piątek, 12 października 2012

Fiąteczek





Nie martw się kiciuś! Fiąteczek jest, odpoczniesz sobie wreszcie.




wtorek, 9 października 2012

Zenuś rodzaju żeńskiego



Och Ziuta, me życie dziś przegrane jest, przegrane jest przez jedna noc
Och Ziuta, naprawdę nie wiem jak się pozbyć, jak się pozbyć Ciebie stąd

Urodę świnki Piggi masz. Wagą przewyższasz nawet ją

We śnie mnie straszy Twoja twarz, a wszystko to przez jedną noc...

Och Ziuta, ja wiem, że nie ma brzydkich kobiet, tylko wina czasem brak

Lecz Ziuta, gdy wytrzeźwieje człowiek, wtedy inny gust ma, inny smak

Pokazać się gdzieś z Tobą wstyd, dwie klasy podstawówki masz

Swym krzykiem nerwy psujesz mi, a wszystko to przez jedną noc...

Och Ziuta, pijany byłem, gdy przed ołtarz zaciągnęłaś mnie

Och Ziuta, dlaczego się zgodziłem, tak żałuję, tak żałuję dziś

Za byle co, Ty bijesz mnie, pieniędzy żadnych nie chcesz dać

Szepczesz, koteczku kochaj mnie. A wszystko to przez jedną noc...

Och Ziuta, dlaczego mą dziewczyną pierwszą stałaś się tej nocy złej

Och Ziuta, kobiet dotąd nie znałem, nie wiedziałem jak to robi się

Hrabiowski przecież tytuł mam, a Ty gosposią byłaś mą

Podniosłaś swój społeczny stan, a wszystko to przez jedną noc...

Biorąc pod uwagę powyższe,  należy wyjątkowo ostrożnie dobierać jednonocnych partnerów. Żeby się nie zasiedzieli, a właściwie nie zależeli, i wielonocnymi nie zostali. Albowiem można się któregoś ranka obudzić obok Zenusia lub Ziuty i... no właśnie, przechlapane. Wspólne dzieci, wspólny kredycik, wspólni znajomi... Jak to wszystko zostawić, no jak? Niby z Zenusiem lub Ziutą można oficjalnie, za rączkę i do kościółka, a na boku dodmuchać ego, jego lub jej. Niby można. No.

poniedziałek, 8 października 2012

Oczy mam wyżej

I sprawił Pan był, że narodziła się baba. Popatrzył na nowonarodzoną okiem boskim i mruknął z zakłopotaniem: mądra to ty nie będziesz... I myśleć zaczął był, jakby tu babie ułatwić bycie niemądrą i cyckami ją obdarzył. I rzekł był do siebie z zadowoleniem boskim: niech się gapią na cycki zamiast rozumu w babie szukać. Spodobało się panu bab tworzenie, stworzył inną. Przy tej mruknął był: piękna to ty nie będziesz. I cyckami ją obdarzył był, niech się gapią na cycki miast piękna szukać. I jak tu się oprzeć boskiemu tworzeniu? Koszulki z napisem "oczy mam wyżej" baby noszą, szaty Dejaniry z golfem zakładają... A świat na cycki się gapi.

niedziela, 7 października 2012

Tulijaś

Kilka dni temu, zamawiając nowe książki, powodowana jakimś impulsem kupiłam "Ortografię na wesoło" i "Gramatykę na wesoło", moje gdzieś zaginęły w wichrach przeprowadzek. Impuls okazał się przeczuciem nadchodzących potrzeb. Otóż mój wnuk zaczyna walczyć gramatycznie ze słowami. Koniec z dziecinnym "baba chodź", Pojawiło się niedawno całkiem już dorosłe i poważne "chodź babo"! Jednakże jego ulubionym zwrotem jest "czemu". Jak ja czekałam na tę jego ciekawość wszystkiego... Spędziliśmy wczoraj ze sobą dużo czasu i "czemu" pojawiało się bardzo, bardzo często. 
- Jasieńku, nie biegaj - mówi baba. 
- Czemu nie? 
- Uderzysz się i będzie bolało.
- Czemu bolało?
I tak bez końca. Odpowiedzi mnie nie męczą ani trochę, znów zaczynam wymyślać historyjki uzasadniające czemuwatość zjawisk. Z przyjemnością ogromną. Opowiadam o słońcu, które poszło świecić po drugiej stronie świata, o liściach, które przykrywają ziemię, żeby było jej cieplej w zimie. Wiem, że to nienaukowo i niepoważnie, no wiem. Ale nie potrafię inaczej. 
Nagrodą za moje historyjki jest ciepełko wnuka, jakie wydziela w ilościach hurtowych przytulając się do mnie. Obejmuje mnie tłustymi łapkami za szyję i prawie słyszę, jak mruczy. Taki mały kociak. Córka się trochę martwi, że taki z niego przytulas, że jako facet powinien być twardy. Guzik prawda. Facet powinien być mięciutki, jak mięciutka jest miłość do niego. Kocham swojego wnuka Tulijasia po kokardy. Miękko, po babcinemu kocham.

środa, 3 października 2012

Dojrzewanie

I wezwał Pan babę przed oblicze swoje boskie i rzekł jej był: A dojrzej ty babo wreszcie i dojrzyj świat, jaki jest. Przestań szukać prawdy w kłamstwach, przestań widzieć ciepło w lodzie. Pod lodem też niczego nie szukaj, drut kolczasty jeno znaleźć możesz. I usiadła baba, i dojrzała. I zapłakała żałośnie: i czemuś ty mnie Panie, piękną nie stworzył? I opuścił Pan ręce swoje boskie niemocą przez babską dojrzałość utrudzone. I zapłakał był żałośnie: kogo ja obwinić mam?

wtorek, 2 października 2012

Sama chciała

Jest źle, a nawet tragicznie. Nie mam bowiem siły czytać. Po prostu nie mam siły. Wracam tak zmęczona z pracy, że zasypiam nad książką. Dziś koleżanka widząc, że nie mam czasu na kawę nawet, sama mi ją zrobiła i przyniosła. Kawa doczekała, dwa razy może siorbnięta w biegu, do końca dnia. Intensywność pracy ma jeden plus: nie mam też czasu palić, toteż moje płuca na tym zyskują. Za oknem dziś grała mi jakaś podwórkowa orkiestra, całkiem nie do nastroju, skoczne polki. Kiedyś takim grajkom rzucano monety z okna, ja miałam ochotę rzucić kamieniem. W nocy śni mi się Erasmus i szkolenie z prawa UE. Budzę się ze strachem, że coś przegapiłam, że czegoś nie dopełniłam. Kiedy już tak sobie pomarudzę i ponarzekam, pojawia się uśmiech: sama tego, babo, chciałaś. I nie mów mi, że nie jesteś szczęśliwa. No.

poniedziałek, 1 października 2012

Gdzie boli?

Ból w obydwu barkach, utrzymujący się od kilku miesięcy i nie reagujący już na różowe pigułki zmusił mnie do pójścia do specjalisty. Zanim jednakże do niego trafiłam, musiałam uzyskać skierowanie od lekarza pierwszego kontaktu. W mojej przychodni ten lekarz ciągle się zmienia. Tym razem była to młoda, urocza osoba o ciemnym kolorze skóry. Zważywszy, że całkiem niedawno był to Ukrainiec, zastanawiam się, kogo zobaczę w gabinecie następnym razem. Ze skierowaniem trafiłam do miłego pana doktora znanego mi już z akcji "Quasimodo". Nie zaordynował mi jednakże żadnego prześwietlenia, co sugerował lekarz poprzedni. Poruszał moją ręką, a właściwie próbował poruszać moim lewym barkiem. Jak stwierdził, nie osiągnęłam nawet 60 stopni, cokolwiek to znaczy. Potem poruszał prawym, tu już poszło dokoła, choć z bólem. I dziwna diagnoza: w lewym zerwane ścięgna, chyba wszystkie możliwe, i uszkodzona kaletka jakaś. W prawym tylko nadwyrężone. Dostałam skierowanie na rehabilitację i maści chłodząco-przeciwbólowe. Różowych proszeczków mam nie brać, bo mi dziurawią żołądek - tak powiedział. I spytał, co ja takiego robiłam, że zerwałam sobie wszystko, co możliwe. Nic takiego sobie nie przypominałam, żadnego dźwigania ciężarów, żadnego podrzutu, czy rwania. Wreszcie przypomniałam sobie moje malowanie i cyklinowanie sypialni. Przesuwałam i przenosiłam meble rzecz jasna. I książki w hurtowych ilościach. Pan doktor spojrzał na mnie dość zaskoczony, ale nie skomentował. Poradził tylko tego rodzaju prace scedować na fachowców. I kategorycznie zabronił dźwigania więcej, niż 2 kg. No to nie wycyklinuję reszty przedpokoju, psiakrewka. O noszeniu wnuków też mogę zapomnieć. Chyba, że rehabilitacja szybko zadziała. Niestety, pan doktor mówi, że to potrwa, kilka miesięcy do roku. Jak ja to wytłumaczę Jaśkowi, który po prostu podchodzi do mnie z wyciągniętymi w górę łapkami i mówi: na ręce?
Natura uznała, że nie powinnam odczuwać bólu tylko w kończynach górnych, zatem podczas wczorajszego obiadu rodzinnego u brata jakaś spóźniona osa dziabnęła mnie w łydkę. Weszła, zaraza, pod nogawkę spodni i dziabnęła. Nie spuchło bardzo, ale boli do dziś. Mam komplet. Na pytanie, gdzie boli, mogę odpowiadać: prawie wszędzie.
Na tę łydkę rzuciła się z plasterkiem cytryny jakaś moja cioteczka, wcześniej perorując z zapałem o swoich zdolnościach bioterapeutycznych. Zważywszy okazję, przy jakiej się spotkaliśmy, nie był to najszczęśliwszy temat. Obiecaliśmy sobie urządzenie jakiegoś zjazdu rodzinnego bez okazji, jako że spotykamy się ostatnio przy tych smutnych. Zaplanowaliśmy lato przyszłego roku. A ja wtedy pomyślałam: ile osób dotrwa. Smutno pomyślałam.