Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kocie sprawy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kocie sprawy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 19 listopada 2012

Wszystkie moje koty

Co pozycja, to propozycja
Ulubione miejsce obserwacji świata

Złodziej sałaty


wtorek, 4 września 2012

Wszystkie moje dzieci

Stałam przy kuchni, jak dyplomowany garnkotłuk przez kilka godzin. Dzieci moje bowiem zażyczyły sobie kopytka z bitkami wołowymi. Przygotowanie mięsa to mały pikuś w porównaniu z przygotowaniem kopytek z 5 kg ziemniaków. Tyle bowiem wynosi średnia dla moich zięciów, plus kilka dla mnie na następny dzień. Pożarli wszystko w tak krótkim czasie, że zaczęłam się zastanawiać nad stosunkiem czasu międlenia kluchów do czasu ich znikania. Straszne wnioski wyciągnęłam! Nie wiem, kiedy następny raz dam się namówić na robienie kopytek. Nie zdążyłam zrobić buraczków na ciepło, była zwykła sałatka z pomidorów. I pyszczyli dranie! Skoncentrowali się na braku buraczków, zamiast na wspaniałości smaku kopytek i mięsa. Muszę to przemyśleć. Tym bardziej, że zlekceważyli makaronowe muszle zapiekane ze szpinakiem i fetą. A moim zdaniem były pyszne.
Zawód spowodowany brakiem należytej wdzięczności za jadło odbiłam sobie obserwując wnuki. Świetnie się ze sobą bawią. Aż serce roście, kiedy się na nich patrzy. Niestety, moje koty są innego zdania. Zaraza uciekła przed najazdem wnukohunów do łazienki, a Gangrena schowała się w szafie. Wyszły potem obie przeciągając się z zadowoleniem, z pytaniem widocznym w zielonych i bursztynowych oczach: poszli już? I natychmiast wskoczyły do mojego łóżka, nie kłócąc się nawet o miejsce tym razem.
A ja posprzątałam, pouśmiechałam się do siebie na wspomnienie wszystkich moich dzieci przy jednym stole i z zadowoleniem przeciągnęłam się leniwie zasiadając do książki. Z konieczności powtarzam Folleta, bo pamiętniki Małgorzaty de Valois jeszcze nie nadeszły. A zapowiadają się smakowicie. Margot była jedną z pierwszych feministek. I zapewne, gdyby nie urodzenie w rodzinie królewskiej, spłonęłaby na stosie.

poniedziałek, 18 czerwca 2012

Spotkanie z tygrysem

Od kilku dni moja Zaraza potrząsała głową i miauczała przy dotykaniu ucha, trzeba było więc odwiedzić weterynarza. Okazało się, że mała Gangrena przywlokła jakiegoś usznego pasożyta, więc trzeba czyścić uszy i leczyć. Na pierwszy ogień poszła Zaraza. I to był mocny wstęp. Pogryzła mnie i podrapała tak, że wyglądam, jakbym spotkała tygrysa. Widok był cudny: jasnoczerwona krew tryskała na białe kafelki podłogi, jak woda z fontanny. Scena, jak z kiepskiego horroru. W efekcie wyglądam, jakbym wiązała kokardki z drutu kolczastego. Weterynarz przemył mi rany i posmarował jodyną o wdzięcznym brunatnym kolorze. Cudne połączenie: czerwień rany i brąz mazidła. Jutro w pracy będę opowiadać, że broniłam honoru rosyjskich kibiców przed napadem polskich kiboli. A co tam. Przecież się nie przyznam, że rodzona kiciunia mnie pogryzła. 
Gangrena przy zabiegach zachowywała się natomiast, jak anioł. Z zaplecza wyszedł jakiś inny weterynarz, spojrzał na moją rękę, na Gangrenę i spytał ze zdziwieniem: to ta mała tak gryzie? Z zapałem potwierdziłam. I tym sposobem malutka Gangrena zyskała sławę okrutnej bestii.
Idę lizać rany.

Udało mi się zamówić kaganiec dla kota, jest szansa, że już jutro czyszczenie ucha i zakraplanie maści obędzie się bez ran szarpanych, uf.

piątek, 17 lutego 2012

Dzień Kota

Nieprawda, że nie lubię domowników. Ja także potrafię kochać jak każde inne żywe stworzenie, ale nie bezkrytycznie. Kocham tylko tego, kto na to zasługuje. Uczuć swoich nie wyrażam w sposób głośny i teatralny. Kto nie rozumie cichego mruczenia, ten nie jest godny, by inteligentne, rozumne i obdarzone dobrym smakiem zwierzęta przywiązywały się do niego. Kto nie potrafi w milczeniu siedzieć długo w jednym miejscu, ten nie jest wart mojego towarzystwa. Kto zawsze potrzebuje brawurowych pokazów, kto nie zadowala się prostym pięknem naturalnych ruchów, ten nigdy nie może zdobyć sympatii kota. Kto żąda ciągle czegoś nowego, kto ugania się za zmiennością, za emocją, kto nie lubi spokoju, równowagi, stałości, komu wydaje się, że prawo egzystencji trzeba zawsze udokumentować czynami, kto nie widzi piękna w zadumie, ten nigdy nie będzie miał wiernego kota. Kto goni za pozornymi radościami życia do tego kot odwróci się plecami. Człowiek, którego kochają koty, nie może być człowiekiem bezwartościowym. G.Balint

I jak tu nie kochać kotów? No jak?

sobota, 26 listopada 2011

Kot Simona



Cudne, jak zawsze.
Niedawno dostałam od córki kalendarz z kotem Simona, już na przyszły rok.

piątek, 7 października 2011

Znowu kot



Rok temu miałam u siebie przez kilka dni takiego kociaka. Reakcje mojej Zarazy - bezcenne.

poniedziałek, 5 września 2011

Kot plus komputer





Nic dodać, nic ująć - moja kiciunia kładzie się przed komputerem wdzięcznie kładąc głowę na mojej prawej ręce i... zasypia. Obsługiwanie myszy bez wyrzucenia kota staje się niemożliwe. Lubi też pląsać po klawiaturze. Robi to najchętniej wtedy, kiedy zapomnę zapisać tekst, nad którym właśnie pracuję i idę zrobić sobie kawę. Wdzięczne jest to stworzenie ta moja kiciunia, wdzięczne i mądre. Wiedzące lepiej, co powinnam robić. Powinnam jej częściej słuchać.



wtorek, 21 czerwca 2011

Kot Simona



Moja kiciunia ma swój magazyn pod moim łóżkiem. Zabawki, papierki i wszystko inne. Ostatnio zaniosła tam moją szczotkę do włosów. Ot, doszła pewnie do wniosku, że mojej fryzurze i tak nic nie pomoże.

sobota, 4 czerwca 2011

Opalanie


Tak się należy opalać, proszę państwa!






















Tak udajemy, że się chowamy.




















A tak udajemy, że pomagamy pani zmywać.

niedziela, 24 kwietnia 2011

Prawie wielkanocny kot Simona


Urocze, słodkie, wzruszające.