Okoliczności oraz koleżanka z pracy domagają się typologii mężczyzn, co niniejszym czynię poniżej. Zaznaczam, że wszelkie podobieństwo poszczególnych typów do osób fizycznych nie jest przypadkiem, jednakże dokonałam na użytek własnych pewnych uogólnień. No.
Zenuś - parasol do noszenia przy każdej pogodzie; on obroni, ochroni, zadba; marynarkę swą poświęci w kałużę rzucając, by dama jego serca suchą stopą przeszła; gwóźdź w ścianę wbije z wprawą; o literaturze lub wpływie populacji Górnej Wolty na plantacje goździków w Holandii z nim nie pogadasz, ale wielbić cię będzie na wieki.
Herbatnik - pan tymczasowy i pobieżny; przychodzi wypić herbatę lub dwie; między jedną a drugą szklanką czynów męskich czasem dokona, po czym oddala się niepostrzeżenie by powrócić, gdy znów spragnionym będzie.
Gallus domesticus - kogut domowy, para kury domowej (cura domestica); stadny po koguci grzebień, który stroszy ponętnie, gdy tylko na chwilę słomianym kogutem zostanie, po wykorzystaniu w celu stroszenia grzebień samoczynnie opada; nie musi pamiętać, by deskę sedesową opuszczać, on mocz właściwymi organami oddając, na niej siada; zawsze ma w stadle swym ostatnie słowo: "tak kochanie, masz rację"; grzebie, a co wygrzebie, do domu zanosi.
Mucho macho, inaczej zwany figo fago - napina, pręży i wygina, co tylko może; nagminnie cedzi przez zęby: mała, skoczymy na jednego? odmową się nie zraża, zmienia szybko kierunek cedzenia; muskularny w każdej części męskiego ciała, poza zwojami.
Colargol - proszę państwa, oto miś, miś ma niechcemisia dziś... notorycznie zalega na kanapach i innych sprzętach domowych; posiada silnie rozwinięty kciuk od używania pilota tv i zwiotczałe od zalegania pośladki; uwaga! wyjątkowo tani w utrzymaniu: piwo, chipsy i dres raz na 20 lat.
Kwiatuszek - męska mimoza, delikatny, jak letnia, poranna mgiełka i jak ona kapryśny, łatwo się zraża i obraża, kuli wtedy wszystkie organa zazwyczaj silnie wyeksponowane i wzdycha przejmująco; pręży swą wątłą klateczkę piersiową w świętym oburzeniu, że Ona śmiała kwiatuszka naruszyć.
Lelujek, czyli cipuś - posiada urodę eteryczną, prawie niewidoczną, takież umiejętności typowo męskie: gwoździa w ścianę nie wbije, bo nie umie, nie ma prawa jazdy, więc z konieczności jeździ rowerem (dlatego tak wiele czasu zajmuje mu dotarcie gdziekolwiek, czasem zbacza z trasy i nie dociera); praca fizyczna się go nie ima, jest wyjątkowo konsekwentny w niepodejmowaniu żadnej decyzji; wybór mieć ciastko czy zjeść ciastko jest ponad jego wątłe siły, z właściwym sobie opanowaniem, co nieżyczliwi nazywają flegmą, rozprawia o wyższości świąt wielkiej nocy, aczkolwiek głęboko chowa swoje walory intelektualne, świetnie gotuje wodę na herbatę.
miły staruszek miękki w dotyku - kwintesencja męskości, opatrznościowy mąż!
CDN
Farfałki czyli rzeczy błahe, drobne, niekonieczne. Teksty tu zamieszczone bez informacji o autorze, są mojego autorstwa i roszczę sobie do nich wyłączne prawo.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ojejki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ojejki. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 13 grudnia 2012
piątek, 26 października 2012
Histeria
Pan Tomek jest od "pajacyków", pan Janusz od "hitlerków", a pan Bartek od "żabki". Uf. Każdy z nich ma inną koncepcję na renowację moich barków. Każdy z nich jest miły i próbuje mnie rozbawić. Wczoraj jednakże to ja rozbawiłam pana Tomka. Za kotarą, w pomieszczeniu do krioterapii odbywał się, jak się zorientowałam z odgłosów, masaż. Pani masowana wydawała z siebie sapnięcia i pomruki, pan masujący dawał wskazówki typu: proszę podnieść nóżkę, wdech - wydech, jedziemy dalej. Ponieważ niedawno oglądałam niezły film "Histeria" skojarzenie samo mi się skojarzyło. I zachichotałam sama do siebie. Pan Tomek parskając na mnie zimnem z plastikowej rury spytał, co się stało. W obawie, czy nie robi mi krzywdy, rzecz jasna. No to powiedziałam, że mam skojarzenia z filmem "Histeria". Nie oglądał, więc wytłumaczyłam pokrótce, że to humorystyczna dość historia wynalezienia wibratora, w celu leczenia kobiecych histerii i melancholii. Od tej chwili chichotaliśmy razem przy co celniejszych odgłosach za ścianą. I obiecał, że film obejrzy.
Rekonstruuję się w mojej przychodni na Krzywym Kole, z przyjemnością potem wracam przez staromiejski rynek i wąskie uliczki. Właśnie zmieniają na większości z nich nawierzchnię, będzie bardziej europejsko. A Kamienne Schodki mijam bez emocji. I bardzo dobrze, no.
środa, 4 kwietnia 2012
Skażona mentalność 50+
Argumenty za i przeciw reformie emerytalnej latają w powietrzu z obu stron. Rząd nam udowadnia, że bez tego ani rusz. Opozycja protestuje i tak w kółko. Przeczytałam gdzieś, że obecnie mamy 43,7% osób nieaktywnych zawodowo. Nieaktywny zawodowo oznacza emeryta (46%), uzupełniającego kwalifikacje (22%), chorego lub niesprawnego (15%), prowadzącego dom (13%), zniechęconego bezskutecznością poszukiwania pracy (3%) lub odmawiającego podjęcia pracy w najbliższym czasie z jakichś powodów (1%). Natomiast aktywny zawodowo to człowiek pracujący (90,25%) lub bezrobotny (9,75%). Takie są dane GUS. Rzeczywiście 46% spośród nieaktywnych zawodowo to duża liczba. Znaczy, że ludzi w wieku emerytalnym jest dużo i przybywa ich coraz więcej. Nie wiem, ilu z tych emerytów posiada emerytury uprzywilejowane, czyli dużo wcześniejsze. Czy rzeczywiście wydłużenie wieku emerytalnego rozwiąże sytuację? Wszak aż prawie 10% aktywnych zawodowo jest bezrobotnymi i aż 3% biernych zawodowo jest zniechęcona nieskutecznym poszukiwaniem pracy. To już jest 13% ludzi, którzy z jakichś powodów pracy nie znaleźli. Program rządowy 50+ nie wypalił, pracodawca wciąż woli przyjmować ludzi młodych. W mojej firmie jedna z pań odchodzi na emeryturę (z własnej woli), na jej miejsce planuje się przyjąć co najmniej dwie osoby młode, bo żadna z nich nie chce podjąć się wszystkich obowiązków odchodzącej na emeryturę pani. A pani odchodzi, bo ma dość dokładania obowiązków ponad normę. Takich przypadków jest zresztą więcej, tzn. zmiany zakresu obowiązków osób 50+. Na gorsze rzecz jasna. Fachowiec z wieloletnim stażem, doświadczony, zostaje skierowany do układania tabelek. Praca bez sensu, znacznie poniżej możliwości owego pana. Usłyszał: jak się panu nie podoba, może pan odejść. Nie podobało mu się, nie odszedł jednakże, lecz powalczył. Póki co pracuje, ale nie są mu przydzielane żadne obowiązki, został wzięty na przeczekanie. Czy on pierwszy nie wytrzyma i uniesie się honorem, czy znajdą sposób na zwolnienie pana. Pana 50+ oczywiście. A na jego miejsce już czeka co najmniej dwóch młodych wilków.
Wydłużenie wieku emerytalnego nasili takie zjawiska moim zdaniem. Program rządowy sobie, a pracodawcy sobie. Wiedzą lepiej. Marzę o emeryturze, nie dlatego, że pracować mi się nie chce. W takich warunkach mi się nie chce. Gdzieś wyczytałam, że moje pokolenie jest skażone mentalnością czasów minionych, czyli komunistycznych. W owych czasach bowiem praca była opresją (pisał to człowiek młody oczywiście). Jestem pokoleniem, które niewiele zdążyło zaznać pracy w komunizmie, większość mojej pracy to już czasy właściwego ustroju i nie czuję się skażona mentalnie. I nigdy nie odbierałam atmosfery w pracy tak opresyjnie, jak teraz.
Wydłużenie wieku emerytalnego nasili takie zjawiska moim zdaniem. Program rządowy sobie, a pracodawcy sobie. Wiedzą lepiej. Marzę o emeryturze, nie dlatego, że pracować mi się nie chce. W takich warunkach mi się nie chce. Gdzieś wyczytałam, że moje pokolenie jest skażone mentalnością czasów minionych, czyli komunistycznych. W owych czasach bowiem praca była opresją (pisał to człowiek młody oczywiście). Jestem pokoleniem, które niewiele zdążyło zaznać pracy w komunizmie, większość mojej pracy to już czasy właściwego ustroju i nie czuję się skażona mentalnie. I nigdy nie odbierałam atmosfery w pracy tak opresyjnie, jak teraz.
niedziela, 4 marca 2012
Ludzie wią
Rozumię, że dziennikarzą żeśmy winni te słowo szacunku za ich cudnom polszczyzne.
Czepnęłam się dziennikarzy, bo to bardziej widać, a i wpływ na język mają. Ludzie przeczytają, usłyszą i używają, w końcu media to ogromna siła przekonywania. Kropla drąży skałę, wystarczy kilka razy błąd usłyszeć i staje się naszą normą. Nie jestem purystką językową i zdarza mi się też popełniać błędy. Staram się je poprawiać, nie popełniać drugi raz. Wzburzam się wewnętrznie na językowe niechlujstwo, szczególnie tych, którzy postrzegani są jako swego rodzaju autorytety. Niechlujstwo językowe jest bowiem moim zdaniem brakiem szacunku dla rozmówcy i do samego siebie. Kika lat temu zdziwiłam się mocno widząc na piśmie skierowanym do mnie adnotację ówczesnego szefa: "Rozumię, że..." Wtedy był to swego rodzaju szok, dzisiaj widzę i słyszę to wszędzie, ludzie po prostu rozumią, umią i wią, jak jest prawidłowo. Wiem, że język ewoluuje, że gdyby nie kaleczono przed wiekami łaciny, nie powstałyby języki współczesne: włoski, francuski chociażby. Ale też nie wierzę w to, że człowiek podstawowo wykształcony (a obowiązek szkolny jest!) nie wie, jak mówić i pisać w podstawowym zakresie. Używanie regionalizmów to nie jest to samo, co kaleczenie języka, to jestem w stanie zrozumieć. Ba, nawet fajnie posłuchać. Ale już nadużywanie kalek (od kalki do kaleki językowej) z języków obcych, gdy są polskie odpowiedniki, mnie drażni.
Na plaster gawędy językowe profesora Miodka i Bralczyka, ludzie wią lepiej. Idą na zakupy, a nie po zakupy. A może gdyby poszli po zakupy i nabyli słownik jakiś, to polepszyłaby się jakość polszczyzny, no.
Czepnęłam się dziennikarzy, bo to bardziej widać, a i wpływ na język mają. Ludzie przeczytają, usłyszą i używają, w końcu media to ogromna siła przekonywania. Kropla drąży skałę, wystarczy kilka razy błąd usłyszeć i staje się naszą normą. Nie jestem purystką językową i zdarza mi się też popełniać błędy. Staram się je poprawiać, nie popełniać drugi raz. Wzburzam się wewnętrznie na językowe niechlujstwo, szczególnie tych, którzy postrzegani są jako swego rodzaju autorytety. Niechlujstwo językowe jest bowiem moim zdaniem brakiem szacunku dla rozmówcy i do samego siebie. Kika lat temu zdziwiłam się mocno widząc na piśmie skierowanym do mnie adnotację ówczesnego szefa: "Rozumię, że..." Wtedy był to swego rodzaju szok, dzisiaj widzę i słyszę to wszędzie, ludzie po prostu rozumią, umią i wią, jak jest prawidłowo. Wiem, że język ewoluuje, że gdyby nie kaleczono przed wiekami łaciny, nie powstałyby języki współczesne: włoski, francuski chociażby. Ale też nie wierzę w to, że człowiek podstawowo wykształcony (a obowiązek szkolny jest!) nie wie, jak mówić i pisać w podstawowym zakresie. Używanie regionalizmów to nie jest to samo, co kaleczenie języka, to jestem w stanie zrozumieć. Ba, nawet fajnie posłuchać. Ale już nadużywanie kalek (od kalki do kaleki językowej) z języków obcych, gdy są polskie odpowiedniki, mnie drażni.
Na plaster gawędy językowe profesora Miodka i Bralczyka, ludzie wią lepiej. Idą na zakupy, a nie po zakupy. A może gdyby poszli po zakupy i nabyli słownik jakiś, to polepszyłaby się jakość polszczyzny, no.
wtorek, 28 lutego 2012
Świat się kręci
Agnieszka Holland nazwała film, który zdobył w tym roku Oscara wydmuszką. Filmu nie widziałam, ale wiem, że jest to film niemy i podobno niektórzy z widzów żądali zwrotu za bilety po seansie. Nie znam się na kinie, nie wiem, jakie filmy brały udział w konkursie, ale wiem jedno: zwykle decyzje jakiegokolwiek jury sobie, a publiczność sobie. Co prawda zdobycie Oscara podnosi oglądalność, ale to już swego rodzaju snobizm - obejrzę ten film, bo zdobył Oscara, musi być dobry. Wcale nie musi. Jak pokazuje historia Oscarów, Nobli i innych tego rodzaju nagród, decyzje są często koniunkturalne. W kategorii filmów nieanglojęzycznych nagrodę zdobył film irański. W 1989 r. Miss Świata została nasza Aneta Kręglicka, w 1983 r. pokojowego Nobla Lech Wałęsa, że wspomnę tylko polskie przypadki. I tak się ten świat kręci.
Z innej beczki: któryś z biskupów wystosował list pasterski potępiający ataki na wiarę chrześcijańską (pojechał po Nergalu znów) oraz namawiający do wspomagania jednym procentem podatku stowarzyszeń pozarządowych. I nie chodzi mu zapewne o fundacje wspomagające in vitro, jak sądzę. Mam wrażenie, że całkiem niedługo dowiemy się o możliwości odpisu tego procenta na kościół, dodatkowo. I tak też się ten świat kręci.
Z innej beczki: któryś z biskupów wystosował list pasterski potępiający ataki na wiarę chrześcijańską (pojechał po Nergalu znów) oraz namawiający do wspomagania jednym procentem podatku stowarzyszeń pozarządowych. I nie chodzi mu zapewne o fundacje wspomagające in vitro, jak sądzę. Mam wrażenie, że całkiem niedługo dowiemy się o możliwości odpisu tego procenta na kościół, dodatkowo. I tak też się ten świat kręci.
poniedziałek, 6 lutego 2012
Wyprzedaż
Znakomita większość ludzi potrzebuje jasnych, czytelnych norm etycznych, najlepiej narzuconych z zewnątrz. Źródła owych norm bywają różne. W dużej mierze to kulturowe zależności, jak kulturowa jest religia czy tradycja. Są oczywiście normy uniwersalne, zaadoptowane przez większość religii: nie zabijaj, nie kradnij itd. Miały i mają pomagać ludziom uporządkować swój świat,wskazać właściwą drogę. I nie ma w tym nic złego, nie wszyscy przecież dojdą do podobnych wartości sami, ktoś musi im wskazać wobec tego drogę, tak jest od wieków. Tłumy się zagospodarowuje na własny użytek, łatwiej bowiem strzyc barany w stadzie, niż ganiać za pojedynczymi sztukami. Wzięło mnie na takie przemyślenia po przyjrzeniu się reakcji ludzi na sprawę zaginionej Magdy z Sosnowca. Pomijam winę, czy jej brak, matki. Przypatrywałam się natomiast ze zdziwieniem reakcjom ludzi, którzy w miejscu znalezienia zwłok dziecka urządzają szopkę z kwiatami, zniczami, maskotkami i tym podobnymi przedmiotami. Czytałam ze zdziwieniem ociekające emocjami wpisy internautów płci obojga, łzawe i mdło sentymentalne wpisy typu "śpij aniołku". Ci sami ludzie bowiem, linijkę niżej opluwają wulgarnie matkę, życząc jej najgorszej śmierci. I nie w tym rzecz, czy jest winna, czy nie. Przeraża mnie widzenie świata w biało-czarnych barwach. Najpierw ukamienują winowajczynię, a potem załkają z głębi serca na mogile ofiary. Nie znoszę tanich sentymentów i egzaltacji rodem z wyprzedaży w podłym sklepiku osiedlowym.
I jeszcze jedno. Ilu z tych łkających pomogłoby kobiecie z małym dzieckiem proszącej o pomoc?
I jeszcze jedno. Ilu z tych łkających pomogłoby kobiecie z małym dzieckiem proszącej o pomoc?
niedziela, 8 stycznia 2012
Koniecznostki
Słowo-wytrych: must-have. Używane w odniesieniu do mody, oznacza rzecz, którą musi się mieć w szafie w bieżącym sezonie. A to marynarkę z wyłogami w kolorze dzikiego pieprzu, a to spódnicę pikowaną w asy karo, a to jakieś tam coś innego. Straszne słowo i straszne znaczenie jego. Bo cóż, jeśli ktoś owego must-have'a nie posiada i posiadać nie chce? Napiętnowany taki po ulicy chodzić będzie biedaczek. Właściwie biedaczka, bo bardziej panie must-have'ów pożądają, by z tłumu się nie wyróżniać jednocześnie pozostając oryginalną i niepowtarzalną.
A mnie znacznie bardziej podoba się słowo koniecznostka. Swojsko brzmi, nieprawdaż? Przyjaźniej jakoś, humanitarnie wręcz brzmi. Tę koniecznostkę rozciągnęłam sobie na inne, poza modą, sfery życia. I oto okazuje się, że koniecznostką jest posiadanie najnowszego modelu tv, koniecznie 3D, HD albo inne d... Koniecznostką jest posiadanie wiedzy na temat apteki z wyrozumiałym magistrem farmacji płci dowolnej, który zrealizuje receptę z pieczątką lekarza "Refundacja do decyzji NFZ" uwzględniając ową przysługującą refundację. Koniecznostką jest wreszcie posiadanie stryja biskupa, albowiem to znacząco ułatwia objęcie stanowiska w rządzie świeckiego państwa. Ot, koniecznostki nasze codzienne.
Moją koniecznostką jutrzejszą jest wizyta u lekarza-cudotwórcy, albowiem do czwartku muszę być zdrowa!
A mnie znacznie bardziej podoba się słowo koniecznostka. Swojsko brzmi, nieprawdaż? Przyjaźniej jakoś, humanitarnie wręcz brzmi. Tę koniecznostkę rozciągnęłam sobie na inne, poza modą, sfery życia. I oto okazuje się, że koniecznostką jest posiadanie najnowszego modelu tv, koniecznie 3D, HD albo inne d... Koniecznostką jest posiadanie wiedzy na temat apteki z wyrozumiałym magistrem farmacji płci dowolnej, który zrealizuje receptę z pieczątką lekarza "Refundacja do decyzji NFZ" uwzględniając ową przysługującą refundację. Koniecznostką jest wreszcie posiadanie stryja biskupa, albowiem to znacząco ułatwia objęcie stanowiska w rządzie świeckiego państwa. Ot, koniecznostki nasze codzienne.
Moją koniecznostką jutrzejszą jest wizyta u lekarza-cudotwórcy, albowiem do czwartku muszę być zdrowa!
piątek, 6 stycznia 2012
Chwila dla debila
Wywiad z Karoliną Korwin Piotrowską (w onet.uroda!) o rodzimym "szoł byznesiku" - Królestwo kretynów. I jedno, wyjątkowo prawdziwe (choć gorzka to prawda) zdanie: ... bez Kasi Nosowskiej, która wydaje znakomite płyty i nie biega z niemal gołymi cyckami po scenie, by te płyty sprzedać, nasz show=biznes przetrwa, a bez tych dwóch pań (Doda i E.Górniak) nie bardzo. Niestety, ma rację. Nasz show-biznes (cokolwiek to oznacza) działa na zamówienie tych, którzy są bardziej zainteresowani cyckami Dody, czy majtkami Edytki. Rzesze bezmyślnych krów domowych obu płci z zapartym tchem śledzą życie osobiste gwiazd... tfu! że też mi język nie sparszywiał! Rzesze owe śledzą życie osobiste celebrytów, co to z gwiazdą mają wspólne może dwa ramiona z pięciu. To dla nich kręci się ta karuzela, dla nich produkuje się idiotyczne seriale, dla nich wydaje się pisemka typu "Chwila dla debila". No, ale przecież tacy ludzie też muszą być. Tylko dlaczego jest ich coraz więcej? Dlaczego nadają ton wszystkiemu wokół? Nie mieszczę się w tych ramkach coraz bardziej, jak coraz bardziej oddala się ode mnie wizja zmieszczenia się w rozmiar 36 - jedno i drugie to błąd dyskwalifikujący mnie w obecnym świecie. Karolina Korwin Piotrowska zmieniła swój "imydż", wyszczuplała, wypiękniała, wytipsiła się i zaistniała. A teraz narzeka. Weszła między wrony kracząc, jako one i wypuszcza stopniowo serek z dzioba. Wolałam ją w poprzedniej postaci.
środa, 21 grudnia 2011
sobota, 10 grudnia 2011
Komu dziecko, komu?
W internecie pojawiło się ostatnio kilka wiadomości o rodzicach namawiających swoje małe dzieci do agresji, palenia papierosów itp. Pojawiła mi się przy okazji oglądania takich idiotyzmów refleksja: po co nam dzieci? Często są to dzieci matki natury i ojca przypadku, niekoniecznie chciane... Zew natury krzyczy wielkim głosem: rozmnażajmy się! czasem kobieta dochodzi do wniosku, że to całkiem niezła metoda na zatrzymanie faceta, czasem ot tak, po prostu przydarza się ciąża. Oczywiście, że są i świadome decyzje, jednakże i one są zewem natury, która każe podtrzymać gatunek. Biologiczne uwarunkowania z piramidy potrzeb Maslova. Wiem, że to cyniczne, wiem. Prawdziwe jednakże. Czasem pojawia się myśl, że trzeba mieć dzieci, żeby miał nam kto na starość szklankę herbaty (lub whisky - co kto woli) podać. I rodzą się dzieci wszystkim, jak leci. Rozmnażamy się na potęgę. Po 9 miesiącach mamy wreszcie dziecko. Karmimy, ubieramy, umożliwiamy naukę, dbamy o zdrowie, moralizujemy - lepiej lub gorzej. I najczęściej uważamy, że spełniliśmy rodzicielski obowiązek. Czasem tylko potem dziwimy się, że dziecko, to już dorosłe, nie jest tak uczciwe, jak byśmy chcieli. Albo nie dość szacunku nam okazuje. Albo coś tam jeszcze. A dziecko jest zwyczajnie najlepszym obserwatorem. Jeśli mówimy dziecku: szanuj starszych, a sami, po cichu, żeby nie słyszało, obgadujemy starszą ciocię, co to ma głupie pomysły... Ono usłyszy. Ono dostrzeże naszą hipokryzję, manipulacje i pazerność. I wyrasta na obraz i podobieństwo. No to nie ma się co dziwić, no. Potwierdzają powyższe moje rozmowy z córkami, one bardziej pamiętają, co robiłam, niż co mówiłam. Mówić to ja sobie mogłam ad mortem defecatam.
I chyba niektórym ludziom zabroniłabym posiadania dzieci.
I chyba niektórym ludziom zabroniłabym posiadania dzieci.
niedziela, 30 października 2011
Królik zaczął...
Ktoś mi niedawno przypomniał Szantera, socjologa. Popełnił on dzieło "Socjologia kobiet". w którym dowodzi, że kobiety same siebie uczyniły towarem. W społeczeństwie matriarchalnym były znacznie bardziej rozwinięte od mężczyzn używając ich tylko do zapłodnienia i to jedynie raz w roku. W momencie, gdy zaczęły używać mężczyzn również jako obrońców i dostarczycieli dóbr wszelakich (wcześniej ich do tego przyuczywszy) spowodowały, że mężczyznom bardziej zaczęło się opłacać kupienie kobiety, niż jej obrona, zabieganie o dobrobyt itp. Tak więc... królik zaczął.
Zamierzam sobie Szantera przypomnieć, może inne ciekawe teorie znajdę. Wnioski bowiem o winie kobiety wyciągnęłam samodzielnie. To kobieta decyduje o jakości kontaktu z mężczyzną. Jeśli umie patrzeć (a większość umie i dodatkowo posiada intuicję), powinna wiedzieć, co mężczyzna ma do zaoferowania. Często zaślepiona uczuciem lub mająca konkretne usługi na myśli, udaje, że nie widzi. Odsuwając od siebie widoczne, jak na dłoni intencje mężczyzny, ustawia się na półce, jak towar właśnie. Po towar taki sięga zarówno klient znudzony dotychczas posiadanymi zabawkami, jak i klient, który rzeczywiście chce coś kupić. A kobieta powinna umieć ich odróżnić. Jeśli nie odróżniła, sama sobie winna. Znowu królik zaczął...
Kobieta mądra pozbawiona jest emocji, potrafi tak manipulować właścicielem towaru, aby nie zorientował się, że jest manipulowany. A emocje przy manipulacji są złym doradcą. Dobro i prawość zawsze przegra z ambicją i manipulacją.
Zamierzam sobie Szantera przypomnieć, może inne ciekawe teorie znajdę. Wnioski bowiem o winie kobiety wyciągnęłam samodzielnie. To kobieta decyduje o jakości kontaktu z mężczyzną. Jeśli umie patrzeć (a większość umie i dodatkowo posiada intuicję), powinna wiedzieć, co mężczyzna ma do zaoferowania. Często zaślepiona uczuciem lub mająca konkretne usługi na myśli, udaje, że nie widzi. Odsuwając od siebie widoczne, jak na dłoni intencje mężczyzny, ustawia się na półce, jak towar właśnie. Po towar taki sięga zarówno klient znudzony dotychczas posiadanymi zabawkami, jak i klient, który rzeczywiście chce coś kupić. A kobieta powinna umieć ich odróżnić. Jeśli nie odróżniła, sama sobie winna. Znowu królik zaczął...
Kobieta mądra pozbawiona jest emocji, potrafi tak manipulować właścicielem towaru, aby nie zorientował się, że jest manipulowany. A emocje przy manipulacji są złym doradcą. Dobro i prawość zawsze przegra z ambicją i manipulacją.
czwartek, 13 października 2011
Krzyże
Krzyż pański z tym krzyżem. Walka o kolejny krzyż, tym razem ten wiszący w sali obrad sejmu, rozpoczęta. Krzyż ten powiesiło dwóch posłów AWS w 1997 r. bez uzgodnienia z kimkolwiek. Teraz jego zdjęcia domaga się poseł Palikot. Do przewidzenia była reakcja pierwszego prezesa IV RP na wygnaniu - zażąda natychmiast prawnego usankcjonowania obecności krzyża w sali sejmowej. Argumenty? Pierwszy: podobno po powieszeniu krzyża nikt nie protestował - nieprawda, zaprotestował klub SLD ustami ówczesnego rzecznika, bezskutecznie zaprotestował. Drugi: kultura i tradycja chrześcijańska są najbardziej życzliwe człowiekowi - sprawa dyskusyjna w obliczu istnienia Inkwizycji, wynaturzeń seksualnych w kościele, że niektóre tylko fakty wspomnę. Trzeci: obrady w parlamencie brytyjskim zaczynają się modlitwą i nikt tego nie uważa za dziwne - głową kościoła angielskiego jest jednocześnie głowa pastwa, czyli królowa, a kto jest głową kościoła w Polsce? I koronny argument: tradycja, wartości chrześcijańskie itp.
Krzyż mi się w kieszeni otwiera, kiedy patrzę na zajadłość obu stron konfliktu. Dobry wynik Palikota napełnił mnie nadzieją na faktyczny rozdział kościoła od pastwa, co jest co prawda zagwarantowane Konstytucją, ale faktycznie... No właśnie. Krzyże wiszą wszędzie: w szkołach, urzędach, szpitalach. A wszak to instytucje państwowe. Ale ok, ktoś powiesił, mnie to szarga koło klosza, co wisi u kogoś na ścianie. Drażni mnie jednak wyjątkowo wyznawanie religii miłosierdzia (tej najbardziej życzliwej ludziom) z jednoczesnym działaniem przeciwko jej przykazaniom. Zakłamanie mnie drażni w każdej postaci. Czy jest to polityk wyrażający swoją wypowiedzią brak szacunku do posłanki Anny Grodzkiej, czy para małżeńska żyjąca jak pies z kotem, ale na mszę dzielnie maszerująca, bo "co ludzie i ksiądz powiedzą". Drażni to może za dużo powiedziane, nie szanuję ludzi zakłamanych i tyle. Wszystko jedno, czy zakłamanie jest na tle religijnym, czy jakimkolwiek innym. Zatęchłej, skołtunionej mendalności nie szanuję, ot co. Wolno mi, demokracja jest.
Krzyż mi się w kieszeni otwiera, kiedy patrzę na zajadłość obu stron konfliktu. Dobry wynik Palikota napełnił mnie nadzieją na faktyczny rozdział kościoła od pastwa, co jest co prawda zagwarantowane Konstytucją, ale faktycznie... No właśnie. Krzyże wiszą wszędzie: w szkołach, urzędach, szpitalach. A wszak to instytucje państwowe. Ale ok, ktoś powiesił, mnie to szarga koło klosza, co wisi u kogoś na ścianie. Drażni mnie jednak wyjątkowo wyznawanie religii miłosierdzia (tej najbardziej życzliwej ludziom) z jednoczesnym działaniem przeciwko jej przykazaniom. Zakłamanie mnie drażni w każdej postaci. Czy jest to polityk wyrażający swoją wypowiedzią brak szacunku do posłanki Anny Grodzkiej, czy para małżeńska żyjąca jak pies z kotem, ale na mszę dzielnie maszerująca, bo "co ludzie i ksiądz powiedzą". Drażni to może za dużo powiedziane, nie szanuję ludzi zakłamanych i tyle. Wszystko jedno, czy zakłamanie jest na tle religijnym, czy jakimkolwiek innym. Zatęchłej, skołtunionej mendalności nie szanuję, ot co. Wolno mi, demokracja jest.
czwartek, 6 października 2011
Wyborcza Kamasutra
Przywódcy prawie wszystkich partii w trakcie obecnej kampanii wyborczej najchętniej pokazują się w otoczeniu młodych, świeżych ciał kobiecych. Dokładnie jako ciał użytych, mają być bowiem tylko przyjemnym dla oka sztafażem, niczym więcej. Jedna z kandydatek do polskiego sejmu w swoim spocie wyborczym robi prawie striptease, przed zdjęciem biustonosza cenzurując obraz tekstem: "chcesz więcej? zagłosuj...". Któraś z partii rozpoczyna swój spot słowami: "chodź, pójdziemy za stodołę". To takie polityczne szczucie cycem, ot co. I wcale nie jest tragiczne to, że partie chwytają się takich sposobów. Tragiczne jest to, że na sporą część społeczeństwa to działa!
Całkiem jednak zbił mnie z tropu pewien pan, który stwierdził publicznie, że stosunki należy utrzymywać w pozycji stojącej, nawet z silniejszym partnerem (chyba przede wszystkim z silniejszym partnerem!). Żadna inna pozycja pod uwagę brana być nie może. Pozycja watykańska zatem odpada (tego chyba nie uzgodnił z naczelnym moralistą radiowym), nie mówiąc już o kolankowej, ta jest wyjątkowo fuj. Ten sam pan jakiś czas temu o tym wspominał, że na kolanach też nie wolno. A ja mam wrażenie, że panu strony w Kamasutrze się skleiły, być może od częstego kartkowania zaślinionym paluchem. Zapomniał bowiem, że istnieje pozycja znacznie bardziej satysfakcjonująca jednego z partnerów, ba, pozwalająca na dominację, mianowicie pozycja na jeźdźca. A kiedyś kraj nasz husarią wszak słynął. Na pewno przeoczył i przy najbliższej okazji nadrobi z właściwą sobie swadą. Inny pan jakiś czas temu rzekł był, że on przed księdzem klękał nie będzie. Biorąc pod uwagę, jaką grupą wiekową znaczna część księży jest zainteresowana, pan szans nie ma, by ksiądz klękania się domagał, za stary wszak pan ów już. Co prawda księży o takich zainteresowaniach podobno najwięcej w Irlandii, ale ten sam pan kiedyś obiecywał, że drugą Irlandią będziemy.
I tak zamiast kiełbasy wyborczej tym razem mamy wyborczą Kamasutrę. Chyba, że tylko ja mam takie idiotyczne skojarzenia.
Całkiem jednak zbił mnie z tropu pewien pan, który stwierdził publicznie, że stosunki należy utrzymywać w pozycji stojącej, nawet z silniejszym partnerem (chyba przede wszystkim z silniejszym partnerem!). Żadna inna pozycja pod uwagę brana być nie może. Pozycja watykańska zatem odpada (tego chyba nie uzgodnił z naczelnym moralistą radiowym), nie mówiąc już o kolankowej, ta jest wyjątkowo fuj. Ten sam pan jakiś czas temu o tym wspominał, że na kolanach też nie wolno. A ja mam wrażenie, że panu strony w Kamasutrze się skleiły, być może od częstego kartkowania zaślinionym paluchem. Zapomniał bowiem, że istnieje pozycja znacznie bardziej satysfakcjonująca jednego z partnerów, ba, pozwalająca na dominację, mianowicie pozycja na jeźdźca. A kiedyś kraj nasz husarią wszak słynął. Na pewno przeoczył i przy najbliższej okazji nadrobi z właściwą sobie swadą. Inny pan jakiś czas temu rzekł był, że on przed księdzem klękał nie będzie. Biorąc pod uwagę, jaką grupą wiekową znaczna część księży jest zainteresowana, pan szans nie ma, by ksiądz klękania się domagał, za stary wszak pan ów już. Co prawda księży o takich zainteresowaniach podobno najwięcej w Irlandii, ale ten sam pan kiedyś obiecywał, że drugą Irlandią będziemy.
I tak zamiast kiełbasy wyborczej tym razem mamy wyborczą Kamasutrę. Chyba, że tylko ja mam takie idiotyczne skojarzenia.
środa, 21 września 2011
Dwie religie
Modlitwa przed zalogowaniem się do internetu ze strony Oazy w parafii MBKP w Toruniu:
Wszechmogący i wieczny Boże, który stworzyłeś nas na Swój obraz i podobieństwo i nakazałeś nam poszukiwać dobra, prawdy i piękna, zwłaszcza w świętej osobie Twego Jednorodzonego Syna, naszego Pana, Jezusa Chrystusa Ciebie prosimy, racz sprawić za wstawiennictwem Świętego Izydora, biskupa i doktora, abyśmy w naszych podróżach po Internecie kierowali się tylko do stron zgodnych z Twoją wolą. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa. Amen.
Źródło to samo, modlitwa inna. Porada drobniejszym drukiem nie moja, tak na stronie napisano.
A tu film namawiający do modlitwy, religia nieco inna.
Nie skomentuję ani jednego, ani drugiego. No chyba, że Marksem... Ale on niepopularny w dobie rozkwitu kapitalizmu wolnorynkowego, lepiej więc zmilczeć. A ludzie niech wierzą w co chcą, albo w co muszą.
Wszechmogący i wieczny Boże, który stworzyłeś nas na Swój obraz i podobieństwo i nakazałeś nam poszukiwać dobra, prawdy i piękna, zwłaszcza w świętej osobie Twego Jednorodzonego Syna, naszego Pana, Jezusa Chrystusa Ciebie prosimy, racz sprawić za wstawiennictwem Świętego Izydora, biskupa i doktora, abyśmy w naszych podróżach po Internecie kierowali się tylko do stron zgodnych z Twoją wolą. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa. Amen.
Źródło to samo, modlitwa inna. Porada drobniejszym drukiem nie moja, tak na stronie napisano.
Modlitwa papieża Leona XIII
Święty Michale Archaniele, wspomagaj nas w walce, a przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha bądź naszą ochroną. Niech go Bóg pogromić raczy - pokornie o to prosimy. A Ty, Wodzu Niebieskich Zastępów, szatana i inne złe duchy, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą mocą Bożą strąć do piekła. Amen.
do odmawiania codziennie, a w razie dużego zagrożenia pokusami co godzinę
Jeśli ktoś nie wierzy w prawdziwość powyższego, link: www.mbkp.info/modlitwy/internet.htmlŚwięty Michale Archaniele, wspomagaj nas w walce, a przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha bądź naszą ochroną. Niech go Bóg pogromić raczy - pokornie o to prosimy. A Ty, Wodzu Niebieskich Zastępów, szatana i inne złe duchy, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą mocą Bożą strąć do piekła. Amen.
do odmawiania codziennie, a w razie dużego zagrożenia pokusami co godzinę
A tu film namawiający do modlitwy, religia nieco inna.
Nie skomentuję ani jednego, ani drugiego. No chyba, że Marksem... Ale on niepopularny w dobie rozkwitu kapitalizmu wolnorynkowego, lepiej więc zmilczeć. A ludzie niech wierzą w co chcą, albo w co muszą.
poniedziałek, 19 września 2011
Szyny po napawaniu
Jeżdżąc tramwajem widuję czasem napis: szyny po napawaniu. Ki diabeł? Napawać można nadzieją, dumą i być może jeszcze czymś. Zaintrygował mnie ten napis do tego stopnia, że sprawdziłam w słownikach. Otóż słownik języka polskiego informuje:
napawać
1. wywoływać w kimś pewne uczucie
2. nasycać wyrób włókienniczy roztworem farby lub apretury.
O szynach ani słowa. No, chyba że napawane są uczuciem niechęci do motorniczych tramwaju... W końcu na forum dyskusyjnym strony o cudnym tytule "Transport szynowy - niezależna strona informacyjna" znalazłam wyjaśnienie. Szyny napawa się, czyli nakłada ubyty w trakcie eksploatacji metal z jednoczesnym topieniem się podłoża. Wymusza to na motorniczych ostrożniejszą, wolniejszą jazdę.
No to ja jestem po napawaniu.
napawać
1. wywoływać w kimś pewne uczucie
2. nasycać wyrób włókienniczy roztworem farby lub apretury.
O szynach ani słowa. No, chyba że napawane są uczuciem niechęci do motorniczych tramwaju... W końcu na forum dyskusyjnym strony o cudnym tytule "Transport szynowy - niezależna strona informacyjna" znalazłam wyjaśnienie. Szyny napawa się, czyli nakłada ubyty w trakcie eksploatacji metal z jednoczesnym topieniem się podłoża. Wymusza to na motorniczych ostrożniejszą, wolniejszą jazdę.
No to ja jestem po napawaniu.
niedziela, 18 września 2011
Czyją miarą?
Jakiś czas temu przeczytałam na zaprzyjaźnionym blogu tekst o mierzeniu innych swoją miarą. I ja nie jestem wolna od tej wady. Mimo wszystko, mimo przemyśleń wszelakich i obietnic sobie składanych, nigdy nie przestanę się dziwić manipulacji. Rozumowo wiem, że ludzie są różni, że manipulują sobą wzajemnie do wypęku. Emocjonalnie wciąż się dziwię. Ktoś utrzymuje kontakt z kimś, bo ten ktoś coś gdzieś może. Inny ktoś układa ludzi, jak sztućce w szufladzie, względem przydatności. Jeszcze inni ktosie świadczą sobie wzajemnie "usługi" towarzyskie lub inne, zdając sobie sprawę, że coś za coś. Jak w starym, mało smacznym zresztą, dowcipie: on ją za_żarcie, ona jego za_wzięcie. Coraz częściej śni mi się Pitcairn w związku z tym.
Wciąż choruję i poprawy na razie nie widać, co skutkuje sporą ilością przeczytanych książek i rozmyślaniami, co by tu jeszcze... Postanowiłam więc swoje meble przeobrazić w meble kolonialne. Palisandrowa bejca i lakier półmat plus miedziane, stare okucia powinny zadziałać. Wiem, że to będzie tania imitacja, na drogą imitację z naszych sklepów jednakże szkoda mi pieniędzy, wolę je wydać na nowe książki. Zrobię jeden wyjątek - stół do opium. Jak już meble 'sprokuruję", pochwalę się zdjęciowo. Na razie wymyśliłam nowe zasłony - zamówiłam je wraz z szyciem w sieci.
Ponieważ głównie leżę i nie wszystkie zajęcia są mi z tej racji dostępne - obejrzałam film! Skusił mnie Jean Reno w jednej z ról. Film bardzo średni, o ile umiem ocenić, a Jean Reno mnie mocno rozczarował. Nie swoją grą - brakiem zarostu. To nie ten sam mężczyzna! Jakiś takiś... goły. Nie podobał mi się ani trochę. Czyżby jednak barba philosophum facit?
Wciąż choruję i poprawy na razie nie widać, co skutkuje sporą ilością przeczytanych książek i rozmyślaniami, co by tu jeszcze... Postanowiłam więc swoje meble przeobrazić w meble kolonialne. Palisandrowa bejca i lakier półmat plus miedziane, stare okucia powinny zadziałać. Wiem, że to będzie tania imitacja, na drogą imitację z naszych sklepów jednakże szkoda mi pieniędzy, wolę je wydać na nowe książki. Zrobię jeden wyjątek - stół do opium. Jak już meble 'sprokuruję", pochwalę się zdjęciowo. Na razie wymyśliłam nowe zasłony - zamówiłam je wraz z szyciem w sieci.
Ponieważ głównie leżę i nie wszystkie zajęcia są mi z tej racji dostępne - obejrzałam film! Skusił mnie Jean Reno w jednej z ról. Film bardzo średni, o ile umiem ocenić, a Jean Reno mnie mocno rozczarował. Nie swoją grą - brakiem zarostu. To nie ten sam mężczyzna! Jakiś takiś... goły. Nie podobał mi się ani trochę. Czyżby jednak barba philosophum facit?
sobota, 10 września 2011
Wybór
Gdzieś w sieci, na przypadkowym blogu, przeczytałam notkę o samobójcach. Wydźwięk był mniej więcej taki: samobójcy to tchórze, nie liczą się z bólem bliskich itp. Nie zgadzam się.
W Polsce w ciągu roku popełnianych jest około 4 500 samobójstw. Część z nich, to samobójstwa ludzi młodych. Często są one próbą zwrócenia na siebie uwagi, czasem spowodowane są zaburzeniami okresu dojrzewania, niemożnością poradzenia sobie z czymś trudnym, przy prawdopodobnym braku wsparcia bliskich. Wiele tych młodocianych prób samobójczych jest na szczęście nieudanych. Jedną, inną, pamiętam ze szkoły średniej. W maturalnej klasie jakaś dziewczyna z tego samego rocznika popełniła samobójstwo zostawiając list i obwiniając profesorkę rosyjskiego - nie zdała egzaminu komisyjnego. Obrzydliwy to miało wydźwięk.
Inne powody najczęściej kierują ludźmi dorosłymi decydującymi się odebrać sobie życie. Rzadko można tu stwierdzić niedojrzałość, zaburzenia osobowości - poza grupą popełniającą samobójstwo w depresji, to odrębna całkiem sprawa. Pomijam też szantaże emocjonalne różnego rodzaju, czasem ktoś grozi osobie bliskiej samobójstwem chcąc coś na niej wymóc. Skutecznie, czy nieskutecznie wymusza, do samobójstwa w takich przypadkach raczej nie dochodzi. Zupełnie odrębną grupą są samobójstwa przemyślane, zaplanowane. Te nie są popełniane pod wpływem impulsu, nie są oznaką niedojrzałości. Wiele lat temu zaskoczyła mnie wiadomość o samobójstwie córki sąsiadów - młoda, ładna kobieta. Jak się okazało przygotowywała się do tego kroku dość długo: kończyła sprawy w pracy, odwiedzała rodzinę i znajomych. Tuż przed wykąpała się, pomalowała paznokcie i ubrała odświętnie. Myślę, że chciała w ten sposób jak najmniej problemów sprawić bliskim. Powód? Miała padaczkę, nie chciała zakładać rodziny i przekazać dzieciom choroby. Pomijam słuszność jej obaw, podjęła świadomą decyzję, w jej przekonaniu najlepszą, jaką mogła podjąć. Jej mama powiedziała wtedy, że bardzo ją boli odejście córki, ale szanuje jej wybór. Być może podobnie było z ostatnim, głośnym samobójstwem Andrzeja Leppera. Takiego dokonał wyboru w swojej sytuacji. I nie ma co się zżymać i twierdzić, że bardziej to boli jego bliskich, że sobie poradzą gorzej bez niego. Być może dokładnie skalkulował wszystkie za i przeciw, i to wyjście wydało mu się najlepszym. Ktoś inny, wiedząc, że choruje ciężko i za chwilę stanie się ciężarem dla bliskich, też może taką decyzję podjąć całkiem świadomie. Uogólnianie w tej materii nie jest dobrym rozwiązaniem. Za każdym razem jednak jest to wybór, jakiego dokonuje człowiek w odniesieniu do siebie. Ja to szanuję i nie potępiam.
Coraz trudniej jest bowiem żyć. Ktoś kiedyś powiedział, że prawdziwie żyje ten, kto żyje twórczo, nie odtwórczo. Dzisiejsze czasy produkują tych drugich, odtwórców. W mediach podaje się model życia,wyglądu, poglądów. Kult młodości, piękna, sukcesu jest wszechobecny. Odstający od takiego modelu jest skazany na swoisty ostracyzm: nie dostanie dobrej pracy, nie znajdzie partnera, nie osiągnie "sukcesu". Potrzeba dużej siły wewnętrznej, by nie poddawać się wizerunkowi propagowanemu w mediach. By nie poddawać się naciskowi publisi. By nie być konformistą. Niedawno obejrzałam w necie występ młodego chłopaka w naszym rodzimym "Mam talent". I komentarz jednego z jurorów: jesteś brzydki, ale uroczy. Trzepnęło mną. Chłopak nie był brzydki, on tylko nie miał plastikowej twarzy, jakie królują na ekranie. Podobno na drugiej półkuli (która wzorem dla nas jest), odkryto nowe zjawisko. Nazywa się ono lookizm i oznacza dyskryminację ludzi brzydkich. Kiedyś być może będzie karalne, jak rasizm, seksizm i inne -izmy.
Trudno jest żyć po którejkolwiek ze stron krzywej Gaussa. A ja zaczynam śpiewać z Villonem: bo starzy są tu na tej ziemi, jak grosz co wypadł już z obiegu... bo brzydcy są tu na tej ziemi, jak grosz co wypadł już z obiegu... bo inni są tu na tej ziemi...
W Polsce w ciągu roku popełnianych jest około 4 500 samobójstw. Część z nich, to samobójstwa ludzi młodych. Często są one próbą zwrócenia na siebie uwagi, czasem spowodowane są zaburzeniami okresu dojrzewania, niemożnością poradzenia sobie z czymś trudnym, przy prawdopodobnym braku wsparcia bliskich. Wiele tych młodocianych prób samobójczych jest na szczęście nieudanych. Jedną, inną, pamiętam ze szkoły średniej. W maturalnej klasie jakaś dziewczyna z tego samego rocznika popełniła samobójstwo zostawiając list i obwiniając profesorkę rosyjskiego - nie zdała egzaminu komisyjnego. Obrzydliwy to miało wydźwięk.
Inne powody najczęściej kierują ludźmi dorosłymi decydującymi się odebrać sobie życie. Rzadko można tu stwierdzić niedojrzałość, zaburzenia osobowości - poza grupą popełniającą samobójstwo w depresji, to odrębna całkiem sprawa. Pomijam też szantaże emocjonalne różnego rodzaju, czasem ktoś grozi osobie bliskiej samobójstwem chcąc coś na niej wymóc. Skutecznie, czy nieskutecznie wymusza, do samobójstwa w takich przypadkach raczej nie dochodzi. Zupełnie odrębną grupą są samobójstwa przemyślane, zaplanowane. Te nie są popełniane pod wpływem impulsu, nie są oznaką niedojrzałości. Wiele lat temu zaskoczyła mnie wiadomość o samobójstwie córki sąsiadów - młoda, ładna kobieta. Jak się okazało przygotowywała się do tego kroku dość długo: kończyła sprawy w pracy, odwiedzała rodzinę i znajomych. Tuż przed wykąpała się, pomalowała paznokcie i ubrała odświętnie. Myślę, że chciała w ten sposób jak najmniej problemów sprawić bliskim. Powód? Miała padaczkę, nie chciała zakładać rodziny i przekazać dzieciom choroby. Pomijam słuszność jej obaw, podjęła świadomą decyzję, w jej przekonaniu najlepszą, jaką mogła podjąć. Jej mama powiedziała wtedy, że bardzo ją boli odejście córki, ale szanuje jej wybór. Być może podobnie było z ostatnim, głośnym samobójstwem Andrzeja Leppera. Takiego dokonał wyboru w swojej sytuacji. I nie ma co się zżymać i twierdzić, że bardziej to boli jego bliskich, że sobie poradzą gorzej bez niego. Być może dokładnie skalkulował wszystkie za i przeciw, i to wyjście wydało mu się najlepszym. Ktoś inny, wiedząc, że choruje ciężko i za chwilę stanie się ciężarem dla bliskich, też może taką decyzję podjąć całkiem świadomie. Uogólnianie w tej materii nie jest dobrym rozwiązaniem. Za każdym razem jednak jest to wybór, jakiego dokonuje człowiek w odniesieniu do siebie. Ja to szanuję i nie potępiam.
Coraz trudniej jest bowiem żyć. Ktoś kiedyś powiedział, że prawdziwie żyje ten, kto żyje twórczo, nie odtwórczo. Dzisiejsze czasy produkują tych drugich, odtwórców. W mediach podaje się model życia,wyglądu, poglądów. Kult młodości, piękna, sukcesu jest wszechobecny. Odstający od takiego modelu jest skazany na swoisty ostracyzm: nie dostanie dobrej pracy, nie znajdzie partnera, nie osiągnie "sukcesu". Potrzeba dużej siły wewnętrznej, by nie poddawać się wizerunkowi propagowanemu w mediach. By nie poddawać się naciskowi publisi. By nie być konformistą. Niedawno obejrzałam w necie występ młodego chłopaka w naszym rodzimym "Mam talent". I komentarz jednego z jurorów: jesteś brzydki, ale uroczy. Trzepnęło mną. Chłopak nie był brzydki, on tylko nie miał plastikowej twarzy, jakie królują na ekranie. Podobno na drugiej półkuli (która wzorem dla nas jest), odkryto nowe zjawisko. Nazywa się ono lookizm i oznacza dyskryminację ludzi brzydkich. Kiedyś być może będzie karalne, jak rasizm, seksizm i inne -izmy.
Trudno jest żyć po którejkolwiek ze stron krzywej Gaussa. A ja zaczynam śpiewać z Villonem: bo starzy są tu na tej ziemi, jak grosz co wypadł już z obiegu... bo brzydcy są tu na tej ziemi, jak grosz co wypadł już z obiegu... bo inni są tu na tej ziemi...
piątek, 19 sierpnia 2011
Flying Shuttle
Wszystko zaczęło się w XVIII wieku w Anglii i Szkocji. Anglia spustoszona przez Great Plaque w XVII wieku zaczęła się odradzać bardzo szybko. Nastąpił boom demograficzny. Gospodarka oparta na feudalnym rolnictwie i manufakturach oraz rzemiośle nie nadążała z produkcją dóbr doczesnych. Należało szybko dostarczyć ubrania, sprzęty itp. Tak więc wynaleziono najpierw Flying Shuttle, a potem Spinning Jenny. Oba wynalazki zmodernizowały tkactwo, wciąż jednak niezbędny do obsługi maszyn był człowiek. Potem przyszedł czas na maszynę parową, statki itp. Wreszcie A.Volta zbudował pierwsze ogniwo galwaniczne, a S.Morse urządzenie do przesyłania informacji na odległość - telegraf. Potem już poszło: silniki gazowe, elektryczne, żarówki, telefon itd. Nadal jednak człowiek był niezbędny dla wytworzenia produktu, mniej lub bardziej bezpośrednio. Wciąż tkwimy w tej epoce, w epoce społeczeństwa przemysłowego. Ale jedną nogą jesteśmy już w społeczeństwie informacyjnym. Coraz więcej ludzi pracuje w usługach typu bankowość, finanse, informatyka, telekomunikacja, coraz wyższy jest poziom wykształcenia (pomijam jego jakość), pojawia się coraz więcej analfabetów funkcjonalnych (np. hikikomori), postępuje decentralizacja - wzrasta znaczenie społeczności lokalnych przy jednoczesnej globalizacji. Nośniki informacji, czyli media, stają się swoistymi guru dla populacji. Nie wiem, czy taki kierunek mi się podoba. Moim zdaniem prowadzi, jak opisał w Perfekcyjnej niedoskonałości J.Dukaj, do powstania jakiejś odmiany phoebe (posthuman being) z mózgiem tak ucyfrowionym, że przestaje myśleć samodzielnie. Przetwarza tylko informacje i dane. Boję się odpowiedzi na pytanie, kto będzie owych danych dostarczał...
Już dziś widoczna jest postępująca dehumanizacja, przestaje się liczyć człowiek - liczą się procedury i maszyny różnego rodzaju. Z jednej strony to fajnie, człowiek miałby więcej czasu na siebie, na własne zainteresowania. O ile jeszcze będzie jakieś posiadał, poza tymi wirtualnymi. Życie bowiem powoli przenosi się w świat wirtualny: wirtualnie zarządza się gospodarstwem rolnym, buduje się wirtualnie alternatywne światy, wirtualnie buduje się więzi międzyludzkie. Jestem znakomitym przykładem powyższego, albowiem swoje przemyślenia umieszczam na blogu miast uraczyć nimi grono znajomych przy kawie lub czerwonym winie.
A jak wygląda wirtualna przyjaźń? Ano tak najczęściej...
Już dziś widoczna jest postępująca dehumanizacja, przestaje się liczyć człowiek - liczą się procedury i maszyny różnego rodzaju. Z jednej strony to fajnie, człowiek miałby więcej czasu na siebie, na własne zainteresowania. O ile jeszcze będzie jakieś posiadał, poza tymi wirtualnymi. Życie bowiem powoli przenosi się w świat wirtualny: wirtualnie zarządza się gospodarstwem rolnym, buduje się wirtualnie alternatywne światy, wirtualnie buduje się więzi międzyludzkie. Jestem znakomitym przykładem powyższego, albowiem swoje przemyślenia umieszczam na blogu miast uraczyć nimi grono znajomych przy kawie lub czerwonym winie.
A jak wygląda wirtualna przyjaźń? Ano tak najczęściej...
piątek, 5 sierpnia 2011
Homo
środa, 3 sierpnia 2011
O!
Głos mój znów zbluesowiał, udałam się więc do lekarza. Znowu nowa pani doktor w mojej przychodni - lekarz Ukrainiec już nie pracuje. Pani doktor, dziewczę w wieku mojej córki zapewne, zaszczebiotała wdzięcznie na moje zachrypnięte "dzień dobry": o! angina! Nie, pani doktor - odrzekłam - raczej to, co zawsze: krtań. Znowu zaszczebiotała (słowo daję, że ona szczebiotała!): o! krtań! Czyli to, co zawsze? Antybiotyk? Pewnie tak - potwierdziłam nieco zrezygnowana. A jaki antybiotyk pani dać? Tu nieco zgłupiałam, ale podpowiedziałam, że nieźle na mnie w takich przypadkach działa Augmentin. Nie dodałam, że tylko wtedy, jeśli go biorę. No to przepiszemy Augmentin. I przepisała. Zajrzała do gardła, owszem, ale płucek już nie osłuchała. Uznała, że mój głos mówi wszystko. W pewnym momencie złapał mnie atak kaszlu, co się zdarza dość często. Znowu szczebiot: ojej! ale pani brzydko kaszle! Nie wiem, czy można kasłać ładnie, ale zmilczałam, że faktycznie, chyba brzydko, bo ludzie w tramwaju patrzyli na mnie z dezaprobatą, a nawet pewnym przestrachem. Dodała syropek, moje ulubione ACC i witaminki. I kazała poleżeć. No to sobie leżę i szczebioczę chrapliwie do kota: o! chrapiesz!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
