Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czytam więc jestem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czytam więc jestem. Pokaż wszystkie posty

sobota, 29 marca 2014

Dom nad Oniego

Wieczór (i znakomitą część nocy) spędziłam nad Oniego, w wiosce Konda Bierieżnaja, wędrując z autorem w czasie, przestrzeni i słowach*. Zachwycająca podróż, taka do zachłyśnięcia. Mistrzowskie bratanie przeszłości z teraźniejszym, słowami tkanymi misternie i kolorowo, jak huculski kilim. Wyciąganie rosyjskiego królika z polskiego kapelusza, czy protiwpołożnie. Jakiej by ten królik nie był narodowości, książka warta zarwania nocy. Udowadnia znaną prawdę ubraną w słowo przez Tiutczewa: Rosiji umom nie pajmiosz. Czytałam pospiesznie i zachłannie. Za kilka dni powtórzę. Za kilka dni, by nabrać oddechu i dystansu.
Wczoraj też czytałam wywiad z Andrzejem Stasiukiem, bodajże w Wyborczej. Zbieżność poglądów i prawd niesłychana, mimo różnego przecież punktu odniesienia.
Lektura jak najbardziej celowa, za miesiąc rosyjskości dotknę własnymi oczami. Żadna co prawda Karelia, zwyczajna Moskwa, ale w końcu rosyjska. Spróbuję rosyjskiego królika wyciągnąć z własnego kapelusza. Swoją drogą, ciekawy czas mi się trafił na dotykanie Rosji.

*Mariusz Wilk Dom nad Oniego

niedziela, 22 grudnia 2013

Z okazji

Z okazji świąt pozwoliłam sobie na marzenia. Niewielkie, szyte na miarę. Pierwszym z nich jest Zielnik Syreniusza - właśnie wyszedł reprint. Jeśli nie znajdę go pod choinką, zakupię jeszcze w tym roku. Drugie marzenie jest nieco bardziej skomplikowane. Jest to mianowicie kominek, a właściwie biokominek. Na te prawdziwe Urząd Dzielnicy nie wydaje zgody, pytałam. Znalazłam całkiem niedrogi, dający się obudować tak, żeby wyglądał jak prawdziwy. I tu pojawia się niewielki problem. Sama nie dam rady z obudową. Mam już projekt, ale wykonanie częściowo muszę powierzyć jakiemuś "fachowcu". Obudowa ma być bowiem z grubych kantówek. Zdolności obgryzania drewna nie posiadam, bom nie bóbr. Zabejcować już umiem. No to szukam fachowca.
A poza tym wspomniana okazja spowodowała u mnie wenę kuchenną - pierogi z kapustą i uszka już zrobione - zamroziłam. Bigos ugotowany, kaczka czeka na pieczenie. Schab się marynuje, śledzie kulą uszy przed krojoną cebulą. Prezenty zapakowane, czekam tylko Wigilii, by ubrać choinkę i patrzeć rozmarzonym wzrokiem na ścianę, na której za jakiś czas pojawi się kominek. A wtedy usiądę przed nim z czystym sumieniem i ciekawą książką i odpłynę w swój świat. Albowiem od dłuższego już czasu wolę towarzystwo książek od towarzystwa ludzi.




A poza tym... wesołych Świąt.

niedziela, 15 września 2013

Apteczka

Dziś, po raz pierwszy od prawie pół roku, napiłam się kawy! Bezkofeinowej co prawda, ale i tak świątecznie się zrobiło jakoś. Od piątej rano szalałam przygotowując się do tego wydarzenia: zmieniłam pościel, poodkurzałam, poorganizowałam niezorganizowane. I zasiadłam z kawą przy lekturze. Czytam  Domy i dwory przy tem opisanie apteczki, kuchni, stołów, uczt, biesiad, trunków i pijatyki; łaźni i kąpieli; łóżek, pościeli, ogrodów, powozów i koni; błaznów, karłów, wszelkich zwyczajów dworskich i różnych obyczajowych szczegółów przez Łukasza Gołębiowskiego członka Towarzystwa Królewskiego Warszawskiego Przyjaciół Nauk napisane za pozwoleniem cenzury , nakładem własnym w roku 1830. Skupiłam się na apteczce.

Apteczka najdawniejszych czasów to zabytek, ugruntowany na tem, że właściciel był ojcem rodziny, domowników i kmiotków swoich, czuwał nad ich potrzebami i zdrowiem. Wszakże ta część gospodarstwa domowego była udziałem kobiet: pani, krewnych lub córek, albo poważnej ochmistrzyni. Lekarzy nie było, nie każde ich miejsce wreszcie posiadać mogło i może, a po ratunek udawano się do dworu: trzeba więc było mieć wszelkie zapasy. Nadto, znana jest gościnność Polaków i potrzeba przyjmowania tylu osób; to przybywających trafunkowo, to umyślnie, cząstkowo lub gromadnie w pewnych dniach, a zatem należało i do tego usposobić się, ażeby w chwili stanowczej nie brakowało niczego. Ztąd apteczki dwa rodzaje uważać wypada: dla zdrowia, i wygody lub przyjemności, czyli: pierwsze jako lekarstwa, drugie jako przysmaki.
Co do pierwszego: Syreniusza, Marcina z Urzędowa lub inny zielnik przed sobą mając, przewertowawszy go nie raz, umiejąc go prawie na pamięć, gdzie go nie było z przepisów, lub i z głowy bieglejsza od wiosny aż do późnej jesieni: to na alembiku pędziła wody, wódki, smażyła sadła, zbierała tłustości, robiła dryakwie, octy, suszyła kwiaty, liście, owoce, korzenie. Z królestwa zwierzęcego bywały wody i wódki: z piesków młodych, zajączków, królików, bocianów itd. w alembik włożonych i wodą lub wódką nalanych, z roślin, od wonnej konwalii zacząwszy, i róży aż do bławatków, dzięglu, ruty, piołunu, ile ich tylko znać która mogła lub wyczytać, albo zasłyszeć od kogo. Nie zapominano też wody marcowej, z śniegu stopionej, płeć piękną utrzymującej, lub chroniącej od piegów, pierwszej wody deszczowej, albo w czasie grzmotów i piorunów zebranej. Sadła i tłustości poczynając od ludzkiego (a) były psie, ze świń, gęsi, niedźwiedzi, borsuków, zajęcy, wilków i lisów. Dryakwie z wszelkich gadów: żab, węży, jaszczurek, śmielsze robiły w domu albo sprowadzano weneckie. Octy nadewszystko: malinowe, konwaliowe, fiałkowe, porzeczkowe, berberysowe itp. być musiały koniecznie, i zioła wszelkiego rodzaju: to całkowicie suszone, to części ich jakie, którem jedynie przyznawano skutek. Dziewczęta dworskie i z gromady, za nagrodą lub z rozkazu, i myśliwi dostarczali wszystkiego.
(a) tej nabywano pospolicie od katów

Kawa była równie smaczna, jak lektura. Może moje robienie zapasów to pozostałość po przodkiniach biegłych w sztuce? Sadła i tłustości jeno nie zbieram, może z powodu braku kata?


wtorek, 10 września 2013

Instrukcja

WCHODZENIE PO SCHODACH
Instrukcja
Każdy zauważył, że nierzadko podłoga załamuje się w ten sposób, że część jej ustawiona
jest pod kątem prostym do jej powierzchni, następnie zaś inna jej część równolegle do tejże
podłogi, aby umożliwić ustanowienie nowego kawałka prostopadłego, a cała rzecz powtarza
się spiralnie lub w linii łamanej do najrozmaitszych wysokości. Schyliwszy się i umieściwszy
rękę lewą na części pionowej, prawą zaś na części poziomej, człowiek staje się krótkotrwałym
posiadaczem schodka, czyli stopnia. Każdy z tych stopni, składający się, jak widać, z dwóch
elementów, znajduje się odrobinę wyżej i odrobinę dalej niż poprzedni, która to zasada nadaje
schodom sens, jako że każda inna kombinacja wytworzyłaby formy może piękniejsze i
bardziej malownicze, lecz niezdolne do przenoszenia nas z parteru na piętro.
Na schody wchodzi się przodem, bowiem tyłem i bokiem jest niebywale niewygodnie.
Naturalna pozycja jest stojąca, ręce zwieszone, głowa prosto, nie na tyle jednak, aby oczy nie
widziały wyższych stopni niż te, po których się stąpa, a oddychać trzeba powoli i rytmicznie.
Ażeby wejść na schody, trzeba zacząć od podniesienia prawej dolnej części ciała, opakowanej
prawie zawsze w skórę albo zamsz, niemalże bez reszty mieszczącej się na schodku. Kiedy
wyżej wymieniona część ciała, którą dla uproszczenia nazwiemy nogą, zostanie już
umieszczona na pierwszym stopniu, należy unieść odpowiadającą jej lewą część (również
zwaną nogą, nie mylić z uprzednio wymienioną), po czym uniósłszy ją, tak ażeby noga
spoczęła na drugim stopniu, przenieść całe ciało aż do umieszczenia nogi na następnym
stopniu, na którym znowu spocznie noga, podczas gdy na pierwszym jeszcze spoczywa noga.
(Pierwsze stopnie są zawsze najtrudniejsze, aż do chwili zdobycia nieodzownej koordynacji
ruchów. Koincydencja nazwy pomiędzy nogą a nogą utrudnia nieco instrukcję. Uwaga: nie
podnosić równocześnie nogi i nogi.)
Dotarłszy tym sposobem do drugiego stopnia, należy na zmianę powtarzać wyżej
wymienione ruchy i w ten sposób znajdziemy się na najwyższym stopniu schodów. Schodzi
się z nich bez trudności, przy pomocy lekkiego ruchu pięty, który wpiera ją w należne
miejsce, ażeby nie ruszyła się aż do chwili, kiedy skończymy schodzenie.

Opowieści o kronopiach i famach J.Cortazar

niedziela, 2 czerwca 2013

Wspomnienia

Zachowywanie wspomnień - fragment Opowieści o kronopiach i famach J.Cortazara

Natomiast kronopie, te stworzonka letnie i nieporządne, rozrzucają wspomnienia po domu pośród okrzyków wesołości, a same łażą między nimi, a kiedy się na nie natkną, głaszczą je pieszczotliwie i mówią: "Nie zniszcz mi się tylko" albo: "Uważaj na schodki". 

Jak kronopio, nieporządnie rozrzucam wspomnienia po całym domu. Tu zdjęcie osób bliskich, tam kamyk przywieziony z jakiejś podróży, a jeszcze gdzie indziej rysunki wnuków. Najwięcej jednak wspomnień zachowuję w sobie, równie nieporządnie je układając.  Kiedy wychylają swoje łebki, uśmiecham się do nich. Czasem wyłazi jakiś upiorek wspomnieniowy, wtedy zamykam oczy i uciekam przed nim myślami.

niedziela, 12 maja 2013

Mój ci on jest

Uciekałam od literatury iberoamerykańskiej z założenia. Odkąd pamiętam buntowałam się przeciwko modom, trendom i must-have, więc nie czytałam i już. Sto lat samotności Marqueza jest jedną z moich ulubionych książek, ale to by było na tyle. Do wczoraj. Urzekły mnie, zachwyciły, wzięły w jasyr Opowieści o kronopiach i famach Cortazara. Są takie moje, najmojsze. Przewrotny, absurdalny humor i zaskakujące puenty. Codzienność podlana wyśmienitym sosem bzdurstwa. Mój ci on jest! Cortazar znaczy.
Fragment Prac biurowych
..."Nie ma na przykład dnia, żeby nie pucowała słów, czyści je, omiata, układa na odpowiednich półkach, przygotowuje i stroi do codziennych funkcji. Jeżeli zjawia mi się na ustach jakiś zbędny przymiotnik - te bowiem rodzą się poza zasięgiem działania mojej sekretarki, że się tak wyrażę: we mnie samym - już z ołówkiem w ręku chwyta go, zabija, nie dając czasu, by przystosować go do reszty zdania i dać mu przeżyć choćby przez przeoczenie lub przyzwyczajenie"...

sobota, 4 maja 2013

Listy miłosne

Trafiła mi się perełka. Jest to Przewodnik do pisania listów miłosnych Józefa Chociszewskiego z 1900 roku. Dzieło doczekało się co najmniej pięciu wydań, co świadczy o jego popularności. Zawiera ów Przewodnik oprócz wzorów listów miłosnych również Wieszczbiarkę, grę pytań i odpowiedzi, rozmowę kwiatami i znaczkami pocztowymi, a także Abecadło miłości. Rzecz ucieszna po kokardy. Z uśmiechem czytam, z uśmiechem myślę o ówczesnych czasach i zasadach rządzących konkurami, epuzerami, wyfiokowanymi damami i kanapowymi ciotkami pilnującymi moralności. Popularność owego dzieła była tak duża, że (jak pisze autor) ..."Kilku niesumiennych ludzi przedrukowało moje dziełko dosłownie lub z zmianami (w Warszawie, w Cieszynie, w Chicago, w Bydgoszczy itd) przez co byłem skrzywdzony". Nie chcąc krzywdzić autora jeszcze bardziej zacytuję tylko jeden list i możliwe na niego odpowiedzi, li tylko ku uciesze ducha czytających, dodając radę autora, aby w zbożnych celach z jego dzieła korzystać. ..."Pamiętajcie jednakże, iż miłość powinna być czysta i święta, a tylko taka jest dozwolona, która się zakończy ślubem małżeńskim".


List rzemieślnika np. szewca lub krawca
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Kochana Panno Katarzyno!
 Będąc kilka lat na wędrówce, zwiedziłem spory kawał świata i widziałem wiele dziewcząt, ale niech w kąt wszystkie idą przed Panną Katarzyną, która pięknością i cichemi cnotami przewyższa wszystkie panny całego świata. O droga, od serca mego wybrana dziewico, pokochałem Cię mocno, szczerze i serdecznie. Twoja pobożność, pracowitość, oszczędność i skromność są nieocenionymi skarbami.
Założyłem niedawno warsztat na własną rękę i dzięki Bogu! jak na początek nieźle mi się powodzi. Mam dość roboty, ale co dzień się przekonuję, że nie dam sobie rady bez dobrej gospodyni. Otóż proszę Cię, kochana Panno Katarzyno, abyś mi podała rękę i aby kapłan na stopniach ołtarza pobłogosławił nasz związek. Będziesz miała ze mnie dobrego męża, bo staram się żyć religijnie, mam szczerą chęć do pracy, a wódki unikam jak ognia. Twój przykład tem więcej do wytrwałości w dobrem zachęcać mnie będzie.
Jeżeli Cię, droga Kasiu, za żonę dostanę, to już nic więcej pragnąć nie będę, bo reszta sama się znajdzie. Wyjawiłem Ci szczerze i otwarcie moje życzenia, proszę Cię, bądź również otwartą i powiedz bez ogródki: czy mnie kochasz i czy chcesz być moją żoną?
Szczerze Cię szanujący i miłujący
Kasper Pociąglewicz
majster kunsztu szewskiego
Szubin, 25 Kwietnia 1887


Im wyższa pozycja społeczna biorących udział w miłosnej grze, tym bardziej zawile należało pisać. Na pisanie bezpośrednio do wybraki mógł sobie pozwolić rzemieślnik, chłop, służący, ale już nie kupiec, nie wspominając o wyższych sferach. W sferach wyższych pisano do ojców, braci, opiekunów, uprzedzając ewentualnie (choć niekoniecznie) wybrankę o zamiarze. Odpowiedzi podlegały tym samym zasadom.

Odpowiedź na list rzemieślnika
Szanowny panie!
Jestem Panu bardzo wdzięczna za łaskawe pismo, a gdy Pan otwarcie wynurzasz mi swoją miłość, to i ja bez ogródki wyznam, że Pana Andrzeja wysoko cenię i serdeczne mam dla niego uczucie. Poradziłam się w tej sprawie kochanej matki, która bardzo chętnie na nasz związek zezwala, gdyż zna Pana, jako rzetelnego, pracowitego i religijnego człowieka. Przystaję zatem na Pańską propozycyę i, jeżeli taka jest wola Boża, zostanę Pańską małżonką. Będzie mojem usilnem staraniem, aby czynnie Panu w rzemiośle i w gospodarstwie domowem dopomagać. Nie bój się Pan, abym miała wydawać pieniądze na stroje lub do pracy się leniła, wszak i ja jestem córką rzemieślnika. Wiem też, co bieda, zatem będę umiała cenić kawałek chleba.
Niech Pan będzie łaskaw nas odwiedzić, jak najprędzej, a wtedy dopowiemy sobie resztę ustnie. Zostaję z winnym szacunkiem i szczerą przyjaźnią
Apolonia B.
Tuchola, 29 Marca 1887

Odmowna odpowiedź
Łaskawy Panie!
Umiem cenić zaszczytny dla mnie wybór i jestem za to Panu bardzo zobowiązana, żałuję jednak mocno, że nie mogę Pańskiego życzenia spełnić. Przyrzekłam sobie nigdy nie iść za mąż, za czem przemawiają ważne powody. Mam starą, schorzałą matkę, którą kocham nad życie, a której jestem jedyną pomocą i pociechą. Także mała siostrzyczka i braciszek li na moją opiekę są wskazani. Gdybym poszła za mąż, nie mogłabym, jak dotąd, wypełniać mych obowiązków względem matki i rodzeństwa, gdyż mąż byłby pierwszym, wszakże niedawno ksiądz powiedział na kazaniu, że wszelka niewiasta opuści ojca i matkę, a idzie za mężem. Nie miałabym i chwili spokojnej, gdybym wiedziała, że dobra moja matka cierpi niedostatek i niewygodę.
Dla tej głównej przyczyny nie mogę Panu żadną miarą mej ręki oddać. Przyjm Pan wyraz szacunku od
uniżonej Kazimiry P.
Chodzież, 1 listopada 1886

Jak powyższe nie zadziałało, pisało się ostrzej...

Odpowiedź na list natarczywego kochanka

Nadzwyczaj żałuję, że Pan tak wielce się trudzisz, gdyż dotąd nie odczuwam w Pańskiej obecności najmniejszej przyjemności. Otwarcie nawet Panu wyznam, że jesteś Pan dla mnie całkiem obojętnym. Od pewnego czasu jest mi nawet Pańska znajomość wstrętną. Czy mam gust dobry, lub nie, osądź Pan, jak uważasz, dość, że tylko politowanie we mnie Pan wzbudzasz.
Zatem zrób mi Pan tę łaskę i zechciej zrozumieć moje wyrazy i nie nasyłaj listami, które niesłychanie mnie nudzą. Z powyższych słów możesz Pan wywnioskować, iż jestem otwartą.
Klara B.
Rogoźno, 7 Lipca 1886

Polecam lekturę zainteresowanym oczekując na dostawę nowych książek (kronopie będą!).

Z odpowiednimi wyrazami
 Phi
Warszawa, 4 Maja 2013

czwartek, 4 kwietnia 2013

Ku pokrzepieniu

Straszne narzędzie do flagellacji
Chcąc rozweselić i pokrzepić zbolałą duszę mą, nabyłam dwa reprinty francuskich dziełek z XVIII w. - Sztuka pierdzenia Pierre'a Thomas'a Nicolas'a Hurtaut i Zewnętrzny afrodyzjak, dzieło anonimowe. Pierwszego reprintu jeszcze nie tknęłam, spodziewając się bowiem lektury smakowicie absurdalnej zostawiam ją na gorsze czasy. Tknęłam natomiast Zewnętrzny afrodyzjak. I okazało się, że jestem (nieświadomą do tego momentu) posiadaczką narzędzia do flagellacji.Narzędzie kupiłam na jakimś targu staroci dla żartu i niskiej ceny, nie podejrzewając, jaką mroczną historię może kryć. Wydawało mi się owo narzędzie zwykłą dyscypliną używaną przez srogich rodziców jako argument nie do odparcia. A tu proszę! Dowiedziałam się o flagellacji to i owo. Stosowana w dużych ilościach w klasztorach, zarówno męskich, jak i żeńskich, była substytutem (lub początkiem) zaspakajania chuci miłosnych, jak pisze autor "wenerycznych". Albowiem osiągnięta poprzez biczowanie pleców gorącość lędźwi zstępuje ku partiom wenerycznym i powoduje, w zależności od płci, sztywnienie lub wilgotnienie. Kary cielesne przy użyciu dyscypliny w szkołach i domach miały wzbudzać niepotrzebnie w dzieciach ową gorącość i sprowadzać je na złą drogę. Wspomina autor również o karach wymierzanych przez gorliwych spowiedników grzeszniczkom. Z tym większą zajadłością wymierzanych, im ponętniejszym tyłeczkiem się grzeszniczka odznaczała. Ilość i jakość grzechów nie miała tu znaczenia. Pouczająca lektura, toteż zrobiło mi się nieco weselej na duszy.

sobota, 19 stycznia 2013

Trzeci koniec kija

Całe swoje, dość długie już życie, przeżyłam w przeświadczeniu, że kij ma dwa końce. Otóż guzik prawda, okazało się, że istnieje i trzeci koniec kija. A jak się oberwie tym trzecim, boli bardziej, niż tymi dwoma, które kij ma w standardowym wyposażeniu. Mam za sobą kolejną noc z liczonymi na palcach jednej ręki godzinami snu. I nie wiem, czy jestem bardziej zmęczona, czy bardziej otępiała z nadmiaru wrażeń.
Czytam Umberto Eco "Tajemniczy płomień królowej Loany".
..."Tak. Żeby skoczyć, musisz rzucić się do przodu, ale żeby to zrobić, musisz wziąć rozbieg, a więc cofnąć się. Jeśli się nie cofniesz, nie pójdziesz do przodu. No właśnie, mam wrażenie, że aby powiedzieć, co zrobię później, powinienem wiedzieć dużo o tym, co robiłem dawniej. Przygotowujemy się do zrobienia czegoś, żeby zmienić to, co było przedtem. (...) Ludzie żyją w trzech chwilach: oczekiwania, uwagi i pamięci. Żadna z nich nie może się obyć bez pozostałych. Nie udaje ci się dążyć do przyszłości, ponieważ straciłeś swoją przeszłość."...

Chciałabym, żeby przeszłość wybiórczo zniknęła. O wiele lepiej bym się czuła sama ze sobą.

wtorek, 1 stycznia 2013

Ja się Boya nie bojem...

Słówka

Gdy coś mnie nadto wzruszy
Lub serce mi podrażni,
Chowam się aż po uszy
Do swojej wyobraźni.

Tam, o każdziutkiej porze,
Schronienie mam zaciszne,
Gdzie myśl wyprawiać może
Przeróżne rzeczy śmiszne.

Miast czerpać próżną chwałę
W tym, że jak z książki gada,
W głupiutkie słówka małę
Calutka się rozpada.

Te słówka mi uciechy
Sprawiają nieraz mnóstwo,
Lubię ich puste śmiechy
I ducha ich ubóstwo.

Jak błazenkowie mali
Słówko się z słówkiem cacka,
To jęzor mu wywali,
To szczypnie je znienacka.

Jedno przez drugie hasa
Wydając kwik wesoły,
Niby dzieciaków masa,
Gdy wyrwie się ze szkoły.

Jednemu w tej pogoni
Pąsem nabiegną lice,
Gdy żywszy ruch odsłoni
Młodziutkich płci różnice.

Inne, troszeczkę z boku,
Przystanie gdzieś nieśmiele
I stoi, z mgiełką w oku,
Jak zadumane cielę;

Te dwa, w pustocie nowej,
Objęły się przyjemnie
I same w rym gotowy
Splatają się beze mnie;

Ja patrzę na niewinne 
Figielki miłych dziatek
I wolę niźli inne
Ten mały, własny światek...

/T.Żeleński/

Nic dodać, nic ująć. Jestem takie właśnie zadumane cielę. Przystanęłam sobie nieśmiele i mgli mnie w oczach. No.

sobota, 29 grudnia 2012

Fachowiec, jak z koziego ogona waltornia

Powoli do siebie dochodzę po kolejnej wizycie fachowca od półek, bardzo powoli. Przypomniałam sobie już całkiem, dlaczego wszystkie te prace wołałam robić może mniej fachowo, ale samodzielnie. Wczoraj fachowiec zaledwie przyciął deski i wywiercił kilka otworów w listwach podtrzymujących. Docięcie desek nie było łatwe, mam w kuchni kąt rozwarty, ale w końcu uprzedzałam i zamiast o trzeciej mógł przyjechać wcześniej. Prace przy półkach trwają w związku z tym i dzisiaj, tym razem od pierwszej. W trakcie okazało się, że fachowiec nie wziął ze sobą kołków rozporowych o potrzebnej wielkości. I jakem była do tego momentu spokojna znosząc wzdychania, cmokania i marudzenia fachowca, tak mi w gardle zagrało tym razem i krew przodków się we mnie zagotowała! Fachowiec został pogoniony do czynnego marketu budowlanego po kołki i z naciskiem pewnym zapowiedziałam, że guzik dostanie, a nie pieniądze, jeśli tego dziś nie skończy. Nie zniosę kolejnego dnia bałaganu, wiercenia, wzdychania i cmokania, nie zniosę i już.
W przerwach między wierceniem czytam kolejną książkę S.Kopera, tym razem ""Wpływowe kobiety Drugiej Rzeczypospolitej".

czwartek, 27 grudnia 2012

Poświątecznie

Jutro zostanie zrobiona ostatnia brakująca półka w kuchni! Zostanie zrobiona, bo tym razem w ramach oszczędzania moich barków zrobi to fachowiec. Szał zakupowy mnie dziś ogarnął całkiem, liczyłam bowiem na poświąteczne lenistwo innych kupujących. Się przeliczyłam, tłumy były, jak zwykle, a może nawet większe. Cały dzień w związku z tym jeździłam i kupowałam, co trzeba: deski na półkę, materiał na zasłony, dywanik do łazienki, nowe świece zapachowe i inne drobiazgi. Nie kupiłam tylko nowego pokrowca na kanapę, te w IKEI są niewłaściwego koloru. Chyba sobie sama utkam, albo co. Znalazłam też antypoślizgową matę, już ją zainstalowałam pod modlitewnym dywanikiem w sypialni. Gangrena ze zdziwienia, że już nie może na dywaniku jeździć, aż przysiadła na ogonie i miauknęła rozczarowana. 
Jutro też zapowiedział się fachowiec od pieca, bo drań znów wysiadł. Na szczęście kaloryfery jako tako grzeją, a i temperatura na zewnątrz znośna. Nie mam tylko ciepłej wody, co można wytrzymać, a nawet da się organizm hartować.  
A teraz, przy palących się świecach o zapachu drzewa sandałowego i przy nowej żarówce czytam "Polskie piekiełko" S.Kopera.

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Różowa żyrafa z asem karo w pysku

Wreszcie jest! Żyrafa była narysowana na szafce kuchennej już kilka lat temu, brakowało jej jednak istotnego elementu: asa karo. Ze względu na wielkość żyrafy jedynym możliwym było użycie karty z talii tzw. pasjansowej. Pamiętałam takie karty z dzieciństwa, ale nie mogłam na nie nigdzie trafić. Dziś szperając w książkach w sklepie Sue Ryder znalazłam je przypadkiem. Kosztowały grosze, ale zapłaciłabym za nie o wiele więcej, gdyby była potrzeba. Od dziś bowiem moja żyrafa jest kompletna!

Ona jest różowa! Na zdjęciu wyszła jakoś pomarańczowo, nie wiem czemu, ale słowo daję, jest różowa!






 
Skąd się wzięła? Oto fragment książki Stefanii Grodzieńskiej Urodził go "Niebieski Ptak" o Fryderyku Jarosy.
..."W "Cyruliku" kiedyś miał wielkie powodzenie taki skecz: do sklepu z materiałami wchodzi klientka.
- Poproszę o materiał w zieloną kratę na fioletowym tle.
Sprzedawca natychmiast ściąga odpowiednią belę z półki i rozwija na ladzie.
- Proszę bardzo.
_ Nie. Wolę w niebieskie róże.
_ Albo w zielone ptaszki.
- Uprzejmie proszę.
Kapryśnica wymyśla najdziwniejsze wzory, sprzedawca rozwija odpowiedni materiał. Wreszcie klientka syczy:
- W różowe żyrafy z asem karo w pysku!
- Proszę bardzo, szanowna pani - na ladzie zjawia się materiał w różowe żyrafy z asem karo w pysku"...

Od czasu przeczytania tej książki Grodzieńskiej, różowa żyrafa z asem karo w pysku jest dla mnie symbolem czegoś, co wydaje się niemożliwe, a jednak..W tym roku na Mazurach znalazłam czterolistną koniczynkę, teraz znalazłam brakującego asa karo. I może być już tylko dobrze.

A podczas szperania w książkach u Sue Ryder, wyszperałam Z.Baumana i M.Twaina. Tylko dwie pozycje, bo wyskoczyłam na chwilę z pracy. Jutro tam wrócę.

wtorek, 4 grudnia 2012

Zapomniane

Amoretka, jest to część mięsa znajdująca się w środku części grzbietowej idąca od mózgu aż do ogona
Auszpik, galareta stężała, która się robi z czystego, klarownego, mocno wygotowanego, a potem wystudzonego mięsnego soku
Bauszpek, czyli kaizerflaisz jest gatunek mięsa z pod brzusia wieprzowego
Blanc manger, mleczko migdałowe, karukiem rybim zaprawne
Braise (czytaj brez), jest rosół osobliwszym sposoben sporządzony z zieleniny, tłustości i słoniny, z któremi się gotuje drób, albo inne mięso krajane
 Frykando, pośladek cielęcy krajany w kawałki, ale wprzódy naszpikowany, a potem glazowany
Frydata, znana także pod nazwiskiem jajecznika i naleśników
Galareta, sok wygotowany z mięsa i muszkułów zwierzęcych, szczególniej z nóg i uszu, który wystudzony tężeje
Garnirować, zdobić potrawę różnemi ziemiopłodami
Gąszcz, pokjrajawszy dwa funty żytniego chleba samego miękisza, trzy marchwi, 10 winnych jabłek, dodawszy do tego trochę cynamonu, nieco goździków, włóż do rądelka i nalej wodą; skoro się ugotuje, przetrzyj przez gęste sitko, a będziesz miał gąszcz
Hospot, mieszanina z jarzyny rozmaitej
Jus (czytaj ziu), rosół rumiany tęgi, znajdujący się między zupami
Mleczko, gatunek mięsa znajdujący się pod gardłem
Mostek, inaczej nazywa się grudzizna cielęca
Pularda, kapłon albo młody drób tłusty, skastrowany
Redukcya, gatunek zupy służącej do wzmocnienia potraw
Resteron, sporządza się jako konsome, tylko dodaje się kuropatwy, bekasy, pulardy i cielęcina
Szlafrok, pieczywo, którem drób i owoce jakby szlafrokiem się osłania
Sztufada, drób albo inne mięso wybite, osolone, przesypane mąką albo okruszynami z bułki i zagotowane bulionem jus
Tresować jarzynę, jest to wyrzynać ją w rozmaite figury

Blange (czytaj blanż)
Rozkłóciwszy świeży smalec, słoninę w kostki krajaną i kawałek masła z mąką i białym rosołem, i wlawszy w to półkwarty wina białego, sok z cytryny, pół cebuli hiszpańskiej i nieco soli, zagotuj kilka razy. Blange służy do udzielania potrawom miękkości i białości; w tym celu kładą się weń potrawy i razem gotują.

Wyjątki z mojego nowego nabytku: Książki kucharskiej dla użytku w domach miejskich i pańskich, we Lwowie nakładem Franciszka Pillera, 1835. We wstępie autor szczegółowo uzasadnia cel powstania dzieła:
Od lat czterdziestu zjawiły się u nas straszne, a ojcom naszym nieznane choroby, jako to: spazmy, kurcz żołądka, konsumpcya, choroba angielska, suchoty gardlane, suchoty galopujące, i wiele innych. Tych srogich plag, na które i nasze dzieci niewątpliwie więcej jeszcze jak my wystawione, dwie tylko mogą być przyczyny; zepsucie obyczajów, i używanie niezdrowych, lubo na pozór smacznych pokarmów i napojów. - Uchylenie drugiej z tych przyczyn, jest przedmiotem niniejszego dzieła, będącego owocem wieloletnich doświadczeń.

Choroba angielska - krzywica dziecięca

sobota, 24 listopada 2012

Bujna imaginacya

Wyjątki z książki Michała Wiszniewskiego Charaktery rozumów ludzkich, książki wydanej w 1837 roku czcionkami Stanisława Gieszkowskiego. Czytane przeze mnie ku uciesze i przestrodze.


"Tępe i słabe objęcie, rozum niedołężny, gnuśny, i innemi władzami umysłu kierować niezdolny, wielka nieudolność w rozumowaniu, wrodzona odraza do ogólnego myślenia, i w ogólności zwichnięty ze stawów porządek naturalny między władzami umysłu, przy zdrowych zmysłach, wielkiej ciekawości, dobrej pamięci, a niekiedy bujnej imaginacyi, jest główną cechą głupców, i przyczyną głupstwa. Sama nieudolność innych, prócz objęcia i rozumu, władz umysłowych n.p. pamięci, imaginacyi, bywa przyczyną niedojrzałości wyobrażeń, pomyłek w rozumowaniu i mierności, lecz nie sprawuje głupoty; a lubo wiele się do zgłupienia przyczynić może, wszelako głupiemu wielka pamięć, bujna imaginacya, tak mało się przyda, jak wołom rozum ludzki.
W głupiej głowie wyobrażenie przyczyny, to oko rozumu, jest mgłą przysłonięte i jakby uśpione; ztąd chęć dociekania przyczyn, wrodzona i główna rozumnych skłonność, nie porusza ich rozumu. Są wreszcie pewne usterki w myśleniu, pewne pomyłki, które się tylko w głupstwie wylęgać zwykły. Głupcy przyczyny od skutku odróżnić nie mogą, a nigdy powodów od przyczyn; rzeczy obok albo blisko leżące biorą za przyczynę; za dowód na to, czego dowieść należało, wnioski zaś z jakiej prawdy, za jej dowód kładą. Nawet w potocznej mowie kółka w dowodzeniu się kręcą. Rozumowanie jest granicą ich zdolności. Ani różnic, ani podobieństwa w rzeczach dopatrzyć nie umieją. Znaki wyobrażeń, czyli wyrazy, odpowiadające im wyobrażenia i rzeczy, w ich umyśle umocowanego nie mają związku. Z tego największe u nich rodzą się niedorzeczności; tak, iż częstokroć chwalą rzecz, której wyobrażenie i nazwisko świeżo potępiali, a i nawzajem. W rozmowie ich przebijają się myśli przejęte od drugich, urywki rozumowań spamiętanych, a to wszystko zmącone jest w ich głowie, i w nierozdzierzgniony zwikłane kłębek. Ztąd niczego rozumem wyprawić się nie mogą, nie umieją rozróżnić wiedzy od wierzenia, a mniemając że wszystko wiedzą, wszystkiemu z łatwością wierzą; stąd u nich przekonanie mocne, trudne do zachwiania, lecz tylko na ślepej łatwowierności oparte; ztąd największą niedorzeczność nie trudno w nich wmówić, a przecież na na prostą drogę rzadko naprowadzić się dają."

czwartek, 8 listopada 2012

Jezdem szarmowana

Kilka, co celniejszych porad pani Karoliny Nakwaskiej, de domo Potockiej z "Dwór wiejski" (oczywiście oryginalna pisownia zachowana).

Błędy w mowie. Osoby na wsi zamieszkałe nie zawsze mają czas i spsobność uczenia się pilnie gramatyki, a że jednak brzydką jest wadą kaleczyć język rodzinny, spisałam dla ich wiadomości niektóre błędy mowy najpowszechniejsze, aby się ich strzedz mogły. Nie sądzę bowiem, aby dla tego, że się jest gospodynią, już się miało z wszelkiej wyzuwać oświaty i w grubej pogrążać niewiadomości! W spisie błędnych tych wyrażeń nie umieściłam litewskich i prusko wschodnich czyli kaszubskich, bo by mię to zbyt daleko zaprowadziło.

Spis różnych wyrazów kaleczących mowę.

Bardzo dość zamiast bardzo wiele. Także sposób mówienia w Wielkiej Polsce. Tych prowincyonalnych wyrażeń chronić się winny osoby dobrze wychowane.

Nie pisz i nie mów:
- Czypek ale Czepek
- Cybula ale Cebula
- Czostek, czosnyk ale Czosnek
- Chojny ale hojny
- Cieńciejszy ale cieńszy
- Ciułać, wyraz ulubiony gospodyń mazowieckich, zamiast właściwego zbierać

Działać. Niektóre osoby chcąc wytwornych używać wyrazów, niewłaściwie przystosowują to słowo do robót ręcznych. Nie możnaby np. mówić działałam pończochę, bo działać stosuje się do rzeczy umysłowych, a robić do tych, które się rękami wykonywa.

Ekonomiczny mów oszczędny

Nie mów faworytalny zamiast ulubiony

Hafty a nie chafty. Jest to brzydko takie błędy pisowni we własnym robić języku.

Jezdem szarmowana, podwójny błąd: trzeba mówić i pisać: jestem zachwycona.

Kobiety chodzili. Aż okropnie słyszeć błąd podobny i takie mięszanie rodzajów! Trzeba mówić nie tylko kobiety chodziły ale i dzieci chodziły i krowy chodziły i psy chodziły. Bo jeden tylko mężczyzna bierze rodzaj męzki, albo rzeczowniki kończące się na y i na i, np. Wilcy chodzili. Ale to bywa tylko czasem używane w poezji.

Kiepsko. Nikt dobrze wychowany tego słowa nie używa.

Łyska się zamiast błyska, mówią ci, co nie wiedzą, że błyskać pochodzi od błyskawicy

Pantalony mów po polsku spodnie.

Prezent mów po polsku podarunek

Parasol mów po polsku deszczochron

Wyżeniać gadzinę wyraz gminny krakowski, zamiast wypędzać drób; dla osobliwości tylko go przytaczam.

I przepis na ocet czterech złodziei

Muszkatołowej gałki łut 1
Kwiatu z ruty 1
Mienty 1
Rozmarynu 1
Piołunu 1
Kwiatu z lawendy 1
Cynamonu 2 drachmy
Gwożdzików 2 drachmy
Kalmusu 2, dito
Czosnku świeżego 4 łuty
Octu dobrego czerwonego 2 garnce
Wlej ocet w gąsior, wsyp w niego czosnek na kawałki pokrajany i suche (....) posiekane także cynamon i gwoździki. Zamieszaj mocno gąsiorem zakręciwszy i przez trzy miesiące trzymaj w miejscu suchem; potem przecedź i dodaj kamfory w spirytusie rozpuszczonej łut jeden. Ponalewaj we flaszki - zatkaj dobrze.

Nie doczytałam jeszcze, na co ten specyfik miałby działać. Ale i tak jezdem szarmowana. No.

niedziela, 4 listopada 2012

Jak być damą i nie zwariować

..."Chęć podobania się jest zupełnie niewiną a nawet potrzebą kobiecie zamężnej. - Każda bowiem niewiasta pilnie czuwać powinna nad ozdobą swej powierzchowności; aby tem samem stała się miłą w oczach małżonka, uprzyjemniła mu troski, i była osłodą smutnych lub tęschnych niekiedy chwil życia jego. - Prawda, że wszelkie zabiegi w tej mierze podjęte byłyby naganne, gdyby dla wdzięków ciała zapominała o świętych powinnościach Matki i Pani domu, gdyby mówię zaniedbywała to ukształcenie umysłowe i talenta z pracą nabyte, które tak miłą tak ujmującą czynią każdą niewiastę, i podwajają jej ponęty. Osoba czynna rządna, nieubiegająca się zbytnie za uciechami świata, łatwo pogodzić potrafi dbałość o wdzięki powierzchowne z obowiązkami płci swojej i przymiotami duszy"...

Powyższy fragment pochodzi z Przewodnika dla dam z 1842 roku. Cudny tekst, jakże zresztą aktualny. Zawiera, jak zwykle poradniki z tamtych lat, rady dotyczące higieny, ubioru itp. 

O przyzwoitości ubioru i kolorów
Wiek, wzrost wyraz twarzy, kolorów włosów: czynią różnicę między kobietami, dla tego niepodobna jest aby się wszystkie jednakowo ubierały, jeżeli widzimy mało gustownie ubranych, pochodzi to z tej przyczyny: że często nieuważając na wiek swój podeszły wzrost i kolor włosów, przywdziewają nie stosowne ubiory, pod względem form sukien kapeluszy; innych ozdob jakie moda upowszechnia. Moda jest władczynią trzeba jej niekiedy ulegać, ale rozum i gust mogą ograniczać i łagodzić jej wyrocznię.
Osoba w pewnym wieku nie powinna chodzić zgołą głową, ani ubierać w kwiaty, nosić szalików, tak zwanych (echarpe), chustek w kształcie pelerynek, ani tego wszystkiego co nie osłania figury, chociażby ta najpiękniejszą była. Dla uniknienia gorąca trzeba nosić wielkie szale bareżowe, tulowe lub blondynowe. A że wszystko przystoi młodemu wiekowi przeto nie będziemy niczego wyszczególniać. Jeżeli wyraz twarzy jest wspaniały posępny, surowy, nosić wypada loki berety ozdobione piórami, kolczyki do takowej twarzy używają się długie i świecące; czoło wypada odkryć ile możności, włożyć ozdoby stalowe, złote czy srebrne, między loki stosownie do mody, ugarnirować wokół szyi jeżeli ta jest długa. Jeżeli postać odpowiada twarzy, jeżeli jest wzniosła imponująca, długie suknie jej przystoją z szerokiemi garnirowaniami, wielkie szale które układają się na ramionach i salopy szerokie.
Postaci szczupłej delikatnej której rysy odznaczają się miłą przyiemnością, a talija zręcznością, suknie krótsze przezroczyste lekkie, z garnirowaniami wązkiemi, szaliki, chusteczki pelerynkowe małe, kołnierzyki wykładane są najwłaściwsze; szale do podobnej talij powinny przechodzić dwóch łokci, kapelusze należy ozdobić kwiatami jako i głowy, a to w guście delikatnym, gdyby to nawet sprzeciwiało się modzie. Delikatność twarzy najlepiej się wyda przy gierlandach złożonych z pączków od róż, konwalii; inne kwiaty jako to; astry lilie mak są niewłaściwe"...

Mam wrażenie, że te kolekcjonowane przeze mnie poradniki z różnych epok spełniały rolę, jaką dziś pełnią pisemka typu "Chwila dla debila" lub też program o perfekcyjnej pani domu. Będąc wczoraj u dzieci miałam okazję ten program obejrzeć. Kreowanie wizerunku kobiety w szpilkach i nienagannym stroju oraz makijażu szorującej np piekarnik wydaje mi się śmieszny po kokardy. Ale cóż... Komuś to potrzebne i ktoś to ogląda. Podsumowując lekturę i obejrzany program: w pewnym wieku jestem, więc drapuję na sobie koc, miast burki, by zbytnio kształtów nie odsłaniać, zakładam szpilki, maluję barwy wojenne na twarzy i ruszam do walki z brudem w piekarniku. A potem zrobię sobie test białej rękawiczki na mózgu - ani śladu używania nie będzie, mam nadzieję. A już całkiem potem usiądę sobie i poczytam rzymską książkę kucharską: O sztuce kulinarnej ksiąg dziesięć Apicjusza. No.

poniedziałek, 22 października 2012

Koń jaki jest...

Po długich poszukiwaniach zdobyłam Nowe Ateny Chmielowskiego - uważane za pierwszą polską encyklopedię powszechną (1745-46). Nie powiem, w jaki sposób zdobyłam, bo nie był to najlegalniejszy sposób. Trudno, teraz mogę mieć tylko wyrzut sumienia. Czytałam w autobusie z zapartym tchem o remediach świętych przeciwko czarom i czartom, między innymi: ..."Scillę, alias cebulę Dioscorides medyk przeciw czarom we drzwiach radzi zawiesić, a Pliniusz radzi skórę z głowy albo pysek wilczy nade drzwiami lokować dla prezerwatywy od czarów"... O wynalazkach czytam: ..."Włóczkowej i wyszywanej roboty Wynaleźce Frygowie, stąd się mówi: opere phrygio co szytego. Na pieszczałce grania sposób wynalazł niejaki Pan, bożek pastuchów"... I tak dalej, i tak dalej. Cudne to jest i już.
A opisy zwierząt? To właśnie z Chmielowskiego wzięło się używane do dziś :Koń jaki jest każdy widzi". Oto Koza: ..." śmierdzący rodzaj zwierząt, w Piśmie Świętym znaczą grzesznych i potępionych, mających stać na dniu ostatnim na lewicy. Według naturalistów uszyma i nosem oddychają, w nocy widzą jak koty, sowy, puhacze, nietoperze. Wątrobę kozią jedząc, wzrok ludzki naprawuje się, owszem oddala się ślepota"...
I coś specjalnie dla znajomego asinusa: ..."Osieł pijąc, głęboko pyska nie zanurza w wodę, by sobie wielkich nie zamaczał uszu, według Kardana. Jest lenistwa i gnuśności oraz stupiditatis Symbolum. Przecież Kairskie są z większą od naszych Europejskich pojętnością, kiedy jeden był Słuchaczem i Dyscypułem Ammoniusza Filozofa, według Wolaterrana i Swidasa. W Indyi Osły są o jednym rogu, jako też w Scytii, które rogi tę własność mają do siebie, że wodę z rzeki Styx nazwanej, wszelakie naczynia, nawet żelazne, penetrującą wstrzymują. Pisze Aldrovandus libro I de Quadrupedibus że Niemiec jeden wodził osła z kozą po wsiach tańcującego, który nawet i na kolana swe przypadał; z czego się pokazuje, iż jest animal docile osieł, a przy tym ma w sobie frantostwo; gdyż pisze Cardanus, iż osieł w Afryce unikając pracy ciężkiej, chorym wlot, zdechłym się czynił; inny, gdy pannę wieść trzeba było, stawił się ochoczym, gdy starą babę, bardzo leniwym, a co większa chromym na nogi; w tym dobry, że w jedzeniu nie przebiera, liściem, plewą, łupinami z owoców, bodakami będąc kontent"...
 Czyż to nie jest piękne?

środa, 17 października 2012

Z konieczności

Z konieczności leżę w łóżku, mam więc dużo czasu na czytanie i za mało nowych książek. Wracam do czytanych kiedyś sprawdzając, jak się zmienia mój ich odbiór. Wzięło mnie na Thackeray'a. Pierścień i różę czytam z zachwytem. Z innymi przemyśleniami, niż przed laty. Cudna baśń - nie baśń. Obejrzałam też Targowisko próżności, bo okazało się, że książki nie mam na półce (pewnie zaginęła w czasie ktorejś z przeprowadzek). Nadrobię braki książkowe niebawem. Wracając do Thackeray'a... Magiczne przedmioty w Pierścieniu i róży nadają ich posiadaczom szczególną moc, zapewniają im szacunek, miłość i podziw otoczenia. W Targowisku próżności tę moc mają pieniądze i "stosunki". 
Dziś magiczne przedmioty są ogółowi dostępne. Każdy może skorzystać z usług stylisty, chirurga plastycznego i czego tam jeszcze. Wystarczy w siebie zainwestować i już. Aż mnie palec swędzi, by wspomnieć Natalię S. Ale nie wspomnę, bo obawiam się, że otworzę lodówkę, a w niej... Współczesna baśń opowiadałaby o Różyczce, która zainwestowawszy w siebie (duże oczy, ponętne usta i takie tam) stałaby się najbardziej pożądaną celebrytką. O Angelice, która posiadawszy wdzięk i oblicze za rozumem tęskniące oraz biust odsłaniany przy każdej nadarzającej się okazji, byłaby podziwiana za samo uświetnienie swoją obecnością imprezy dowolnej. Bez potrzeby otwierania ust nabrzmiałych kolagenem, silikonem czy czymś podobnym.

sobota, 22 września 2012

Moje książki

Przybyło mi kilka nowych książek. Między innymi wyczekane Pamiętniki Małgorzaty de Valois - dumasowskiej królowej Margot. Nie mogę się doczekać czytania. Podobno była zachwycającą kobietą, tak twierdził Brantome, a znał się na kobietach. Mimo dość swobodnego trybu życia Margot, co było powszechną tajemnicą, nie umieścił jej jednak w Żywotach pań swawolnych. Znalazła się natomiast w jego Żywotach pań znakomitych. Oto, co o niej pisał:..."Gdy przychodzi mi rozprawiać o urodzie tej niezwykłej księżniczki, wierę doprawdy, że ani jedna z tych, które żyją, żyły lub żyć będą, nie zdałaby się przy niej inaczej jak brzydulą, a przenigdy nie pięknością; bowiem jasność jej tak przypala skrzydełka wszelakim światowym damom, że ani ważą się, ani mogą w jej przytomności śmielej sobie pofrunąć, ani też iść z nią w paragon...".
 Swoją drogą świetna była seria Czytelnika - pamiętniki kobiet różnych epok. Szkoda, że już nic nowego się nie pojawia. To kopalnia wiadomości o latach minionych, skłaniająca mnie do wniosku, że... nihil novi.

Kolejna pozycja to Epigramy Marcjalisa. Oto jeden z nich, zaskakująco współczesny.

Co cię, Olu, obchodzą tajemnice łóżek
Erosa i Linusa, czy siedzisz w ich skórze?
Że każda dziewka krocie Matona kosztuje,
Co ci, Olu, do tego? To on się rujnuje.
Sertoriusz całe noce trawi na biesiadach,
Lecz ty chrapiesz do rana. Więc nad czym tu biadać?
Dług Lupusa w tysiące idzie. I co z tego?
Ty byś mu nawet grosza nie dał złamanego.
Nie wiedzieć, Olu. O to głowa cię nie boli.
Jesteś winien za togę, na pożyczkę liczyć
Też nie możesz. A przecież to ciebie dotyczy.
Żona co krok cię zdradza, córka z niepokojem
Dopytuje o posad. To są sprawy twoje.
Tylko, że mnie to, Olu, widzisz - nie obchodzi.
/przekład S.Kołodziejczyka/

I urocze ballady szkockie i angielskie przełożone przez Juliusza Kydryńskiego. Brak mi w nich melodii, ale i tak smakuję czytając.