy wyciągają szyje, by te "inne" dostrzec.
A poza tym, chora jestem (na gardło co prawda), toteż głupoty lęgną mi się w głowie, ot co. Ciekawa zależność między gardłem, a głową. Czas do lekarza ponownie pójść. A nuż okaże się niedźwiedziem?