wtorek, 31 stycznia 2012

Tolkien

Kupiłam książkę wydaną przez syna Tolkiena :Niedokończone opowieści". Zawiera zbiór opowieści pobocznych do "Władcy Pierścieni", rozwijających koncepcję Śródziemia. Opowieści, jak opowieści... lepsze i gorsze. Nie jestem szczególną zwolenniczką tego typu literatury, ale fenomen wyobraźni Tolkiena jest dla mnie czymś niesamowitym. To życie w zupełnie innym, stworzonym przez siebie świecie. Drobiazgowo poukładanym i opisanym. Wielokrotnie zastanawiałam się nad codziennym życiem pisarzy takich, jak Tolkien - kreatywnych twórców. Nie tych piszących historie "z życia wzięte", tych tworzących inne, być może alternatywne światy. Jak funkcjonowali, czy też funkcjonują, w normalnym życiu. Jak wygląda ich dzień. Czy tkwią cały czas w swoich światach, jak mierzą się z codziennością. Jak jedzą, śpią, pracują. Oddałabym zwykłe życie za możliwość posiadania choć cząstki takiej wyobraźni, nawet jeśli miałoby mi to utrudnić egzystencję. A wtedy napisałabym historię swojego świata.

sobota, 28 stycznia 2012

Spokój

Ludzie żyją w przekonaniu, że nic już się nie wydarzy złego. Zapanował spokój niezmącony żadnym potencjalnym niebezpieczeństwem. Odleciały gołąbki niepokoju w siną dal. Można bez strachu zabiegać o codzienność, o przedmioty konieczne do lepszego samopoczucia. Konieczne by nie pojawiła się pustka. Ktoś strzelił w gardło hejnaliście. Cokolwiek to znaczy.

niedziela, 22 stycznia 2012

Współpraca - wszystkie moje dzieci


Babcia z okazji święta swego dostała kwiatuszki od wnuków i możliwość słuchania muzyki od zięciuniów. Wnuki zasiadając w babcinym fotelu bujanym domagały się bujania. Pokolenie przejściowe zjadło ciasto i rozgadało się, jak zwykle. Wyciągnęli zdjęcia i komentowali, dranie. Starsza córka doszła do wniosku, że wygląda zupełnie, jak ja w jej wieku. Rzeczywiście, nawet dla mnie to podobieństwo było zaskoczeniem. Zięciunio starszy stwierdził (na pewno ma w tym swój interes!), że z teściowej była niezła laska. Młodszy zięciunio (czegóż on może chcieć?) dodał, że dalej jest niczego sobie. W hołdzie dla laskowatości teściowej uzdatnili mój sprzęt grający, cudne chłopaki! Mogę sobie teraz usiąść w bujanym fotelu z książką i muzyki słuchać pełnymi głośnikami. Nie obyło się oczywiście bez drobnych szpilek. Otóż po uzdatnieniu sprzętu obaj zakrzyknęli: a teraz niech to mamut włączy! Nie wiem, co oni zrobili, ale żeby włączyć tuner muszę wcisnąć trzy przyciski w odpowiedniej kolejności. Mieli zabawę.
Dzieciaki oczywiście huraganowo przez moje mieszkanie przeleciały, wywlekając co się da. Długo po ich wyjściu zbierałam zabawki z różnych dziwnych miejsc. Hitem były kolorowe magnesy na lodówce i cylindryczne świece, które udawały nie wiem co w ich zabawach. Majeczka wyciągnęła metalowy pojemnik przypominający kształtem urnę (trzymam w nim różne guziczki, perełki, ozdóbki), co wywołało następujący dialog:
- Patrzcie, urna... Pewnie dla mamuta.
- Małe to jakieś, wszystkie prochy się nie zmieszczą.
- Do śmierci to ja trochę schudnę.
- E tam, jak mamut nie schudnie, to część rozsypiemy, reszta wejdzie.
I jak ich nie kochać? No jak?
Majeczka i Jasiek niezmiennie cieszą się na swój widok. Zaczynają też już "współpracować" w zabawie. Ostatnio współpraca polegała na tym, że Jasiek zdejmował magnesy z lodówki i zanosił do pokoju, a Majeczka je zabierała i odnosiła z powrotem. Wczoraj bawili się w berka! Ganiali się dokoła fotela, w postawie wyprostowanej lub na czworaka. Kiedy jedno doganiało drugie, konsternacja! Dogoniło się, ale co z tym dogonionym teraz zrobić? Wychodząc dali oboje babci buziaka, po czym zajęli się dawaniem buzi sobie wzajemnie. Aż zięciunio starszy z oburzeniem zawołał do syna: Jasiek! To twoja siostra!

sobota, 21 stycznia 2012

Pelikan


Kaprawe oczka, wór pod brodą, wiecznie rozwarty dziób, tułów pękaty, nóżki krótkie, krzywe. Ale jak lata! Cudownie szybuje, hen, majestatycznie unosi się, z niespotykanym kunsztem wykorzystuje najmniejszy ruch powietrza. Dumnie i dostojnie wzbija się na wyżyny. Kiedy leci, jest królem świata. Gdy potrzeba, potrafi śmignąć jak pocisk w dół i w ostatniej chwili z nieprawdopodobną precyzją uniknąć fal, musnąć je dziobem i znowu wzbić w niebo, tam znowu zawisnąć i trwać tak choćby i wieczność.
Jestem całkiem jak pelikan. Pomijając lotność.

piątek, 20 stycznia 2012

Humanitarne morderstwo

Przedświąteczne akcje "humanitarne zabijanie karpia" - i straszno, i śmieszno. Zgodnie ze Słownikiem Języka Polskiego PWN humanitarny oznacza mający na celu dobro człowieka, poszanowanie jego praw i godności oraz oszczędzenie mu cierpień; też: mający na celu dobro zwierząt. Skoro tak, to humanitarnie zabiję żabę. Ale czy jej to na pewno wyjdzie na dobre i oszczędzi cierpień? Żaba wrzucona do wrzątku będzie cierpieć i zapewne płakać żabimi łzami (o ile zdąży). Gdyby jednak tę żabę wrzucić do zimnej wody i stopniowo podgrzewać? Zacznie się przyzwyczajać do temperatury, przestanie zauważać dyskomfort termiczny, w końcu ugotuje się sama o tym nie wiedząc. Ba, szczęśliwa będzie, że jej ciepło. Taka tam zabawa w ciepło-zimno, ot, co.



A poza tym... fiątek.

czwartek, 19 stycznia 2012

Książki


Pokaż mi, jakie masz książki, a powiem ci, kim jesteś. Dom bez książek jest domem pustym. Dom z książkami na pokaz, jest domem na pokaz.
K.Hojnacka pisze w swoim Kodeksie Towarzyskim "Dom bez książki jest jak martwe ciało - nie promieniuje zeń dusza". I podaje cytaty z łacińskiego traktatu de Bury'ego z XIV wieku "O miłości do ksiąg": ..."Księgi radują nas, gdy śmieje się nam szczęście, pocieszają nas, gdy burzliwe grożą losy".
Nie wyobrażam sobie życia bez dobrej książki (pomijam te typu Harlequiny), nie wyobrażam sobie, jak można nie czytać niczego. Słowo pisane pobudza wyobraźnię, samodzielne myślenie. Nie podaje gotowych rozwiązań, nie narzuca, nie prostuje. No i okazuje się, że za mało przeczytałam książek, skoro nie umiem sobie wyobrazić powyższego. Za mało pobudziłam swoją wyobraźnię!
Tym, którzy uważają czytanie książek za stratę czasu zwyczajnie współczuję.

środa, 18 stycznia 2012

Rubikon

Alea iacta est. Punkt bez powrotu. Nie ma już innego wyjścia, teraz dzieje się samo. Nieuchronność zaś powoduje bierność, nic bowiem nie jest w stanie zmienić tego, co nastąpi. Żadnego więcej en garde, żadnej walki, żadnego oczekiwania. W związku z tym bardzo jest mi z tego powodu wszystko jedno.