Pokazywanie postów oznaczonych etykietą histo-ryjki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą histo-ryjki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 września 2012

Narodowa koprolalia

Zespół Tourette'a to wrodzone zaburzenie neurologiczne charakteryzujące się przede wszystkim występowaniem licznych tików ruchowych i werbalnych. Tiki ruchowe to może być potrząsanie głową, strzelanie palcami, cokolwiek. Tiki werbalne to powtarzanie określonych słów. Jedną z odmian tych ostatnich jest koprolalia - patologiczna (czyli nie do opanowania) potrzeba wypowiadania słów powszechnie używanych za obelżywe lub nieprzyzwoite. Niewielki tylko odsetek chorych na zespół Tourette'a cierpi na koprolalię. Jest ona jednak charakterystyczna również dla wielu innych chorób o podłożu neurologicznym lub psychicznym: schizofrenii, psychoz alkoholowych, nerwicy natręctw.
I wszystko jasne. Całkiem spora część populacji naszego kraju cierpi na zespół Tourette'a tudzież schizofrenię, psychozy i nerwice natręctw. Żadne tam przeklinanie, pokazywanie zgiętego łokcia (wersja słowiańska) lub środkowego palca (wersja anglosaska) w celach informacyjnych. To zwyczajna choroba jest, epidemia nawet. W autobusach, tramwajach, na deptakach i w samochodach prywatnych chorzy na koprolalię uzewnętrzniają objawy chorobowe, bez skrępowania rzucając w eter różne słowa obelżywe i wulgarne. Wzmacniając je czasem gestem równie obelżywym. No.

Swoją drogą z tymi obelżywymi gestami bywa różnie. Na terenie dawnego Imperium Brytyjskiego nasze V (dwa palce, wskazujący i serdeczny w górze), pokazane wierzchem dłoni ku rozmówcy, nie oznacza bynajmniej Victorii. To pokazanie środkowego palca, podwójnie. I tak właśnie rozstawione palce pokazywali szkoccy łucznicy francuskim wojskom, dając im do zrozumienia, że i tak ich... podwójnie. Kciuk w górze, znany u nas i w USA jako "okejka" na Bliskim Wschodzie i w południowej Europie oznacza wyrafinowany seks analny i jest wyjątkowo obraźliwy.
Wniosek: ręce (i palce) przy sobie! Gdziekolwiek jesteśmy i używamy niewerbalnej mowy kończyn górnych możemy zostać zdiagnozowani, jako chorzy na zespół Tourette'a.

sobota, 21 kwietnia 2012

Dracula

Dracula, a właściwie Draculea, to przydomek Włada Palownika, trzeciego tego imienia hospodara wołoskiego. Postać autentyczna, odnotowana w annałach, aczkolwiek chyba niezupełnie zgodnie z faktami. Rzeczywiście był władcą okrutnym, ale jaki władca wówczas nie był? Sposób karania winnych zapożyczył od Turków, a i Turków najczęściej na owe pale wbijał. Krwi jednakże niczyjej nie pijał i jeśli nastawał na cześć dziewic, to w celu pozbawienia dziewictwa, a nie wyssania osocza.Czyli standard, żadne wynaturzenia.
Jako nastoletni chłopak został zakładnikiem na dworze Mohameda III,  tam też nauczył się arabskiego języka i arabskich sposobów na niepokornych poddanych. Już za jego życia powstawały pamflety opiewające okrucieństwo władcy Wołoszczyzny, źródłem były ziemie pruskie. Komu podpadł i dlaczego? Podpadł na pewno Turkom, ale i Węgrom, chciał przecież uniezależnić Wołoszczyznę.
Kontrowersyjna jak dla mnie postać, niekoniecznie negatywna. Walczył z niewiernymi, w obronie chrześcijaństwa, a to była najbardziej pożądana wówczas postawa życiowa. Nasz Warneńczyk też walczył, za co poważanym wielce był. Walki wewnętrzne też były jego udziałem - rzeź polskich husytów pod Grotnikami choćby. A jakże inny odbiór postaci...

piątek, 11 listopada 2011

Komu świec(z)ka...

Walka o "rząd dusz" między władzą kościelną, a świecką jest stara, jak religie. Wystarczy przypomnieć sobie konflikt Ramzesa XIII z kapłanami z Faraona. Fikcja literacka, ale jakże prawdopodobna.
Najbardziej znanym w historii konfliktem jest ten między Henrykiem IV, a Grzegorzem VII, zakończony pójściem do Canossy. Z naszego rodzinnego podwórka: Bolesław Szczodry i św. Stanisław. Gdybyż rzeczywiście chodziło o rząd dusz... Powody są znacznie bardziej prozaiczne: władza i związane z nią pieniądze. Grzegorz VIII obłożył Henryka IV ekskomuniką, gdyż ten ostatni uzurpował sobie prawo do obsadzania urzędów kościelnych, co wiązało się z całkiem sporymi dochodami. Św. Stanisław z kolei uniezależniając metropolię gnieźnieńską od magdeburskiej, sprowadzając legatów papieskich uzależnił kraj od Watykanu. Z czasów późniejszych: podczas sejmu elekcyjnego Władysława IV Wazy szlachta domagała się zakazu zakupu przez duchowieństwo majątków ziemskich. Dlaczego? Dobra kościelne zwolnione były z daniny na rzecz państwa, nie były też zobowiązane do dostarczenia wojsk w razie pospolitego ruszenia. Czasy jeszcze późniejsze, dwudziestolecie międzywojenne. Wprowadzenie ślubów cywilnych powodowało u duchowieństwa polskiego szczękościsk, z powodu utraty monopolu, a co za tym idzie dochodów z owego monopolu. Czasy obecne: zakaz odprawiania mszy nad urną. Czyż nie jest spowodowany niższymi kosztami pochówku? Na jednym wszak miejscu cmentarnym można zmieścić wiele więcej urn, niż tradycyjnych trumien, a więc dochody ze sprzedaży spadną. A uzasadnianie tego pogańską tradycją trąci ustanowieniem przez Watykan dnia 1 maja dniem św. Józefa Robotnika. Jedyny rozsądny głos kościelny - głos księdza Bonieckiego - został zmuszony do milczenia, przy jednoczesnym przyzwoleniu dla publicznych wystąpień pewnego redemptorysty.
Coraz więcej głosów pyta: co z faktyczną świeckością RP? Czyż jest ona tylko papierowa? Zaściankowa, pseudochrześcijańska mendalność objawia się między innymi niewybrednymi żartami posłów na temat Anny Grodzkiej, objawia się śmiechem podczas wystąpienia Roberta Biedronia, atakiem na Wandę Nowicką. Szanuję wielu obecnych posłów za ich działania na rzecz wolnej Polski. Mija mi ten szacunek stopniowo, ponieważ oni nie szanują ludzi, dla których zostali wybrani. Media światowe piszą o zmianie światopoglądowej w naszym kraju, bo wszak mamy w parlamencie transseksualistę (nie transwestytę, panie Kłopotek!) i homoseksualistę otwarcie przyznającego się do swojej orientacji. A panowie (p)osłowie atakują śmiechem lub agresją. W kraju świeckim jest miejsce dla wszystkich, pewne wartości są uniwersalne, aczkolwiek zbieżne z wartościami chrześcijańskimi. Nikt nikomu nie zabrania wyznawania dowolnie wybranej religii, ale nie chcę, aby mnie do wyznawania lub uczestniczenia w obcych mi światopoglądowo obrządkach zmuszano. Nie chcę by prawdziwe stało się stwierdzenie: cuius religio, eius regio.
Niewesołe, niepodległościowe myśli mam.

wtorek, 8 listopada 2011

Joanna Szalona

Dziedziczka tronu Kastylii i Aragonii, córka Ich Katolickich Mości: Izabeli Kastylijskiej i Ferdynanda. Istnieją dwie wersje jej szaleństwa, jedna to schizofrenia, której objawy miała podobno od dzieciństwa. Druga wersja jest bardziej skomplikowana - musiała zostać uznana za szaloną ze względu na żądzę władzy jej męża Filipa Pięknego i ojca Ferdynanda. Obaj chcieli rządzić Hiszpanią samodzielnie, a zgodnie z testamentem Izabeli Kastylijskiej i wolą kortezów, to Joanna była dziedziczką tronu. Wydana za mąż, jak wszystkie księżniczki wówczas, za wybranego przez rodziców męża, pokochała go miłością na ówczesne czasy grzeszną, bo zmysłową. To nie tylko był układ dynastyczny, to była namiętność, miłość i żar. Z jej strony. Odbiegało to od schematu królewskiego małżeństwa, odbiegało od standardu zachowania się kobiety królewskiej krwi hiszpańskiej. Nie zachowywała się z godnością, zachowywała się, jak zwykła kobieta. I właśnie to bycie kobietą okazało się jej zgubą. Po śmierci Filipa Pięknego władzę odebrał jej ojciec, zamykając ją do końca jej długiego życia w Tordesillas, gdzie zmarła mając 76 lat. Syn, Karol, nigdy jej nie uwolnił.
Nie wiem, która wersja jest prawdziwa. Po ludzku żal mi kobiety.

sobota, 3 września 2011

Ziuuu...

"Ziuuu" zrobiłam sama, zwykłą, ręczną piłą (maszynę pożyczoną na weekend zostawiłam w pracy). Zajęło mi to sporo czasu, ale wyszło równo i porządnie. Teraz już tylko kataloguję i ustawiam książki. Muszę skończyć do środy, więc chyba będę to robić nocami. Źle sypiam od dłuższego czasu, więc przynajmniej nie będę się przewracać z boku na bok, tylko pożytecznie spędzę ten niespany czas. Chciałabym swoją drogą umieć przestać myśleć, analizować, przetrawiać. Niewątpliwie sypiałabym lepiej.

Prawie skończyłam już czytać "Skrwawione ziemie" Snydera. Bardzo trudna lektura. Trudna emocjonalnie. Czytając rozdział o głodzie na Ukrainie, nie mogłam przestać o tym myśleć. Głód został celowo sprokurowany przez Stalina, jako "zachęta" do kolektywizacji, której ukraińscy chłopi się opierali. Miejscowe, ukraińskie władze partyjne prześcigały się w ilości "ukaranych": mordercze deportacje na Syberię, niemożliwe do zrealizowania kontyngenty żywnościowe, rozstrzeliwania za nieposłuszeństwo. Celowa eksterminacja milionów ludzi. Decyzją jednego człowieka, który doskonale zdawał sobie sprawę z jej skutków. Czasem tak wiele zależy od tak niewielu...

niedziela, 14 sierpnia 2011

Dwie księżne

Maria del Pilar Teresa Cayetana de Silva-Alvarez de Toledo y Silva - trzynasta księżna Alba. Żyła w osiemnastym wieku i była jedyną i największą miłością Francisco Goya. To ona widnieje na obrazie "Maja naga". Zmarła w tajemniczych okolicznościach w wieku zaledwie 40 lat. Była podejrzewana o otrucie swego męża, nienawidziła jej królowa Maria Luiza. Również współcześnie byłaby nietuzinkową kobietą: wykształcona, niezależna po kokardy, dumna i niepokorna wobec panujących obyczajów. Zakładając ubranie kobiety z ludu zachowywała się, jak one - stawała się harda i rubaszna. Podczas pełnienia obowiązków księżnej była wyniosła i majestatyczna. Goya był jej miłością, choć nie stroniła od innych mężczyzn.



Maria del Rosario Cayetana Fitz-James Stuart y Silva - osiemnasta księżna Alba (pełne imię i nazwisko: María del Rosario Cayetana Paloma Alfonsa Victoria Eugenia Fernanda Teresa Francisca de Paula Lourdes Antonia Josefa Fausta Rita Castor Dorotea Santa Esperanza Fitz-James Stuart, Silva, Falcó y Gurtubay) .

Urodziła się w 1926 roku. Podobno jest posiadaczką największej ilości oficjalnych tytułów i krewną największych królewskich głów państw. Jest także jedną z najlepiej ubranych kobiet na świecie według Vanity Fair. Równie nietuzinkowa postać, jak jej przodkini. Po śmierci swojego, równie utytułowanego, pierwszego męża poślubiła byłego jezuitę, Jesusa Aguirrę. Wywołało to szok w Hiszpanii, pan młody bowiem nie pochodził z arystokracji. Niczym jednak był ten szok wobec obecnego. Otóż w wieku 85 lat księżna Alba postanowiła poślubić młodszego o 25 lat urzędnika państwowego. Obdarowała swoje liczne potomstwo spadkiem, rezygnując z pieniędzy i odpierając w ten sposób zarzuty, że potencjalny pan młody kieruje się chęcią zagarnięcia majątku, nie sercem ukochanej. Z całego serca życzę jej wszystkiego cudownego. I trzymam kciuki. Nieczęsto się spotyka takie damy.

Współczesny Pigmalion

Pigmalion, król Cypru wydłubał sobie z kości słoniowej posąg idealnej według niego kobiety. Była wspaniała. Im dłużej się w nią wpatrywał, tym bardziej ją wielbił. Dotykał gładkich ramion, pieścił chłodną w dotyku kość. I zapragnął jej z całej hmm... duszy. Ubłagał zatem Afrodytę (w końcu bogini miłości!), aby posąg ożywiła. Afrodyta, powodowana kaprysem zapewne (może PMS?), ożywiła posąg. I kość stała się ciałem, ciepłym, żywym ciałem. Pigmalion nadał jej imię Galatea i podobno żyli długo i szczęśliwie, rozmnażając się nawet.

Współczesny Pigmalion spotyka na swej drodze wyłącznie żywe, ciepłe kobiety. Z mniej lub bardziej gładką skórą, ale żywe. Dotyka ich ramion, pieści ciepła w dotyku skórę. Ostatnim dotykiem zamienia swoje Galatee w posągi. Zimne i bezduszne. Signum temporis, ot co.

wtorek, 2 sierpnia 2011

Warszawiak

Stałam na przystanku wracając z pracy, kiedy zawyły syreny. Stanęły autobusy i tramwaje, większość ludzi zatrzymała się, mam nadzieję z powagą. Dwóch kilkunastoletnich młodzieńców stojących też na przystanku rozmawiało sobie głośno się śmiejąc. I wtedy odezwał się starszy pan o nieokreślonym wieku i dystyngowanym wyglądzie. Zaczął tak: jesteście młodzi, nie pamiętacie. W czterdziestym czwartym tysiące warszawiaków postanowiło walczyć o swoje miasto, w tym wielu takich smarkaczy, jak wy.... I popłynęła opowieść. Pan walczył na Woli, ale o rzezi wolskiej nie wspomniał. Mówił, jak bardzo marzyła się jemu wolność. Chłopcy stali słuchając, reszta ludzi na przystanku też. Podjechał mój autobus. Pierwszy raz chyba żałowałam, że tak szybko.
Bez względu na tragizm tamtych czasów, bez względu na racjonalizm lub jego brak, ludziom walczącym w powstaniu należy się szacunek. Nie podoba mi się używanie śmierci dwustu tysięcy warszawiaków do celów politycznych. Mam wrażenie, że to handel wartościami, przeciąganie pseudopatriotycznej liny. Bardzo trafnie, choć dosadnie (nadmiernie dosadnie nawet) dzisiejszą atmosferę wokół powstania określił T.Lis we Wprost: erekcja emocjonalna. Obyśmy nie doczekali ejakulacji.

sobota, 11 czerwca 2011

Do trzech

Kłamstwo /S.Jachowicz/

— Ach, ratujcie! ratujcie! wołał pasterz młody,
Najpiękniejszą owieczkę wilk mi porwał z trzody.
O, ratujcie, ratujcie! — Przybiegli pasterze,
A on w śmiech: — Jam żartował, on jeszcze nie bierze,
Chciałem tylko doświadczyć, czy dobrze czuwacie,
Może mi się kiedy zdacie.
Ha, ha, ha, jakżem was też wyprowadził w pole.
Raz, drugi się udały podobne swawole,
Ale jednego ranka,
Wilk doprawdy pięknego porwał mu baranka.
Pasterz w krzyk i pomocy zewsząd z płaczem wzywa,
Nikt nie przybywa.
I prosi i błaga,
Nic nie pomaga.

Wilk uniósł zdobycz, pasterz poniósł stratę.
Taką się to za kłamstwo odbiera zapłatę!

niedziela, 29 maja 2011

Geny

Spędziłam miłe popołudnie z częścią moich dzieci, czyli młodszą córką, jej mężem i Majeczką. Majeczkę uczyłam pokazywać "a psik", a córka wspominała moje matkowanie. Odpowiadałam podobno na każde jej pytanie, tak to zapamiętała. Zięciunio się tylko przysłuchiwał nie komentując. Pytania obie córki zadawały mi różne, a ja, pamiętając, że nie zawsze odpowiadano na moje, starałam się sprostać zadaniu. Z czasem zaczęłam sobie urozmaicać odpowiedzi. Córka wspomniała, że jej znajomi byli zaskoczeni naszymi rozmowami. Niektórzy są do dziś. Pamiętam, że jadąc gdzieś z córkami starałam się je zagadywać, żeby nie czuły zmęczenia podróżą. Stąd najciekawsze nasze rozmowy odbywały się właśnie podczas podróży autobusem, pociągiem, samochodem. Innego rodzaju rozmowy odbywały się, gdy córki chorowały. Wtedy zagadywałam i zaśmiewałam ból, chorobę. Pamiętam, jak masowałam bolące główki i brzuszki opowiadając przy tym straszne bzdury. Teraz moje córki postępują podobnie ze swoimi dziećmi. Geny? O właśnie... Obie moje córki siadały w dzieciństwie tak, jak ja: na pupie, z łydkami prawie pod kątem prostym do ud. Tak też siadają ich dzieci. Ja bywałam poszturchiwana laską przez babcię Rozalię. Nie chciała, żebym miała krzywe nogi. Ja nie poszturchuję. Wiem, że tak się bardzo wygodnie siedzi i już.
Lubię patrzeć na to nowe pokolenie. Przyglądałam się dzisiaj córce myśląc, że ona kiedyś była tak mała, jak Majeczka. I że chciałabym zobaczyć Majeczkę jako dorosłą osobę. Wypowiedziałam tę myśl głośno i usłyszałam moją córkę mówiącą: dbaj o siebie i jedz brokuły. W piątek lekarz kazał mi jeść zupę z kapusty i pietruszki, bo ich nazwy mają w sobie literę "u". Dorzucę brokUły, a co tam.

niedziela, 22 maja 2011

`Uzda-tnianie czyli socjalizacja


Uzda zrzędy została wymyślona przez prezbiterian szkockich w XVII w. Kneblowano nią zbyt gadatliwe panie. Kara obejmowała nie tylko knebelek w ust korale, oprowadzano taką zakneblowaną niewiastę po okolicy, aby odstraszającym przykładem świeciła. Ciekawe, kto decydował, czy pani gadatliwa, czy też wydaje z siebie dźwięki w ilości akceptowalnej? Panowie, jak mniemam. Kościół katolicki takie niepokorne palił zwyczajnie na stosie, jako czarownice. a w Szkocji humanitarnie - tylko kneblowano. Nie znalazłam nigdzie informacji, by karę tę stosowano wobec mężczyzn. A przecież bywają zrzędliwi, opryskliwi, marudzący. To co? Założymy knebelek?


/zdjęcie znalezione w sieci, nie pamiętam miejsca/





Karą za kłamstwo w tradycji Indian peruwiańskich było ścięcie głowy, zaszycie ust i wystawienie na widok publiczny. Też miało odstraszać potencjalnych kłamców. I też jakieś szacowne gremium decydowało o karze.

/znalezione na kafary.pl/


Kara - bodźce mające wywołać ból lub inne nieprzyjemności mające na celu zmianę zachowań jednostki na pożądane. Skupię się na "innych nieprzyjemnościach".
Jak są zachowania niepożądane dziś karane (pomijam czyny podlegające Kodeksowi Karnemu) i czym? Publisią. To publisia decyduje, co wartościowe, a co nie. Oczywiście, jeśli ktoś podatny i na publisi mu zależy. Kołtuństwo, małostkowość i pospolitość skrzeczy wokół, bo publisia to lubi. Pręgierzem jest opinia. I nikogo nie trzeba nigdzie oprowadzać. Ludzie sobie sami nakładają uzdy. Ba, lubią je, bo wygodne. Wszystko, każde swoje zachowanie, można skwitować jednym: bo tak wypada lub tak nie wypada - zależnie od sytuacji. Co wypada lub nie i komu? Ech.


piątek, 20 maja 2011

Głos w próżni gęby...

Kilka cytatów z dzieła Józefa Jasińskiego (Filozofii, Chirurgii i Medycyny Doktora, Towarzystw medycznego wileńskiego i Dobroczynności Nowogródzkiego Członka) - Antropologia o własnościach człowieka fizycznych i moralnych z 1818 r.

"Mowa iest głos w próżni gęby, paszczęki, nosa, ust i warg różnie odmieniony. Każda mowa zależy na wymawianiu liter, te dzielą się na samogłoski i spółgłoski.
Samogłoski są litery, które samym tylko głosem bez poruszania ięzyka w strony przez usta wymawia się.
Spółgłoski zaś staią się przez przykładanie ięzyka w którąkolwiek stronę ust, warg, lub zębów.
(...)
Spiewanie iest gatunkiem mowy, który to głos przez różne stopnie grubości i cienkości śpiewania od drżącey i zawieszoney krtani powstanie.
Użycie mowy samemu tylko iednemu zpomiędzy wszystkich zwierząt człowiekowi dana iest mowa, ażeby człowiek człowiekowi swoie wyobrażenia, czucia, myśli, zdania mógł udzielać nauką, radą, przyjaźnią i miłością".

Ładnie określone - człowiek człowiekowi przyjaźnią i miłością. Wątpliwości mam co do tej mowy przyjaźni i miłości, kiedy czytam wiadomości, kiedy słucham rozmów na ulicy. Generalizuję rzecz jasna, ale ogólna tendencja jest spadkowa. Któż dziś wiedzie rozmowę lekką, łatwą i przyjemną dla samej tylko przyjemności? Dinozaury jakieś tylko. A szkoda.

wtorek, 3 maja 2011

Przyczynki

I znów Jakub Haur. Tym razem jego pierwsze dzieło "Ziemiańska generalna ekonomika obszernieyszym od przeszley edycyey stylem supplementowana i we wszystkich punktach znacznie poprawiona". Dzieło poświęcone Janowi III, wydane w 1679 r. Zawiera porady w zakresie budownictwa, architektury, geometrii i leczenia końskiej fluksji. Cudne dzieło, aczkolwiek kalendarz w egzemplarzu przeze mnie posiadanym kończy się na lipcu. A szkoda. Przy okazji - poluję obecnie na Ignacego Krasickiego "Zbiór potrzebniejszych wiadomości", bo o "Nowych Atenach" Benedykta Chmielowskiego nie mam co marzyć. Ale wracam do Haura. Zacznę od geometrii.
Kat prosty, po łacinie, Angulus Rectus, iest ktory wyraża linia .... (wyraz trudny do odczytania): iaki iest w przytoczonym abrysie A.B.D., abo też A.B.C.
kat ostry, to iest Angulus Acutus, iest mnieyszy a niżeli Angulus Rectus, kat prosty, iaki iest w tym wizerunku E.F.D.
Kat zaś tępy Angulus Obtufus, większy iest a niżeli prosty Angulus rectus, taki iest E.F.G.
Tryanguł, iest figura ze trzech liniey z sobą się wszędzie tykaiąca): iaki iest A.B.C. y zowie się Tryangulus Rectilineus.
Inszy zaś iest Tryangulus Rectangulus, klin prosto węglasty z liniey perpendykularney pochodzący. taki iest E.D.F.
Kwadrat jest figura o czterech katach prostych, wszystkie cztery linie abo latera rowne maiąca: to iest tak długa, iako i szeroka iako iest w tym wizerunku D.
Paralleogrammum iest Figura dłuższa, a niżeli szersza, o czterech katach prostych, iako widzisz A.
Trapezyum, iest Figura 4.katna nierowna y nie iednakowa od swoich stron odległa iaka to jest wyrażoną,...
Multangulum abo multilaterum, iest Figura więczcy a niżeli 4.katow liniey albo stron w sobie maiąca, iako iest ta irregularis.
Zwróciłam uwagę na pisownię "abo" - w tekście przytoczonym tylko raz pojawia się "albo", w pozostałych przypadkach jest "abo". Pomyłka drukarska czy niekonsekwencja autora? Geometria pojawia się w części dotyczącej budownictwa. Po geometrii następują: Części, te należą Instrumenta do wymiaru potrzebne.
Passus to iest krok, iest ktory ma w sobie stop 5, to iest kiedy człowiek rozszerzonemi nogami tak stapi szeroko że się pięta pocznie podnaszać.
Staie, ma w sobie krokow takich 125, to iest stop 62,5 łokci 156.
Militaria. Mila Polska, Niemiecka, y Hiszpanska ma staie 32. uczyni krokow 4000.
Milla Wielkopolska, Ruska, Węgierska ma staie 40, uczyni krokow 5000.
Mila Włoska ma staie 8, uczyni krokow 1000.
Mila Francuska staie 15, uczyni krokow 1875.
Orgia albo sażeń iest, kiedy człowiek obie ręce iako może naylepiey wyciągnie, a taka miara bywa w Gorach, zowią ią też ... abo latr.
Sażeń ma zawierać w sobie łokci 4. pedes abo stopni 6.
Stopa ma dłoni 4. Dłoń ma palców 4. Palec zaś ma Ieczmiennego ziarna 4. łokieć ma w sobie stopę 1/2. Spitama albo piędzi większych 2. a mnieyszych 6. Piędż ma w sobie palcow 12.
Pertyka iest pręt mierniczy, ktory ma w sobie wszerz, y wzdłusz łokci puł osma kwadratowych kupieckich, nazywa się pospolicie Polko.
Virga albo laska ma w sobie prętow to iest pertyk 2. łokci zaś czyni 15.
Sznur albo korda ma w sobie virgas lasek 3. Pertyk 6. łokci 45.
Łan Frankoński zamyka w sobie Polek albo Pertyk 12960, ieden rachuiąc po łokci 7 1/2, uczyni in summa łokci ad proportionem Pertyk 97200.
Chełmiński łan ma mieć w sobie Morgow 30. Morga zaś lasek abo Prętow ma 30. wzdłusz rachuiąc po łokci 7 1/2. facit 6750, w szerokości łokci 225.
Kmieczy Łan to potrzeba wiedzieć iż w Polscze nie iest iednakowy, y nie rowny, bo w Podgorzu chłopi dzierzą łany, w ktorych iest rożność, czasem nie znayduie się i ćwierć Krolewskiego łana Frankońskiego, a przecie ię łanami zowią.
Z przyjemnością i ciekawością się nad tym tekstem pochylam, choć czasem i lupa w odczytaniu nie pomaga. Ale bawię się wyśmienicie. Stopa bowiem posiada dłoni cztery, a dłoń każda palców cztery. A palec to miara ziarna: cztery ziarna jęczmienne w palcu się mieszczą. I przypomniałam sobie ..." Patrz, oto na miarę ćwieczek, cal gruby, długi trzy cale. W każde z makowych ziareczek wbij mi takie trzy bratnale"... (cytat z pamięci, może być niedokładny). I aż mnie korci, aby to pomierzyć i posprawdzać. Tylko gdzie ja ziarno jęczmienia znajdę?

środa, 27 kwietnia 2011

Omne trinum perfectum

Trzy rzeczy których każdy powinien przestrzegać.
1. Pana Boga się bać, y modlitwami błagać zawsze. 2. Króla czcić i kochać. 3. Rzeczpospolitą i bliźniego obserwować y szanować.
Trzy rzeczy są osobliwe y chwały godne.
1. Pokora. 2. Ludzkość. 3. datek uczyniony bliźniemu bez wymawiania y lichwy.
Trzy rzeczy świat wszystek rożnią.
1. Wiara. 2. Język. 3. y Interesa.
Trzy rzeczy Śmierci się równaią.
1. Czekać a niedoczekać się. 2. Służyć bez nagrody. 3. w Nocy w łoszku leżeć a nie spać.
Trzech rzeczy każdy człowiek ma sobie życzyć.
1. Zdrowia. 2. Sławy dobrey. 3. Mienia dobrego bez ukrzywdzenia dobrego.
Trzy rzeczy trzeba mieć na baczeniu.
1. Leniuchow przywodzić do kościoła. 2. Zbytkom i rozpustom zabiegać. 3. Poćciwości zawsze przestrzegać.
Trzy conditie król Alfonsus miał w swoiey sententiey dla conseruaciey przyjaźni ludzkiey.
1. Beczka wina na utraktowanie. 2. Czapka dla uszanowania ludzi. 3. Papieru Libra, dla correspondentiey.
Trzy rzeczy gości z domu wyganiayą według S.Bernarda Sermone napisaney sententiey.
1. Gdy komuś za szyię kapie. 2. Dym gdy w oczy kąsa y dusi. 3. Zła i szwarliwa zona.
Trzy rzeczy są światu obmierzłe.
1. Gdy kto w honor y mieszek ubogi a pyszny. 2. Bogaty gdy łakomy, y nieużyty. 3. Stary szalony y psotliwy, abo zalotny.
Trzy rzeczy człowieka każdego czynią ostrożnym.
1. Zakochanie. 2. Disputy. 3. Prawowanie się z kim.
Trzy rzeczy zwykły dom szpecić.
1. Kury. 2. Psi. 3. Niestateczne y niewstrzemiężliwe Niewiasty.
Trzech rzeczy szkoda w oknach prezentować.
1. Zony, aby się komu nie spodobała. 2. Kałamarza, aby od surowego nie zmienieł powietrza. 3. Krzesiwa, aby nie zwilgotniało.
Trzy rzeczy są ludziom zawsze szkodliwe.
1. Gdy są suplikuiący. 2. Mściwy. 3. Gdy niedadzą sobie persuadować.
Trzy rzeczt, przez ktore ludzie u ludzi nabywaią przyiaźni.
1. Chleb. 2. Czapka. 3. Uczynność bez urągania, wymowki, y bez lichwy.
(...)
Ci rzeczy słuchu źle zażywaią.
1. Chwytaiący y wydaiący innych sekreta. 2. Uczący się wszeteczney mowy y obmowiska. 3. Kto codziennie godnym rzeczom się przysłuchiwa, a żadney z tąd pomocy, y obrady z nauki nie odnosi.

Powyższe rady pochodzą z książki wydanej w 1693 r. pt. "Skład abo Skarbiec znakomitych sekretow o ekonomiey ziemiańskiey na polach wielkich y obszernych w sławnem na wszystrek świat Krolestwie Polskim, przy miastach koronnych, przy miasteczkach gęstych y nasiadłych, przy wsiach okolicznych krolewskich, Ślacheckich, Duchownych y mieyskich znaleziony. A za osobliwym staraniem y pracowita pilnością dla dobra pospolitego, z pożytku ludzi wszelkiego stanu, do używania wykopany". Autorem jest Jakub Kazimierz Haur (1632-1709), polski ekonomista pochodzący z rodziny mieszczańskiej. Dzieło jest imponujące i liczy ponad 500 stron dość drobnym drukiem. Starałam się zachować pisownię oryginalną, choć brak czcionek nieco to utrudnił. Występują jednakże w tekście litery "ą", "ę", "ż", "ź", :ś", "ć", nie ma natomiast "j" i "ó". Inaczej była pisana litera "s" czy "z", ale w zasadzie tekst tekst powyższy styl oddaje. Przecinki są w miejscach, w których stawiał je autor. W większości jest to zgodne z dzisiejszą pisownią, poza stawianiem przecinka przed "i", a właściwie "y".
To kolejny z serii poradników, jakie do mnie trafiły, na razie najstarszy. Przede mną jeszcze zielnik Syreniusza z 1613 r. Już go mam, ale trudności sprawia czytanie ze względu na słownictwo i niedoskonały druk. Kiedyś przeczytam przecież, bagatela, tylko około 900 stron. A czytanie tego rodzaju treści sprawia mi niekłamaną przyjemność. Powodów jest na pewno kilka. Przede wszystkim język, obserwacja jego przemian, rozwoju. A poza tym jakże interesujący musieli być ludzie piszący takie poradniki! Słowo pisane było w owych czasach mniej dostępne, również z racji nieposiadania przez większą część społeczeństwa umiejętności czytania. O cenie książek nie wspominając. Mimo to pisali, ku pożytkowi stanów wszelkich. I całkiem sporo porad zawartych w owych wydawnictwach jest po czasy obecne aktualnych. Dotyczą wszystkiego: siewu zbóż,
hodowli zwierząt, używania ziół, podróży, stosunków sąsiedzkich i rodzinnych, wiary i zabobonów, nawet magii. Podają informacje o odległych krajach, których ówczesny czytelnik raczej nie miał szans zobaczyć. Ale dzięki opisaniu przez autora wiedział, jak wygląda słoń i czemu służy. Ale o tym może innym razem. Wracam do kopalni odkrywkowej wiadomości o czasach i ludziach.

poniedziałek, 25 kwietnia 2011

Oubliette

Oubliette to dosłownie zapomniane miejsce. Nazywano tak głęboki loch, dostępny tylko poprzez właz umieszczony w suficie. Tak wysoko, aby oublier (ten, o którym chciało się zapomnieć) nie mógł dosięgnąć. Więziono w oubliette skazanych na zapomnienie. Umierać mieli najczęściej śmiercią głodową. A.Sapkowski w Bożych bojownikach używa na określenie oubliette wdzięcznego polskiego słowa: zapominajka. Rzeczywiście słowo wdzięczne, aczkolwiek skazanego na zapomnienie wdzięcznością się nie nakarmi. Pół biedy, jeśli skazanego siła w oubliette się umieści. Może przeklinać swój los i oprawców - bo przecież nic tak nie trzyma przy życiu, jak nienawiść i ewentualna chęć zemsty. Oublier, który sam z własnej woli wskoczył do zapominajki i zatrzasnął za sobą właz może oddawać się tylko rozmyślaniom, czy ktoś zechce przyjść i ów właz otworzyć, zrzucając zapomnianemu stabilną drabinę, aby mógł wyjść. Nie nienawidzi, nie pomstuje, nie krzyczy. Tylko czeka. Najczęściej beznadziejnie, bo przecież sam wybrał. A jednak tli się w nim nadzieja, że zjawi się rycerz, niekoniecznie na białym koniu, który wyzwoli, otoczy opieką i "mój ci on jest" zakrzyknie z pasją. A wtedy życie nabierze barw i pędu. No tak, rycerze jednakże wyginęli, ostatniego podobno widziano w bitwie pod Grotnikami 4 maja 1439 roku. A i o konie trudniej w dzisiejszych czasach.