Mój ulubiony Prezes jest może i mały wzrostem, ale za to wielki duchem. Nie przyjął bowiem zaproszenia premiera do wspólnego oglądania EURO. Dlaczego? Ano dlatego, że on w takiej sytuacji nie chce być uprzywilejowany i zasiądzie, jak miliony Polaków, przy telewizorze. Ludzki pan. Tylko czy lud, ten ciemny lud, to zbratanie się z nim w nieszczęściu kupi? Mam wrażenie, że ciemnemu ludowi kończy się gotówka, w końcu nie każdy ma szczęście być ekspertem Prezesa i zarabiać około 10 000 złotych polskich miesięcznie, jak pewna poraniona pani. Z pensji 1 500 PLN trudno kupować w nieskończoność zapewnienia o pokojowym nastawieniu do świata na zmianę z wojowniczymi okrzykami "Smoleńsk pomścimy!". Dysonansem pachnie.
Nie przyjął też Prezes zaproszenia premiera na obiad, tłumacząc się zmniejszonym zapotrzebowaniem na kalorie. Na dietę przeszedł? Zdrowy tryb życia Prezes prowadzi, oj zdrowy. Nie dość, że dieta, to jeszcze okolicznościowe marszobiegi z okazji i w proteście. W zdrowym ciele zdrowy duch? W takim razie EURO powinien oglądać wykonując skłony, przysiady, fikołki... cokolwiek. Żeby nie wypaść z formy rzecz jasna.
Farfałki czyli rzeczy błahe, drobne, niekonieczne. Teksty tu zamieszczone bez informacji o autorze, są mojego autorstwa i roszczę sobie do nich wyłączne prawo.
piątek, 25 maja 2012
poniedziałek, 21 maja 2012
Oczy... wiście
..."Wszyscy potrzebujemy, żeby ktoś na nas patrzył. Można by nas było podzielić na cztery kategorie, w zależności od tego, pod jakim typem spojrzeń pragniemy żyć.
Pierwsza kategoria marzy o spojrzeniu nieskończonej ilości anonimowych oczu, mówiąc inaczej, o
spojrzeniu publiczności. Taki jest przypadek niemieckiego piosenkarza, aktorki amerykańskiej, ale również i redaktora z długą brodą. Przyzwyczaił się do swych czytelników i kiedy pewnego dnia Rosjanie zabrali mu jego tygodnik, miał wrażenie, że powietrze, którym oddychał stało się stokrotnie rzadsze. Nikt nie mógł mu zastąpić oczu czytelników. Zdawało mu się, że się udusi. Potem uświadomił sobie pewnego dnia, że każdy jego krok jest śledzony przez policję, że podsłuchują jego rozmowy telefoniczne, a nawet fotografują go tajnie na ulicy. Anonimowe spojrzenia znów go obserwowały i znów mógł oddychać! Zwracał się teatralnie do mikrofonów w ścianach. Odnalazł w osobie policji swa utraconą publiczność.
Drugą kategorię tworzą ci, którym potrzebne jest do życia wiele spojrzeń znajomych oczu. Są to
niezmordowani organizatorzy koktajli, przyjęć i kolacji. Są szczęśliwsi od ludzi pierwszej kategorii, którzy w momencie straty publiczności mają wrażenie, że w salonie ich życia zgaszono nagle wszystkie światła. Prawie każdego spośród nich kiedyś to spotyka. Ludzie drugiej kategorii natomiast zawsze postarają się o jakieś tam spojrzenia. Należy do tych ludzi Marie-Claude i jej córka.
Potem mamy trzecią kategorię – tych, którym do istnienia potrzebne jest spojrzenie ukochanego
człowieka. Ich sytuacja jest równie niebezpieczna jak sytuacja ludzi pierwszej kategorii. Kiedyś przecież oczy ukochanego człowieka zamkną się i w sali zapanuje ciemność. Do tych ludzi należą Teresa i Tomasz.
I wreszcie czwarta kategoria, najcenniejsza: ci, którzy żyją w świetle wyimaginowanego spojrzenia
nieobecnych. To marzyciele"...
Pierwsza kategoria marzy o spojrzeniu nieskończonej ilości anonimowych oczu, mówiąc inaczej, o
spojrzeniu publiczności. Taki jest przypadek niemieckiego piosenkarza, aktorki amerykańskiej, ale również i redaktora z długą brodą. Przyzwyczaił się do swych czytelników i kiedy pewnego dnia Rosjanie zabrali mu jego tygodnik, miał wrażenie, że powietrze, którym oddychał stało się stokrotnie rzadsze. Nikt nie mógł mu zastąpić oczu czytelników. Zdawało mu się, że się udusi. Potem uświadomił sobie pewnego dnia, że każdy jego krok jest śledzony przez policję, że podsłuchują jego rozmowy telefoniczne, a nawet fotografują go tajnie na ulicy. Anonimowe spojrzenia znów go obserwowały i znów mógł oddychać! Zwracał się teatralnie do mikrofonów w ścianach. Odnalazł w osobie policji swa utraconą publiczność.
Drugą kategorię tworzą ci, którym potrzebne jest do życia wiele spojrzeń znajomych oczu. Są to
niezmordowani organizatorzy koktajli, przyjęć i kolacji. Są szczęśliwsi od ludzi pierwszej kategorii, którzy w momencie straty publiczności mają wrażenie, że w salonie ich życia zgaszono nagle wszystkie światła. Prawie każdego spośród nich kiedyś to spotyka. Ludzie drugiej kategorii natomiast zawsze postarają się o jakieś tam spojrzenia. Należy do tych ludzi Marie-Claude i jej córka.
Potem mamy trzecią kategorię – tych, którym do istnienia potrzebne jest spojrzenie ukochanego
człowieka. Ich sytuacja jest równie niebezpieczna jak sytuacja ludzi pierwszej kategorii. Kiedyś przecież oczy ukochanego człowieka zamkną się i w sali zapanuje ciemność. Do tych ludzi należą Teresa i Tomasz.
I wreszcie czwarta kategoria, najcenniejsza: ci, którzy żyją w świetle wyimaginowanego spojrzenia
nieobecnych. To marzyciele"...
Powyższy fragment pochodzi z Nieznośnej lekkości bytu Kundery i jest wyjątkowo celną obserwacją moim zdaniem. Ostatnio temat potrzeby istnienia na tle innych przewijał się w moich rozmowach z kilkoma osobami. Nie umiem nikomu wytłumaczyć sensownie, dlaczego nie są mi potrzebne spojrzenia tłumu, w żadnej sytuacji. Jeśli się te spojrzenia pojawiają w moim życiu, nie robią na mnie wrażenia, nie czuje się zobowiązana podlegać żadnym ocenom. One dla mnie nie istnieją i też nie umiem wytłumaczyć dlaczego. Kiedyś sądziłam, że należę do kategorii ludzi, którym potrzebne jest spojrzenie ukochanego człowieka, dziś wiem, że nawet to nie jest niezbędne do życia. Pewnie jestem marzycielem, ale nie jest to kategoria najcenniejsza, może tylko ze względu na rzadkość występowania. Większość bowiem potrzebuje jednak spojrzeń, najczęściej im więcej, tym lepiej. Spojrzeń wyrażających podziw, uznanie, aprobatę. Potwierdzających wartość. Marzycieli jest najmniej, a istniejący wzbudzają raczej politowanie, niż cokolwiek innego.
Rozszerzyło mi się pojęcie emigracji wewnętrznej. Emigruję wewnętrznie nie dlatego, że nie mam możliwości brania udziału w życiu publicznym ze względu na jakieś jego normy. Emigruję wewnętrznie, bo tak się czuje najlepiej. I wcale nie oznacza to zubożenia życia.
piątek, 4 maja 2012
Przydarza się czasem coś, co zmienia bardzo punkt widzenia. Zmienia wszystko. Wiele rzeczy przestaje być ważnymi, inne zaczynają być bardzo ważne. Przestaje się liczyć powierzchowność. Wiele godzin spędziłam rozmyślając, co dalej. I jeszcze nie wiem. A poniższy wiersz piękny.
Zatrzymaj mnie /J.Kofta/
Dla siebie samej bezwiedna
Dla samej siebie niejedna
Jak łopocąca firanka
W żałobną pustkę poranka
Poruszam sobą powietrze
Odchodzę chora na przestrzeń
Niepewna niczego, nikogo
Nie mogę pozostać z tobą
Za chwilę przekroczę bramę
Wspomnienie po sobie samej
Zatrzymaj mnie
Jeszcze pora
Jeszcze jest dzisiaj
- nie wczoraj
Zatrzymaj mnie
Jeszcze pora
Przeczuj, że cały mój chłód grą
Jest jeszcze dzisiaj - nie wczoraj
I może będzie jutro
Dla siebie samej bezwiedna
Dla samej siebie niejedna
Chcę się zatrzymać przez moment
W drodze przez piaski ruchome
Pozwól przy sobie odpocząć
Odciągnij od okien oczu
Zasłoń mi słońce - niech zgaśnie
Mnie w twoim cieniu najjaśniej
Inaczej na zawsze zostanę
Wspomnieniem po sobie samej
Zatrzymaj mnie
Jeszcze pora
Jeszcze jest dzisiaj
- nie wczoraj
Zatrzymaj mnie
Jeszcze pora
Przeczuj, że cały mój chłód grą
Jest jeszcze dzisiaj - nie wczoraj
I może będzie jutro
Zatrzymaj mnie /J.Kofta/
Dla siebie samej bezwiedna
Dla samej siebie niejedna
Jak łopocąca firanka
W żałobną pustkę poranka
Poruszam sobą powietrze
Odchodzę chora na przestrzeń
Niepewna niczego, nikogo
Nie mogę pozostać z tobą
Za chwilę przekroczę bramę
Wspomnienie po sobie samej
Zatrzymaj mnie
Jeszcze pora
Jeszcze jest dzisiaj
- nie wczoraj
Zatrzymaj mnie
Jeszcze pora
Przeczuj, że cały mój chłód grą
Jest jeszcze dzisiaj - nie wczoraj
I może będzie jutro
Dla siebie samej bezwiedna
Dla samej siebie niejedna
Chcę się zatrzymać przez moment
W drodze przez piaski ruchome
Pozwól przy sobie odpocząć
Odciągnij od okien oczu
Zasłoń mi słońce - niech zgaśnie
Mnie w twoim cieniu najjaśniej
Inaczej na zawsze zostanę
Wspomnieniem po sobie samej
Zatrzymaj mnie
Jeszcze pora
Jeszcze jest dzisiaj
- nie wczoraj
Zatrzymaj mnie
Jeszcze pora
Przeczuj, że cały mój chłód grą
Jest jeszcze dzisiaj - nie wczoraj
I może będzie jutro
sobota, 21 kwietnia 2012
Dracula
Dracula, a właściwie Draculea, to przydomek Włada Palownika, trzeciego tego imienia hospodara wołoskiego. Postać autentyczna, odnotowana w annałach, aczkolwiek chyba niezupełnie zgodnie z faktami. Rzeczywiście był władcą okrutnym, ale jaki władca wówczas nie był? Sposób karania winnych zapożyczył od Turków, a i Turków najczęściej na owe pale wbijał. Krwi jednakże niczyjej nie pijał i jeśli nastawał na cześć dziewic, to w celu pozbawienia dziewictwa, a nie wyssania osocza.Czyli standard, żadne wynaturzenia.
Jako nastoletni chłopak został zakładnikiem na dworze Mohameda III, tam też nauczył się arabskiego języka i arabskich sposobów na niepokornych poddanych. Już za jego życia powstawały pamflety opiewające okrucieństwo władcy Wołoszczyzny, źródłem były ziemie pruskie. Komu podpadł i dlaczego? Podpadł na pewno Turkom, ale i Węgrom, chciał przecież uniezależnić Wołoszczyznę.
Kontrowersyjna jak dla mnie postać, niekoniecznie negatywna. Walczył z niewiernymi, w obronie chrześcijaństwa, a to była najbardziej pożądana wówczas postawa życiowa. Nasz Warneńczyk też walczył, za co poważanym wielce był. Walki wewnętrzne też były jego udziałem - rzeź polskich husytów pod Grotnikami choćby. A jakże inny odbiór postaci...
Jako nastoletni chłopak został zakładnikiem na dworze Mohameda III, tam też nauczył się arabskiego języka i arabskich sposobów na niepokornych poddanych. Już za jego życia powstawały pamflety opiewające okrucieństwo władcy Wołoszczyzny, źródłem były ziemie pruskie. Komu podpadł i dlaczego? Podpadł na pewno Turkom, ale i Węgrom, chciał przecież uniezależnić Wołoszczyznę.
Kontrowersyjna jak dla mnie postać, niekoniecznie negatywna. Walczył z niewiernymi, w obronie chrześcijaństwa, a to była najbardziej pożądana wówczas postawa życiowa. Nasz Warneńczyk też walczył, za co poważanym wielce był. Walki wewnętrzne też były jego udziałem - rzeź polskich husytów pod Grotnikami choćby. A jakże inny odbiór postaci...
wtorek, 10 kwietnia 2012
Kroki
Najpierw jest ból połączony z niedowierzaniem, codzienna mantra: tak nie powinno być. Potem już tylko boli, szarpie. I natrętne myśli: niech przestanie boleć, niech będzie, jak przedtem. Po jakimś czasie przychodzi złość i gniew, czasem chęć odwetu. Potem wszystko drętwieje aż do całkowitego zobojętnienia. I nie czuje się już nic, nic też nie chce się czuć. Wciąż boli, ale już inaczej, drętwo, tępo, bez szarpania.
A potem skacze się w przepaść.
A potem skacze się w przepaść.
niedziela, 8 kwietnia 2012
Sevres
W Sevres Międzynarodowe Biuro Miar przechowuje wzorzec metra i kilograma, żeby nikt nigdzie nie wychylił się z innością. W przypadku metra lub kilograma wszelkie odchylenia od tej sewrskiej normy byłyby nienormalnością, niezgodnością z kanonem. W przypadku ludzi za normę uważa się częstotliwość zachowań, występowania pewnych zjawisk. Znalezienie się w środkowej części krzywej Gaussa daje szanse na bycie niewyróżniającym się w danym środowisku, czyli na akceptację. Na inność mogą pozwolić sobie tylko wybrańcy, czyli bardzo bogaci lub geniusze. Kto się poza środek krzywej Gaussa wychyla, ma pod górkę. To, że nie jest rozumiany, to pal sześć, można nie rozumieć, ale zostawić w spokoju. Najczęściej jednakże ten tłum ze środka wytyka palcami, szydzi, sekuje, w skrajnych przypadkach odrzuca ze wstrętem, jak Jagnę Borynową.
W młodości marzyłam, że pojadę do Czadu i przytulać będę umierające murzyniątka. Co, jak co, ale przytulać umiem, jedynie przytulać. A czasem tylko to można dla kogoś zrobić. Toteż przytulam cała swoją powierzchnią przeróżnych odmieńców, odszczepieńców, odstających od wzorca. Pewnie sama jednym z nich jestem.
W młodości marzyłam, że pojadę do Czadu i przytulać będę umierające murzyniątka. Co, jak co, ale przytulać umiem, jedynie przytulać. A czasem tylko to można dla kogoś zrobić. Toteż przytulam cała swoją powierzchnią przeróżnych odmieńców, odszczepieńców, odstających od wzorca. Pewnie sama jednym z nich jestem.
piątek, 6 kwietnia 2012
Rekolekcje
Opieram się autorytetom. Nie uznaję prawd powszechnie uznawanych za słuszne. Zrywam nakładane mi wędzidła. Upajam się swoja iluzoryczną wolnością. I swoim przekonaniem, że brak drogi jest słuszną drogą.
Jeśli dwóch kłóci się, a jeden ma rzetelnych 55 procent racji, to bardzo dobrze i nie ma się co szarpać. A kto ma 60 procent racji? To ślicznie, to wielkie szczęście i niech Panu Bogu dziękuje! A co by powiedzieć o 75 procentach racji? Mądrzy ludzie powiadają, że to bardzo podejrzane. No, a co o 100 procent? Taki, co mówi, że ma 100 procent racji, to paskudny gwałtownik, straszny rabuśnik, największy łajdak.
Stary Żyd z Podkarpacia
/Zniewolony umysł Cz.Miłosza/
Jeśli dwóch kłóci się, a jeden ma rzetelnych 55 procent racji, to bardzo dobrze i nie ma się co szarpać. A kto ma 60 procent racji? To ślicznie, to wielkie szczęście i niech Panu Bogu dziękuje! A co by powiedzieć o 75 procentach racji? Mądrzy ludzie powiadają, że to bardzo podejrzane. No, a co o 100 procent? Taki, co mówi, że ma 100 procent racji, to paskudny gwałtownik, straszny rabuśnik, największy łajdak.
Stary Żyd z Podkarpacia
/Zniewolony umysł Cz.Miłosza/
Subskrybuj:
Posty (Atom)